Takie doniesienia to większość materiałów publikowanych przez Popularnie.pl - jednego z nowych liderów informacji i publicystyki w polskiej sieci według badania Megapanel.
Takie doniesienia to większość materiałów publikowanych przez Popularnie.pl - jednego z nowych liderów informacji i publicystyki w polskiej sieci według badania Megapanel. Fot. Popularnie.pl

Takiego sukcesu w polskiej sieci dawno nie było. Portal Popularnie.pl istnieje od kilku miesięcy, a w najnowszym badaniu Megapanel zajął już 7. miejsce w prestiżowej kategorii "informacje i publicystyka". Wszystko dzięki prawie 2,5 mln użytkowników, którzy dali się skusić do kliknięcia w specyficzną treść oferowaną przez serwis. Skąd ten sukces i czy agregacja szokujących lub zabawnych treści to przyszłość sieciowej informacji i publicystyki?

REKLAMA
Informacja i publicystyka?
Nowy Megapanel, czyli najpopularniejsze badanie oglądalności stron internetowych w Polsce mogło zaskoczyć tych, którzy śledzą ją uważnie. Wśród najpopularniejszych serwisów informacyjnych nad Wisłą nagle znalazł się bowiem zupełnie nowy gracz. Popularnie.pl nie tylko wskoczyło do prestiżowej dwudziestki adresów cieszących się najlepszą oglądalnością, ale debiutując w zestawieniu zajęło w kategorii "informacje i publicystyka" aż siódme miejsce.
W tej opanowanej od lat przez wielkich graczy kategorii tak nagły i dobry debiut się nie zdarza. O wzbicie się choćby jedną pozycję wyżej biją się tam bowiem giganci nadwiślańskiej sieci tacy, jak Onet, WP, Media Regionalne, Gazeta.pl, Interia czy sieciowa odsłona telewizji TVN24. Tuż za nimi najpopularniejsze w kategorii informacyjnej w czerwcu (tego miesiąca dotyczy najnowsze badanie) było właśnie Popularnie.pl.
logo
Gemius.pl
Serwis, o którym konkurencja dotąd nie wiedziała zbyt wiele, albo w ogóle nie słyszała o jego istnieniu. W przeciwieństwie do prawie 2,5 mln użytkowników i ponad 100 tys. facebookowiczów, którzy polubili Popularnie.pl w zaledwie trzy miesiące. Jak udało nam się ustalić, to prawdopodobnie efekt pracy pewnego mieszkańca Leszna i jego przyjaciela z Holandii. To oni mają odpowiadać za agregację specyficznej treści, na której bazuje sukces Popularnie.pl.
"Znak czasów..."
"Kobieta w Niesamowity Sposób Rodzi na Chodniku przed Szpitalem" - brzmiał tytuł pierwszego artykułu, który pojawił się na łamach serwisu. Najnowsze to na przykład: "10 ohydnych rzeczy, które jedzą ludzie.", "Mężczyzna stworzył portrety kobiet nie widząc ich na oczy. Kiedy je zobaczyły, zachciało im się płakać", "18 zdjęć jaskiń nienawiści. Tak mieszkają internetowi hejterzy!". Od strony realizacyjnej to zwykle krótkie tekstowe wprowadzenie i przegląd szokujących lub śmieszących punktów, czy też agregacja komentarzy z internetowych forów. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby serwis plasował się w kategorii "Rozrywka".

Ani to informacja, ani publicystka. Takich serwisów nie można porównywać do poważnych miejsc w internecie

Nic więc dziwnego, że w branży informacyjnej zapanowała po publikacji Megapanelu spora konsternacja, że tak oto wygląda jeden z nowych liderów sieciowej publicystyki. To przypadkiem nie zwykła rozrywka? - Ja bym tego typu treści w tej kategorii na pewno nie umieścił. Takich serwisów nie można jednak porównywać do poważnych miejsc w internecie. Natomiast to z pewnością znak czasów... - podkreśla.
Jak tłumaczy medioznawca, twórcy Popularnie.pl jeszcze lepiej wpisali się bowiem w potrzeby polskich użytkowników internetu. Wszystkie portale tego dotąd próbowały, ale przy o wiele większych nakładach pracy mediaworkerskiej. U nich tabloidyzacja i agregacja treści viralowych wpleciona jest między poważne, dobrze przygotowane treści. Na Popularnie.pl nikt tego typu pracą raczej nie zaprząta sobie głowy. Każdy materiał to po prostu schematycznie skrojona pułapka na kliki i polubienia.
- Perspektywa myślenia o treściach internetowych jako czymś poważnym jest ważna tylko dla części użytkowników sieci. Tej, która jest gotowa nawet zapłacić za wartościowe teksty. Pozostałych niespecjalnie interesuje, że dają się złapać w pułapkę klików, która służy temu, by właściciel mógł nieźle zarobić. Oczekują treści popularnej, prostej i szybkiej. Nie ma dla nich znaczenia, jak to jest opracowane i czy w ogóle jest prawdą - tłumaczy Damian Muszyński.
To takie informacje będą darmowe, za prawdziwe trzeba zapłacić
W ocenie eksperta, właśnie tego typu treści to jednak przyszłość internetu masowego. Jakość wkrótce może być dostępna tylko dla tych, którzy zechcą za nią zapłacić. W zamian otrzymując treść opracowaną, pewną i z renomowanego źródła. Według Damiana Muszyńskiego, z resztą mediów w sieci stanie się to, co z telewizją. - Przecież jeszcze kilka lat temu głównych doniesień dzisiejszych "Faktów" i "Wiadomości" nikt też nie nazwałby poważną informacją - stwierdza.
Podobnie o fenomenie Popularnie. pl mówi Przemysław Pająk ze Spider's Web. - Serwis z takim profilem treści w kategorii informacji i publicystyka jest zgodny z tym, co dzieje się na świecie - tłumaczy.
Przemysław Pająk, Spider's Web

Nie jestem zbytnim entuzjastą tych treści, bo są miałkie, złe i naciągane, ale jednocześnie niezwykle skuteczne... A chodzi przecież o to, by zdobyć szeroki zasięg i dzięki niemu sprzedawać reklamy

Przemysław Pająk zwraca uwagę, że liderami takiego biznesu są na świecie serwisy takie, jak popularny także u nas Upworthy. W amerykańskich badaniach sieci jest on zaliczany również do serwisów informacyjnych i ocenienia się go jako konkurencję dla klasycznych serwisów informacyjnych. - To jest zupełnie nowy typ treści, a my jesteśmy przyzwyczajeni do traktowania treści internetowych do jako quasi-prasowych. To wielki błąd. Internet jest już zupełnie innym medium - ocenia.

PS. Czerwcowy Megapanel to jeden z najlepszych wyników w historii naTemat. Dziękujemy!