
- Techniczne podchodzenie do seksualności człowieka, oderwane od życia rodzinnego - tak zdaniem posłanki Marzeny Wróbel wyglądają plany zajęć, które prowadzić chcieliby edukatorzy seksualni w Polsce. W jej ocenie, w polskich szkołach funkcjonuje tymczasem już bardzo dobry model wychowania seksualnego, a seksuolodzy tacy jak prof. Zbigniew Lew- Starowicz kłamią, gdy przekonują, iż prawdziwego wychowania seksualnego nad Wisłą wciąż nie ma.
REKLAMA
W ocenie goszczącej w poniedziałkowym programie "Tomasz Lis na żywo" posłanki prawicy, standardy edukacji seksualnej sugerowane przez WHO są dla polskiego społeczeństwa bardzo niebezpiecznie. - Po co 6-latkowi podstawy antykoncepcji - pytała Wróbel z oburzeniem.
- Nie żyjemy w raju. To nie jest taki świat, w którym Adam i Ewa po zerwaniu jabłka z drzewa nagle stracili niewinność - odpowiadała na te słowa publicystka feministyczna Kazimiera Szczuka. Jej zdaniem, dzieci mają dziś dostęp do wiedzy o seksie, niestety często nieodpowiedniej. - Dzieci potrafią się gwałcić - przypominała.
- To nie jest porządna edukacja seksualna a podręcznik masturbacji - przekonywał jednak Mariusz Dzierżawski z Fundacji PRO, która próbowała przeforsować obywatelski projekt pozwalający za karanie osób propagujących wychowanie seksualne w Polsce. - To instruktaż rozwiązłości - kontynuował swoją ocenę pracy edukatorów. - To coś, co może mieć tragiczny skutek - ostrzegał, pytany o to, czym dla niego jest seks.
Z pełnym przekonaniem Dzierżawski stwierdził też, iż nauka dzieci na temat seksualności to wpychanie najmłodszych w ręce pedofilów. - Edukacja seksualna może tylko pomóc w zwalczeniu pedofilii - tłumaczyła konserwatystom Wanda Nowicka. - To bzdura - podsumowała jednak Marzena Wróbel. Zdaniem, której z natury dzieci nie interesują się seksem do wieku gimnazjalnego.
