
Dziennik pisze, że „Bank Światowy desperacko potrzebuje zmian po latach bezbarwnego przywództwa i malejących wpływów”. To dlatego Clinton miałby być jednym z głównych kandydatów na jego nowego lidera.
REKLAMA
Dotychczasowy prezydent, Robert Zoellick, odchodzi w połowie tego roku. Według informacji Guardiana nazwisko Clintona pojawiło się na liście jego potencjalnych następców, którą przygotował Departament Skarbu USA. I wzbudza sporo entuzjazmu wśród decydentów.
Przeszkodą do objęcia przez niego tej funkcji mógłby być fakt, że jego żona jest w Białym Domu Sekretarzem Stanu. Takie zestawienie stanowisk byłoby wodą na młyn krytyków, którzy od lat nazywają Bank Światowy „narzędziem amerykańskiej polityki zagranicznej”.
Hillary Clinton ogłosiła jednak niedawno, że po listopadowych wyborach prezydenckich zrezygnuje ze służby w Departamencie Stanu. Co ciekawe, w zeszłym roku media aż kipiały od plotek, że to ona interesuje się kierowaniem Bankiem Światowym. Pani Clinton wytrwale temu zaprzeczała.
Ale kandydatura byłego prezydenta USA, podobnie jak każdego innego Amerykana, może zachwiać się przez inny problem. Od samego początku istnienia Banku Światowego, czyli od 1944 roku, jego szefami zawsze zostawali obywatele Stanów Zjednoczonych. Była to część nieformalnego porozumienia z Europą, która zarezerwowała dla siebie miejsce na czele innej utworzonej wtedy instytucji finansowej - Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Wiele rządów coraz głośniej narzeka na taki układ. Kraje Trzeciego Świata są głównymi kredytobiorcami Banku Światowego i chcą mieć większy wpływ na jego kształt. Podobnie uważają liczne organizacje międzynarodowe. - Sposób wybierania szefa tej instytucji musi się zmienić. Bank działa tylko w państwach rozwijających się, więc kandydat na jego lidera powinien mieć poparcie większości z nich – ocenia Elizabeth Stuart z brytyjskiego Oxfam.
Presja zmian była tak duża, że podczas jednego z ostatnich spotkań G20 Amerykanie zadeklarowali, że mogą zgodzić się na nieamerykańskiego szefa Banku. Można jednak wątpić, by zrobili to teraz, w roku wyborów prezydenckich. Republikańscy przeciwnicy Obamy od dawna zarzucają mu, że nie potrafi zadbać o siłę USA. Oddając w zagraniczne ręce tak lukratywne stanowisko tylko potwierdziłby tę opinię.
Z tej perspektywy nominacja Clintona mogłaby być najlepszym wyjściem. Były prezydent cieszy się sympatią Amerykanów, a w Afryce czy Azji jest rozpoznawalny i lubiany – przynajmniej w porównaniu ze swoim następcą, Georgem W. Bushem. Byłby więc na tę kadencję akceptowalnym wyborem dla wszystkich.
Duża niewiadomą pozostaje natomiast jego forma. Większości z nas kojarzy się jako przystojny i wysportowany polityk, ale 65-letni dziś Clinton cierpi z powodu wysokiego cholesterolu i kłopotów z krążeniem. W 2010 roku przeszedł poważną operację serca. Praca szefa Banku Światowego tymczasem na pewno nie należy do relaksujących.