
Irak dostanie "stosowną pomoc" w walce z terrorystami z Państwa Islamskiego - ustalili politycy z 30 państw na zwołanej we Francji międzynarodowej konferencji w sprawie przeciwstawienia się dżihadystom spod znaku ISIS. Ruch ten nie zdążył jednak powstrzymać strachu przed rosnącym zagrożeniem ze strony islamu i wojny religijnej, która nawet jeśli nie toczy się naprawdę, to na pewno w naszych głowach.
To błąd, bo terrorystom dokładnie na tym zależy. Traktowanie działań twórców kalifatu w kategoriach wojny religijnej oznacza dla nich legitymizację ich działań i jest doskonałym narzędziem propagandowym.
Organizacjom terrorystycznym spod znaku światowego dżihadu oczywiście zależy na tym, żeby ten konflikt przypominał wojnę religijną, dlatego cała konstruowana wobec tego narracja ma tę wojnę przypominać, natomiast tak naprawdę trzeba pamiętać, że żadne religia, a więc także islam, nie nawołuje do zabijania i terroryzmu. Ci, kórzy decydują się na stosowanie przemocy, realizują swoje cele polityczne. W tej chwili trudno mówić o wojnie religijnej, ale organizacje terrorystyczne robią wszystko, żeby to tak wyglądało.
W przypadku terroryzmu spod znaku dżihadu religia jest tylko narzędziem do uprawiania tego procederu. Narzędziem plastycznym, bo, jak wyjaśnia dr Krzysztof Liedel, immamowie bywają wykorzystywani do takich interpretacji, które są przydatne do radykalizacji. Natomiast dzięki barbarzyńskim działaniom, ścinaniu głów kolejnym zachodnim dziennikarzom i terroryzowaniu mniejszości chrześcijańskich w Iraku dżihadyści osiągają swój cel - mówi się właśnie o tym, a nie o pozytywnych działaniach, które są prowadzone w środowiskach islamskich w Wielkiej Brytanii czy Francji.
– Państwo Islamskie jako jedną z metod obrało terror – nie dokonują zamachów terrorystycznych takich, jakie znamy z 11 września, ale decydują się na terenach, które dziś charakteryzują się dużym chaosem, jak pograniczem Iraku i Syrii, ogłosić utworzenie państwa, które tak naprawdę państwem nie jest. To jest wciąż organizacja terrorystyczna, która sprawuje władzę na określonym terytorium, na którym władze tego państwa nie są w stanie w tym momencie tej władzy sprawować. Mówienie o tym tworze jako o państwie jest fajnym narzędziem do rekrutacji i radykalizacji, ale zwróćmy uwagę na to, że to wciąż są kraje, które są niestabilne, w których jest chaos i nie ma państwowości – mówi dr Liedel. To jeden z powodów, dla których ISIS rośnie w siłę i opanowuje kolejne tereny.
Te nastroje jednak nie pojawiły się z dnia na dzień, zaczęły też rosnąć jeszcze zanim pojawiło się zagrożenie ze strony Państwa Muzułmańskiego.
Teraz mogą się zacząć jeszcze bardziej nasilać. Póki co z napięciem i strachem patrzymy na bieg wydarzeń, na to co zrobi Państwo Muzułmańskie. Jednak gdy to napięcie zacznie opadać, przejdziemy do czynów. Niestety dzięki działaniom mudżahidów z Państwa Muzułmańskiego oblicze islamu stało się jeszcze bardziej złowrogie i krwawe w opinii publicznej. To z pewnością dotknie wielu innych muzułmanów mieszkających na Zachodzie, którzy nic z Państwem Muzułmańskim nie mają i nie chcą mieć wspólnego.
Środowiska katolickie zarzucają "normalnym", a więc nie związanym z organizacjami terrorystycznymi muzułmanom, że nie wyrażają oni solidarności z prześladowanymi chrześcijanami i nie protestują przeciwko działaniom terrorystów. Jeśli jednak na indoktrynację i retorykę "wojny religijnej" podatni jesteśmy my - syci, ubrani, wykształceni - w krajach, w których funkcjonuje demokracja, trudno dziwić się, że ulegają jej także ludzie z państw pogrążonych w chaosie, bez sprawnie funkcjonującej państwowości, a nierzadko zanurzone w wojnie.
