Wbrew pozorom premier Ewa Kopacz może mieć na nowym stanowisku całkiem sporo problemów z przeszłością.
Wbrew pozorom premier Ewa Kopacz może mieć na nowym stanowisku całkiem sporo problemów z przeszłością. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Była lekarka pogotowia, która prawdziwą karierę zaczynała dopiero w III RP? Jeżeli wydawało się Wam, że tak jednym zdaniem można opisać w pełni transparentną biografię premier Ewy Kopacz i nikt nie znajdzie na nią typowych w polskiej polityce haków, to byliście w grubym błędzie. Opozycja tylko czekała na jej zaprzysiężenie z ich całą garścią, a największą sensację na temat kontrowersyjnej przeszłości Ewy Kopacz dostarczył właśnie... jej koalicjant.

REKLAMA
Gdy kilka tygodni temu na szczytach władzy w Platformie Obywatelskiej zaczęły się poszukiwania następcy Donalda Tuska, kandydatką najlepszą z możliwych okazała się dotychczasowa Marszałek Sejmu Ewa Kopacz. Osoba nie tylko lojalna i zaprawiona w politycznych bojach, ale także polityk medialnie już prześwietlony, z przeszłością, która nikogo już nie zaskoczy. Tymczasem...
A miało nie być na nią "haków"...
Najgorsze, co zwykle można usłyszeć o Ewie Kopacz to, że jest zbyt nerwowa i łatwo wpada w widoczne gołym okiem rozdrażnienie. Mówi się, że zwykle zdarza się jej tak reagować, gdy po prostu zbyt długo nie ma czasu na papierosa, bo nowa premier od lat zmaga się z nikotynizmem. Jak na szefa rządu znad Wisły, to bardzo mało "haków". – Pomyślałem właśnie, że Ewa Kopacz jest pierwszym premierem III RP bez żadnego politycznego "recordu" lat PRL. Nowa generacja polityków? – komentował w środowy wieczór Konrad Piasecki jeden z czołowych dziennikarzy politycznych.
logo

Szybko to wrażenie zweryfikował jednak rzecznik Polskiego Stronnictwa Ludowego Krzysztof Kosiński. Młody poseł ludowców przypomniał, że i Ewa Kopacz miała niezbyt chlubny dla polityka jej opcji PRL-owski epizod i działała w Zjednoczonym Stronnictwie Ludowym. Czyli chłopskiej przybudówce do PZPR, która przez okres komunizmu wspierała autorytarną władzę, a po upadku PRL zmieniła nazwę na PSL.
Dla zaciekle antykomunistycznego elektoratu, którego nie brakuje także wśród wyborców PO to hak z kategorii najpoważniejszych, którego nie można było znaleźć na Donalda Tuska. Przeszłość poprzednika Ewy Kopacz z czasów PRL to jedynie wspomnienia jego działalności opozycyjnej. Tusk ani z PRL-em nie flirtował, ani nie można było mu zarzucić, że mieszkająca w rozpadającej się robotniczej kamienicy w Gdańsku rodzina należała do komunistycznego establishmentu.
ZSL jak mord na Popiełuszce?
Na ten kąsek podrzucony przez rzecznika PSL szybko rzuciła się więc prawica. Jeszcze w środowy wieczór informacja o "PRL-owskim uwikłaniu" nowej szefowej rządu obiegła czołówki wszystkich najpopularniejszych po prawej stronie mediów. Co ciekawe, polityczne początki w ZSL mają być dla niej kompromitujące, choć nikt wcześniej nie miał problemu z tym, że najważniejszymi członkami tegoż ZSL w końcu lat 80-tych byli zarówno Waldemar Pawlak, Janusz Piechociński, jak i... europoseł PiS Janusz Wojciechowski.
– Gdy MSW PRL zamordowało ks. Popiełuszkę, Ewa Kopacz wstępowała właśnie do ZSL, partyjki satelickiej wobec komunistów – czytamy już jednak na prawicowej platformie blogerskiej Salon24.pl.
recma, Salon24.pl

Gdy MSW PRL zamordowało ks. Popiełuszkę, Ewa Kopacz wstępowała właśnie do ZSL, partyjki satelickiej wobec komunistów...


W medialnej euforii towarzyszącej desygnowaniu Ewy Kopacz na premiera i faktowi, iż po 20 latach Polską znowu rządzić będzie kobieta, a wszystko to przez wielki prestiżowy sukces związany z wyborem Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej, większość zapomniała jednak, że potencjalnych haków na nową szefową rządów prawica ma wbrew pozorom całkiem sporo.
Od przyklejenia nowej premier odpowiedzialności za śmierć bł. ks. Jerzego Popiełuszki już tylko krok do przypomnienia roli Ewy Kopacz w Smoleńsku. – Przez te trzy lata ciągle ktoś mnie o coś obwinia. Nie czuję winy, ale i tak boli. Staram się wszystko tłumaczyć, wyjaśniać – mówiła w jednym z wywiadów sprzed roku na temat oskarżeń o jej zachowanie na miejscu rzekomego zamachu i podczas sekcji zwłok w Moskwie.
Smoleńskiem w Kopacz uderzyć łatwiej niż w Tuska
Takie sugestie pojawiły się, gdy wyszły na jaw rosyjskie błędy przy identyfikacji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej i konieczne okazały się ekshumacje części ze zmarłych. Wówczas przypominano słowa Ewy Kopacz, która po powrocie z Rosji w kwietniu 2010 roku przekonywała w Sejmie, że teren katastrofy gruntownie przebadano. – Gdy znaleziono najmniejszy szczątek na miejscu katastrofy, wtedy przekopywano z całą starannością ziemię na głębokości ponad 1 m i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny – zapewniała.
Po dwóch latach odkrywania kolejnych błędów Ewa Kopacz przyznała jednak, że było to stwierdzenie, którym nie zamierzała Polaków okłamać, a po prostu zbyt łatwo uwierzyła Rosjanom, którzy tuż po 10 kwietnia zdawali się bardzo troskliwie wspierać Polaków. – Jedynym moim błędem było to, że uwierzyłam w te słowa: "przekopywano i przywożono" –tłumaczyła podczas konferencji zwołanej specjalnie po to, by przeprosić rodziny ofiar.
Prawica tych przeprosin jednak nie przyjęła i nie dała wiary w to, że przy organizacji "zamachu w Smoleńsku" Ewa Kopacz miała mniej na sumieniu niż Donald Tusk i Władimir Putin. To będzie wracać przy każdej okazji.
"Współudział w zabójstwie prenatalnym"
Podobnie jak wątki aborcyjne. To kolejny cień działań sprzed wielu lat, który bez wątpienia wróci ze zdwojoną siłą wobec nowej premier. - Bez aktywnego współuczestnictwa minister Kopacz nie doszłoby do zabójstwa dziecka - grzmiał w 2008 roku publicysta katolicki Tomasz Terlikowski.
Chodzi o wydarzenia sprzed siedmiu lat, gdy 14-latce w ciąży każdy kolejny szpital, do którego zgłaszała się, by dokonać legalnego zabiegu przerwania ciąży takiej pomocy odmawiał. Zajmująca wówczas stanowisko ministra zdrowia Ewa Kopacz osobiście znalazła więc odpowiednich lekarzy w Gdańsku, gdzie dziewczynkę przewieziono ministerialnym autem.
Jako że aborcja ciągle rozpala głowy polityków, sprawa tego jednego zabiegu stanie się kolejnym hakiem, którym nową premier będą próbowali zaczepić jej konkurenci. Już po ogłoszeniu, iż to właśnie ona zastąpi wybierającego się do Brukseli Donalda Tuska oskarżenia przypominał nieśmiało znowu Tomasz Terlikowski. – Co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości, współudział w zabójstwie prenatalnym – przekonywał na Fronda.pl.
Podczas przyszłorocznej kampanii, w której opozycja zapewne nie raz grać będzie "obrońcą życia" prof. Chazanem, wspominać będzie okrągłą piątą rocznicę katastrofy Smoleńskiej, odkryta teraz "komunistyczna przeszłość" może tylko lepiej pasować do niezbędnej przeciwnikom Ewy Kopacz układanki. Na co może się ona przydać?
Politolog: To przyszłość może jej bardziej zaszkodzić
Jak przekonuje politolog Instytutu Nauk Politycznych UW i ekspert w zakresie marketingu politycznego dr Olgierd Annusewicz, w dzisiejszej polityce nad Wisłą nawet cała galeria "haków" na poszczególnych polityków i tak niewiele może zmienić. – W polityce liczy się grupa docelowa. To, że ona pomogła nastolatce znaleźć miejsce, gdzie ta mogła usunąć ciążę, dla potencjalnych wyborców będzie raczej plusem. Podobnie jeśli chodzi o Smoleńsk. W pamięci zbiorowej bardziej odciska się to, że była wtedy z rodzinami ofiar i wzięła na siebie ten niebywały ciężar emocjonalny – ocenia.
dr Olgierd Annusewicz, politolog

Od wszelkich typowych "haków" z przeszłości bardziej może jej szkodzić, że będzie kiepskim premierem, nie da rady zrealizować obietnic Donalda Tuska, a w Platformie będą ciągłe konflikty.


Zdaniem dr. Annusewicza, w obecnych realiach politycznych fakt, że ponad 25 lat temu Kopacz była szeregowym członkiem ZSL może wzbudzać emocje wśród polityków i dziennikarzy, ale tym bardziej nie ma żadnego znaczenia dla najważniejszych rozstrzygnięć w walce o wyborcę. Politolog przypomina, że PRL-owska przeszłość nie zaszkodziła nawet kandydatom startującym w ostatnich wyborach z list PiS. – A partia ta wystawiła przecież osoby, które były wysoko postawionymi funkcjonariuszami PZPR – dodaje ekspert.
– Naprawdę Ewie Kopacz może zaszkodzić raczej to, co dzieje się tu i teraz, a nie to, co już było – ostrzega nową premier Olgierd Annusewicz. - Od wszelkich typowych "haków" z przeszłości bardziej może jej szkodzić, że będzie kiepskim premierem, nie da rady zrealizować obietnic Donalda Tuska, a w Platformie będą ciągłe konflikty - stwierdza politolog.
Wszystko inne będzie tylko politycznym biciem piany. Na które prawica i tak się zdecyduje.