
Z transportu, który Polska wysłała na Ukrainę zginęło po 1,5 tysiąca koców i materacy. Śledztwo w tej sprawie prowadzi wojskowa prokuratura. Podejrzanymi są polscy wojskowi, pracujący w bazie, która przygotowywała konwój. Jak poinformował minister obrony, szefa jednostki natychmiast zawieszono.
REKLAMA
Polska pomoc humanitarna dla Ukrainy była mniejsza, niż początkowo zakładano – brakowało około 1,5 tysiąca koców i 1,5 tys. materacy. Winni są najprawdopodobniej polscy żołnierze – ustalił Robert Zieliński z tvn24.pl. To ich prokuratura wojskowa podejrzewa o kradzież materiałów, które miały dotrzeć do potrzebujących na Ukrainie. Natychmiast zawieszono szefa Regionalnej Bazy Logistycznej w Legionowie.
Nie wiemy, czy ktoś w ten sposób nie chciał zatuszować braków w magazynie. Stąd przyjęta kwalifikacja śledztwa dotycząca niedopełnienia obowiązków, która w każdej chwili może się zmienić. Czytaj więcej
Źródło: tvn24.pl
Na Ukrainę miało trafić 320 ton koców, pościeli i żywności. Braki zauważył polski oficer, który w bazie pod Lwowem pilnował rozładunku darów. Jak zauważył Jarosław Jabrzyk, dziennikarz śledczy TVN, w rembertowskiej bazie dochodzenie prowadzi też Centralne Biuro Antykorupcyjne. Minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak zapewnia, że brakujące dary trafiły już na Ukrainę.
Źródło: tvn24.pl
