Polska sopranistka Aleksandra Kurzak
Polska sopranistka Aleksandra Kurzak Fot. Paweł Kozioł / Agencja Gazeta

Ich występy skupiają tłumy porównywalne do tych na koncertach rockowych gwiazd czy masowych festiwalach. Śpiewacy dyktują warunki publiczności i są coraz mniej niedostępni. W plejadzie "poważnych" gwiazd mamy też swoich przedstawicieli. Wśród nich Aleksandra Kurzak, która w środę wystąpi na wyjątkowym koncercie w Filharmonii Narodowej w Warszawie.

REKLAMA
Ewa Podleś
polska śpiewaczka operowa

Kształcenie głosu to ciężka sprawa – nie można go ustawić, tak jak ustawia się rękę na fortepianie. Trzeba przemówić do wyobraźni. Każdy pedagog przemawia inaczej, ma tysiące historyjek, śmiesznych i mniej śmiesznych. Jeden mówi: wyobraź sobie, że łykasz banana i tu ci się tak wszystko otwiera. Inny: wyobraź sobie, że masz kuleczkę przed sobą i trafiał powietrzem, dźwiękiem w tę kuleczkę. Trzeba wytłumaczyć jakoś człowiekowi, żeby dobrze ukierunkował strumień powietrza, ukształtował dźwięk. To jest bardzo trudne.

W Polsce muzyka operowa to wciąż obca rozrywka. Poza Janem Kiepurą przeciętny rodak kojarzy jedynie Ewę Małas-Godlewską. Ale to nie koniec polskiej ery w międzynarodowych operach. Nadchodzi Aleksandra Kurzak. Po jej występie w „Łucji z Lammermooru” w 2010 roku w Seattle, recenzenci pisali, że ze zdolnościami i profesjonalizmem sięga stratosfery i najtrudniejsze pasaże bierze ze swobodą beztroskiego dziecka. Sam Plácido Domingo osobiście pogratulował jej po debiucie w londyńskiej operze. Z kolei krytycy operowi z całego świata chwalili jej debiutancką płytę "Gioia!". A gigantyczna kariera jeszcze przed nią. Występuje w La Scali, Cevent Garden i Metropolitan Opera. To niewątpliwie najlepszy kobiecy głos w polskiej historii. To pod nią ustalane są premiery.
W swoim napiętym terminarzu Aleksandra Kurzak, znalazła czas na występ w Polsce. Artystka pojawi się w środę w Filharmonii Narodowej w Warszawie z koncertem, który poprowadzi wybitny dyrygent i dyrektor filharmonii Antoni Wit.

A takich pereł mamy w Polsce więcej. I poza granicami są traktowani jak gwiazdy rocka, czy popu. Tomasz Cyz, redaktor naczelny Dwutygodnik.com i znawca opery podkreśla jednak, że wśród polskich talentów dominują mężczyźni. Bo tak, jak nie można powiedzieć, że siatkówka jest gorsza od piłki nożnej, nie można powiedzieć, że w świecie opery liczy się tylko sopran. – Nasuwa mi się sportowe porównanie. Tak jak trzej Polacy odnoszą sukces w Borussii Dortmund, tak wśród śpiewaków mogę wymienić trzy nazwiska, które robią międzynarodową karierę. Chodzi o Piotra Beczałę, Mariusza Kwietnia i Andrzeja Dobbera – wymienia.
Czy można tu odnieść jakieś podobieństwa do sportu? W operze, tak jak w sporcie, grają żywe emocje. Najpiękniej strzelona bramka jest jak najwyżej zaśpiewana nuta. Warunki psycho - fizyczne też są bardzo ważne. Tak, jak instrumentem piłkarza jest ciało, narzędziem śpiewaka jest głos i musi dawkować wrażenia. Głos nie regeneruje się tak szybko.
Dlatego nasze rodzime sławy tak rzadko pojawiają się w Polsce. Opera Narodowa w Warszawie nie jest stawiana na równi z La Scalą, Czy Metropolitan Opera, więc czasem szkoda ryzykować utratą lub przeciążeniem głosu, który można wykorzystać na ważniejszym występie. I kariera śpiewaków, tak jak sportowców, bardzo szybko może się załamać. Chociażby z powodu ciąży, kiedy przepona pracuje zupełnie inaczej. I może to zaprzepaścić lata ćwiczeń.
Ale czasami zdarza się też, że najlepsi trenerzy mogą się pomylić. Tak było z Łukaszem Podolskim, który chciał występować w polskiej reprezentacji, ale nikt się nim nie zainteresował. Podobnie niedoceniony był Piotr Beczała. – W pewnym momencie powiedziano mu, że może już występować tylko w chórkach. Ale jego talent się rozwinął. Szybko trafił na szczyt, bo okazał się jednym z najlepszych wśród śpiewaków nowej generacji. Nieważne, czy w towarzystwie Carrerasa by zanikł – mówi Tomasz Cyz.
Za granicą mówi się, że Beczała jest następcą Pavarottiego. W grudniu 2006 roku zadebiutował w Metropolitan Opera rolą zastrzeżoną dla najwybitniejszych tenorów – księcia Mantui w „Rigoletcie” Giuseppe Verdiego. Podczas pamiętnej premiery „Łucji z Lamermoor” dostał większe owacje niż odtwórczyni roli tytułowej, słynna Rosjanka Anna Netrebko.
Ewa Podleś także zawojowała świat. Miała niesamowicie niski jak na kobietę głos. W spektaklach pojawia się mało partii dla takich głosów. Ale dzięki temu mogła obsadzać wszystkie spektakle.

Największe dzieła są śpiewane w językach oryginalnych, a więc włoskim, niemieckim i francuskim. – Opera nie ma bariery językowej, to mieszanka wielonarodowa. I tu znów pojawia się porównanie ze sportem. Piłkarze, czy siatkarze, wciąż powtarzają swoim młodszym kolegom, by uczyli się języków – mówi Tomasz Cyz.
Ale polskich operowych śpiewaków jest w bród. – Naszą plejadę operowych gwiazd można wymieniać w nieskończoność. Kiepura, Bidur, Żylis-Gara, Ochman – wymienia Cyz. I to właśnie muzycy operowi robią największe światowe kariery. Bo kto, prócz Behemotha jest znany poza granicami kraju? – Trzeba tu jednak uściślić, że opera, razem z filmem, jest jedną z najbardziej międzynarodowych dziedzin sztuki – mówi Tomasz Cyz.

Kreują podobne show, co gwiazdy popu. Kiepura niczym król występował z balkonów a jego "fani", gdyby mogli, zdarliby z niego ubrania. Pavarotti, Carreras, Domingo byli swego czasu wszędzie. Śpiewali w parkach i na największych stadionach. W 2009 roku, podczas finału Ligi Mistrzów w Rzymie, Andera Bocelli, zaśpiewał hymn Ligi Mistrzów. Carreras uświetnił otwarcie Olimpiady w 1992 roku w Barcelonie. Śpiewacy są uwielbiani przez tłumy. Najsilniejszą pozycję w branży ma Anna Netrebko, rosyjska sopranistka. Dobrym przykładem jest
to, że w filmie "Pamiętniki księżniczki", zagrała samą siebie. – To tak wielka ikona, że nie musi udawać nikogo. Jest jak operowa Madonna, która w tym momencie też mogłaby pewnie pokusić się o rolę samej siebie. Trzeba jednak wspomnieć o jej głosie - elektryzującym sopranie. To ona jest w stanie zaśpiewać najważniejsze i najwyższe partie kobiecie i zawsze je obstawia - mówi Tomasz Cyz. 


Jest też różnica. Wszyscy operowi śpiewacy, w przeciwieństwie do tych popowych, muszą umieć śpiewać. Tu nie ma możliwości, żeby swoje fałsze wytłumaczyć źle ustawionym odsłuchem. Jest tak, jak z gwiazdami lat 60. i 70., które śpiewają bezbłędnie. Alicja Węgorzewska, wybrała dość popową karierę celebrytki, bo jej talent nie pozwalał na światową karierę. Ale nie można zarzucić jej tego, że nie umiała śpiewać.
A oprócz głosu liczy się też prawda. Na przykład prawda ciała. – W operze pojawia się nowa publiczność, która nie uwierzy, że korpulentna śpiewaczka gra rolę astmatycznej bohaterki opowieści. Z drugiej strony szczupły i wątły śpiewak nie będzie w stanie kondycyjnie przebrnąć przez muzykę Wagnera. To sport. Edyta Górniak też nie uprawia seksu przed koncertem – wyjaśnia Tomasz Cyz.
Śpiewacy nie zawsze są chowani pod kloszem. Polski tenor Wiesław Ochman wychowywał się wśród chuligaństwa. Urodził się na przedwojennej Pradze, przy Ząbkowskiej. Pierwsze występy dawał właśnie tam. Stawiano go na stołku, a on śpiewał  "Chryzantemy złociste, uśmiechnijcie się do mnie". Wbrew temu, co myślą niewtajemniczeni, opera nie jest zamkiem z lodu, niedostępnym i niezrozumiałym. A reguły tej gry są równie okrutne, co w sporcie. Walczyć jednak warto, bo stawka jest "poważna".