
– Zaproszenie Schetyny do rządu będzie przejawem słabości Ewy Kopacz. Tusk był bardzo silny i mógł sobie pozwolić na odstawienie Grzegorza – mówi w "Bez autoryzacji" poseł PO Antoni Mężydło.
Radio Zet podaje, że szefem MSW będzie kobieta. Pierwszy raz w historii RP. To dobrze?
Nie ma znaczenia, czy kobieta czy mężczyzna. Sam fakt, że kobieta, może brzmi sensacyjnie, skoro to pierwszy raz, ale nie powinniśmy się na tym skupiać. Ważne, by miała odpowiednie kompetencje.
A widzi pan taką osobę w PO?
Spokojnie, poczekajmy. Jeszcze kilka godzin i będziemy wszystko wiedzieli. Dziwię się tym wszechobecnym spekulacjom. Dałbym im spokój.
Może to efekt frakcyjnych walk w Platformie?
Pewnie tak, bo to też element rozgrywki. Musi to sobie nowa premier wszystko poukładać. To nie jest prosta sprawa, bo z jednej stronie trzeba mieć w rządzie ludzie merytorycznych, a z drugiej trzeba zaspokoić oczekiwania polityczne. Te dwie kwestie trzeba w jakiś sposób pogodzić. Jedno jest pewne - za dużo zmian nie będzie, bo władza w większości ministerstw będzie kontynuowana. Nie oszukujmy się - to jest rok rządów, nie można brać niedoświadczonych ludzi. Na szczęście Platforma jest środowiskiem, gdzie można znaleźć kompetentnych ministrów.
Schetyna do rządu - tak czy nie?
Ta decyzja będzie zależała od tego, jak silna czuje się Ewa Kopacz. Jeśli czuje się bardzo silna, Schetyny może nie być w rządzie. Jeśli nie, będzie chciała mieć go przy sobie i po swojej stronie. Jeśli chodzi o zaspokojenie potrzeb frakcji, to może wystarczy sam udział w rządzie stronnika Schetyny, Andrzeja Halickiego.
Czyli ewentualne zaproszenie Schetyny do rządu będzie przejawem słabości nowej premier?
Trochę tak, bo Tusk był bardzo silny i mógł pozwolić sobie na odstawienie Grzegorza. Jednak dla Ewy Kopacz ze względu na sytuację w partii lepiej byłoby, gdyby grę ze Schetyną podjęła. W tym sensie, że jego obecność w rządzie zapewni bardziej stabilny układ. Te frakcje przy słabszym premierze, jakim będzie Kopacz, muszą być skupione wokół niej, a nie nastawione przeciwko sobie.
Kopacz ma charyzmę? Zobaczymy. Czasem dopóki ktoś nie dostanie wysokiego stanowiska, nie jest w stanie pokazać charyzmy. Być może u niej takie cechy się dopiero ujawnią. Jeśli ktoś sprawuje podrzędne funkcje, nie musi przecież ujawniać charyzmy. Oby nie było jak z Lechem Kaczyńskim, który do pewnego momentu ujawniał atuty, m.in. jako prezydent Warszawy i minister, a urząd prezydenta Polski go przerósł.
Nie sądzi pan, że tak czy owak pewne jest, że dojdzie do konfrontacji w PO, bo szefowa będzie zbyt słaba?
Wolałbym, by nie doszło. Jeśli nie czuje się silna, powinna w taki sposób rozgrywać sytuację, by trzymać jedność. Natomiast ja myślę, że ona jest w sumie w dość wygodnej sytuacji. Schetyna jest wygłodniały, on przyjmie wszystko, a ona to wyczuje. Zobaczymy, co mu da i to będzie świadczyło o tym, czy ma wyczucie.
Oczywiście jasne jest, że Schetyna celuje w stanowisko szefa partii. Ale ja wątpię, czy się nadaje. Nawet po jego wystąpieniach sejmowych widać było, że nie jest wspaniałym oratorem, ma pewne wady. Dlatego raczej nie nadaje się na przywódcę.
Widzi pan już teraz sygnały, że Platforma pęka wzdłuż delikatnie zarysowanych za rządów podziałów?
Na razie nie. Uważam, że Kopacz bardziej powinna uważać na grupę Grabarczyka, niż na grupę Schetyny. Niby to jest jej naturalne zaplecze, ale jeśli mu się podporządkuje i da wszystko, to okaże się, że będzie łatwo sterowalna. A to będzie dla nas niebezpieczne.
