
Miniony weekend był rekordowy w statystykach stołecznych służb jeśli chodzi o pijaństwo. Być może interwencje w przypadku 126 nietrzeźwych i 349 przypadków spożywania alkoholu w miejscach zabronionych to efekt... czujności pewnego warszawiaka, który jeździ nad Wisłą rowerem, tropi pijących tam piwo i natychmiast donosi na nich funkcjonariuszom.
REKLAMA
Weekendowa fala mandatów za piwo pod chmurką to w znacznej części efekt prowadzonej przez warszawskich strażników miejskich akcji o kryptonimie "Zmierzch". Zakładała ona wzmożoną czujność na woń alkoholu w okolicach klubów, sklepów monopolowych, osiedlowych podwórek i komunikacji miejskiej.
Spora część warszawiaków kłopoty związane z piciem alkoholu na świeżym powietrzu miała jednak przez jednego rowerzystę, który postanowił w czynie społecznym wypatrywać i donosić na każdego, kto gustuje w piciu piwa na brzegu Wisły. Samozwańczy strażnik trzeźwości doniósł już na tyle osób, że na Facebooku powstała nawet specjalna akcja ostrzegająca przed jego działalnością.
Warto jednak pamiętać, że problem ze spożywaniem alkoholu nad warszawskim brzegiem Wisły to sprawa dość skomplikowana z prawnego punktu widzenia, gdyż ustawa o wychowaniu w trzeźwości zabrania "picia pod chmurką" jedynie na ulicach, placach i w parkach. Sprawia to, iż zakaz spożywania napojów alkoholowych nie obejmuje prawego brzegu Wisły, który nie mieści się w ustawowych definicjach. W ubiegłym roku przyznała to sama Komenda Stołeczna Policji.
Przeczytaj też: Socjolog wyjaśnia, dlaczego ludzie lubią donosić.
Źródło: Facebook.com/zahajsmatkibaluj / wawalove.pl
