
Aż 62 mln zł mają kosztować nas rozpoczynające się wkrótce manewry Anakonda-14. To koszt przećwiczenia obrony przed najbardziej realnym chyba zagrożenia dla współczesnej Polski. Żołnierze Wojska Polskiego i naszych sojuszników z NATO będą pracowali nad sprawnym działaniem w sytuacji, w której wróg przekroczyłby naszą granicę i oprócz odparcia ataku musielibyśmy przygotować warunki dla przybywających z pomocą sojuszników.
REKLAMA
Choć w Dowództwie Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych podkreślają, iż manewry Anakonda-14 to ćwiczenie zupełnie wyimaginowanego zagrożenia, ich scenariusz zdaje się przypominać zupełnie realne wydarzenia, z którymi mamy ostatnimi czasy do czynienia w Europie.
Kilkanaście tysięcy żołnierzy z Polski, Czech, Litwy, USA, Holandii, Estonii, Kanady, Węgier i Wielkiej Brytanii będzie działało w warunkach, w którym jeden z członków NATO został napadnięty i najpierw musi własnymi siłami odeprzeć atak wroga na granicach, a następnie przygotować grunt dla przybywających ze wsparciem sił sojuszniczych.
Ofiarą agresji ma być niejaka Wislandia, rolę sił zbrojnych której odegrają polscy żołnierze. Największe wsparcie z NATO nadejdzie tymczasem dla Wislandczyków z Czech, Litwy, oraz Stanów Zjednoczonych. Wraz z siłami innych członków Sojuszu Północnoatlantyckiego będą starali się oni wspólnie wykonać działania mające na celu zmuszenie wroga do odwrotu z zaatakowanego terytorium.
Anakonda-14 startuje już 24 września, jednocześnie aż na kilku poligonach lądowych i morskich. Stąd też na północy Polski w ostatnich dniach można zauważyć liczne wojskowe transporty, które przemieszczają się w kierunku Orzysza, Nowej Dęby, Drawska Pomorskiego i Ustki. Docelowo w manewrach weźmie udział aż 12,5 tys. żołnierzy Wojska Polskiego i sił NATO, 120 transporterów opancerzonych, 25 samolotów i 17 okrętów marynarki. Co odpowiada skali, w której rozstrzygało się wiele z konfliktów, które wybuchały w ostatnich latach.
Źródło: do.wp.mil.pl
