Terroryści spod znaku ISIS ruszyli na wojnę religijną. Świat się boi
Terroryści spod znaku ISIS ruszyli na wojnę religijną. Świat się boi

Irak dostanie "stosowną pomoc" w walce z terrorystami z Państwa Islamskiego - ustalili politycy z 30 państw na zwołanej we Francji międzynarodowej konferencji w sprawie przeciwstawienia się dżihadystom spod znaku ISIS. Ruch ten nie zdążył jednak powstrzymać strachu przed rosnącym zagrożeniem ze strony islamu i wojny religijnej, która nawet jeśli nie toczy się naprawdę, to na pewno w naszych głowach.

REKLAMA
Szefowie dyplomacji nazywają bojowników ISIS "rzeźnikami" i zapowiadają zdecydowane działania. Papież i Papieska Rada Dialogu wzywają do "zaprzestania barbarzyństwa", a hierarchowie Kościoła zaczynają wzywać Zachód, by ten wyzbył się złudzeń - sztandar Państwa Islamskiego to prawdziwa twarz islamu. Terroryści nagrywają kolejne filmy z bestialskich morderstw, a prawicowe media w Europie piszą o "holokauście chrześcijan" na Bliskich Wschodzie. Zachód wpada w panikę i boi się wojny religijnej, ulegając tym samym retoryce terrorystów.
Jeśli myślisz inaczej niż my, jesteś przeciwko nam
To błąd, bo terrorystom dokładnie na tym zależy. Traktowanie działań twórców kalifatu w kategoriach wojny religijnej oznacza dla nich legitymizację ich działań i jest doskonałym narzędziem propagandowym.
dr Krzysztof Liedel, ekspert ds. terroryzmu i jego zwalczania

Organizacjom terrorystycznym spod znaku światowego dżihadu oczywiście zależy na tym, żeby ten konflikt przypominał wojnę religijną, dlatego cała konstruowana wobec tego narracja ma tę wojnę przypominać, natomiast tak naprawdę trzeba pamiętać, że żadne religia, a więc także islam, nie nawołuje do zabijania i terroryzmu. Ci, kórzy decydują się na stosowanie przemocy, realizują swoje cele polityczne. W tej chwili trudno mówić o wojnie religijnej, ale organizacje terrorystyczne robią wszystko, żeby to tak wyglądało.

Dr Katarzyna Górak-Sosnowska z SGH uważa z kolei, że z pewnym rodzajem wojny religijnej mamy do czynienia.
– Jest to wojna religijna w tym sensie, że Państwo Muzułmańskie ideologicznie opiera się na swojej wersji religii. A jest to wersja specyficzna: jeżeli popatrzymy na działania Państwa Muzułmańskiego w regionie, to jest ono wrogie nie tylko niemuzułmanom, ale również szyitom, a także sunnitom, jeżeli wyznają inne poglądy. Mudżahidzi z ISIS wierzą, że ich wersja islamu jest jedyną prawdziwą. Rozumowanie jest proste: jeżeli myślisz inaczej niż my, to jesteś przeciwko nam – mówi specjalistka.
Jednak Zachód nie jest rozliczany z tego, że jest w większości chrześcijański - tu nie chodzi o masową konwersję. – Problem Państwa Muzułmańskiego z Zachodem polega na tym, że ponosi on winę za różne nieszczęścia, jakie spotykały muzułmanów - od Guantanamo i Abu Ghraib przez wojnę w Afganistanie i kwestię Palestyny, po współpracę i wspieranie arabskich despotów z królem Arabii Saudyjskiej na czele – wyjaśnia dr Górak-Sosnowska.
Religia - narzędzie do uprawiania dżihadu
W przypadku terroryzmu spod znaku dżihadu religia jest tylko narzędziem do uprawiania tego procederu. Narzędziem plastycznym, bo, jak wyjaśnia dr Krzysztof Liedel, immamowie bywają wykorzystywani do takich interpretacji, które są przydatne do radykalizacji. Natomiast dzięki barbarzyńskim działaniom, ścinaniu głów kolejnym zachodnim dziennikarzom i terroryzowaniu mniejszości chrześcijańskich w Iraku dżihadyści osiągają swój cel - mówi się właśnie o tym, a nie o pozytywnych działaniach, które są prowadzone w środowiskach islamskich w Wielkiej Brytanii czy Francji.
– Brytyjczycy zatrudniają w strukturach Scotland Yardu wielu muzułmanów, jest wiele inicjatyw dotyczących asymilacji. Multi-kulti się nie sprawdziło, być może trzeba szukać innego rozwiązania. Nasz problem polega na tym, że dziś w Europie mamy coraz więcej osób, które się zradykalizowały, choć to wciąż nie są ogromne liczby – wyjasnia dr Liedel.
Szacuje się, że w liczących ponad 30 tysięcy bojowników szeregach Państwa Islamskiego jest około tysiąca Francuzów. Wielu Brytyjczyków, w tym także kobiety. Włoskie media publikują kolejne reportaże o kobietach, które dołączają do ISIS. Świat się boi, Izrael ostrzega Europę Zachodnią przed atakami terrorystycznymi, a ta boi się aktów terroru, jak te dokonywane na Bliskim Wschodzie czy tych z 11 września. Dziś jednak metody terrorystów się zmieniły.
Chwytliwa retoryka i skuteczna propaganda
– Państwo Islamskie jako jedną z metod obrało terror – nie dokonują zamachów terrorystycznych takich, jakie znamy z 11 września, ale decydują się na terenach, które dziś charakteryzują się dużym chaosem, jak pograniczem Iraku i Syrii, ogłosić utworzenie państwa, które tak naprawdę państwem nie jest. To jest wciąż organizacja terrorystyczna, która sprawuje władzę na określonym terytorium, na którym władze tego państwa nie są w stanie w tym momencie tej władzy sprawować. Mówienie o tym tworze jako o państwie jest fajnym narzędziem do rekrutacji i radykalizacji, ale zwróćmy uwagę na to, że to wciąż są kraje, które są niestabilne, w których jest chaos i nie ma państwowości – mówi dr Liedel. To jeden z powodów, dla których ISIS rośnie w siłę i opanowuje kolejne tereny.
Zakopywanie żywcem jazydzkich kobiet i dzieci oraz ścinanie głów zachodnim dziennikarzom działa na wyobraźnię Zachodu. Na efekty propagandy nie trzeba długo czekać, a o tym, że jest ona skuteczna, świadczą choćby tak pozornie błahe wydarzenia, jak zorganizowany w Polsce z okazji rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej "Dzień bez kebaba", podczas którego narodowcy nawoływali do powstrzymywania się od jedzenia bliskowschodniego przysmaku, by nie wspierać "tych Arabusów".
– Błędem jest łapanie się na ich retorykę – powtarza dr Liedel i dodaje, że na świecie jest dużo więcej miejsc, gdzie muzułmanie żyją w zgodzie z chrześcijanami i przedstawicielami innych religii niż rządzonych przez terrorystów kalifatów.
Zachód podatny na indoktrynację
Te nastroje jednak nie pojawiły się z dnia na dzień, zaczęły też rosnąć jeszcze zanim pojawiło się zagrożenie ze strony Państwa Muzułmańskiego.
dr Katarzyna Górak-Sosnowska, SGH

Teraz mogą się zacząć jeszcze bardziej nasilać. Póki co z napięciem i strachem patrzymy na bieg wydarzeń, na to co zrobi Państwo Muzułmańskie. Jednak gdy to napięcie zacznie opadać, przejdziemy do czynów. Niestety dzięki działaniom mudżahidów z Państwa Muzułmańskiego oblicze islamu stało się jeszcze bardziej złowrogie i krwawe w opinii publicznej. To z pewnością dotknie wielu innych muzułmanów mieszkających na Zachodzie, którzy nic z Państwem Muzułmańskim nie mają i nie chcą mieć wspólnego.


Środowiska katolickie zarzucają "normalnym", a więc nie związanym z organizacjami terrorystycznymi muzułmanom, że nie wyrażają oni solidarności z prześladowanymi chrześcijanami i nie protestują przeciwko działaniom terrorystów. Jeśli jednak na indoktrynację i retorykę "wojny religijnej" podatni jesteśmy my - syci, ubrani, wykształceni - w krajach, w których funkcjonuje demokracja, trudno dziwić się, że ulegają jej także ludzie z państw pogrążonych w chaosie, bez sprawnie funkcjonującej państwowości, a nierzadko zanurzone w wojnie.
– Oni mają gorzej niż my, dlatego są bardziej podatni na manipulację – mówi dr Liedel i dodaje, że błędem jest stawianie znaku równości islamem a terroryzmem. W tym przypadku religia jest tylko narzędziem do jego uprawiania, a ludzie, którzy się nią posługują, nie walczą o religię, tylko o swoje polityczne cele.