
Gdyby istniały kursy dla polityków sprawujących wysokie funkcje państwowe, długi cykl zajęć powinien być prowadzony pod hasłem: polityku, nie wkurzaj swojej żony. Nie zdradzaj, nie porzucaj, nie kombinuj, bo zemsta nadejdzie. Będzie bezlitosna. Rozłoży cię na łopatki i sprawi, że będziesz krwawić. Stracisz poparcie, stracisz majątek, a brukowce długo ci nie odpuszczą. Bo w zemście i miłości kobieta jest większym barbarzyńcą niż mężczyzna, o czym właśnie boleśnie przekonał się prezydent Francji Francois Hollande.
Valerie Trierweiler, była partnerka Hollande'a, który porzucił dla niej matkę czwórki swoich dzieci, została porzucona przez niewiernego Francoisa, który z kolei stracił głowę dla aktorki Julie Gayet. Skomplikowane.
W Europie znakomitym przykładem politycznych konsekwencji oddziaływania związków damsko-męskich polityków na ich publiczne funkcjonowanie jest Francja. Dla kolejnych francuskich prezydentów ich związki romantyczne, zarówno małżeństwa, jak i związki nieformalne, są wykorzystywane jako atrybuty władzy, co pokazuje zarówno przykład prezydenta Francois Mitteranda, jak Nicholasa Sarkozy'ego czy Francoisa Hollande. Jacques Mitterand przez wiele lat prowadził podwójne życie, miał córkę z nieprawego łoża, co nie było przedmiotem dociekań środków masowego przekazu i było traktowane jako zagadnienie nie wpływające na podejmowane przez niego decyzje polityczne.
Była pierwsza dama pisze o zazdrości, którą czuła, kiedy Hollande próbował odzyskać Segolene Royal, o załamaniu nerwowym, które przeżyła i zmianie, jaka zaszła w jej były partnerze. Ten, odurzony władzą, stał się pozbawionym uczuć cynikiem, który, zdradzając swoją partnerkę, wymyka się nocą, by na skuterze pojechać do kochanki.
O tym, jaka jest siłą rażenia zranionej kobiety, przekonał się też najstarszy europejski playboy wśród polityków i najstarszy polityk wśród playboyów Silvio Berlusconi. Jego była już żona Veronica Lario, zmęczona znoszeniem publicznych upokorzeń ze strony swojego męża, który publicznie dopuszczał się wielu niedyskrecji, w 2007 roku powiedziała „basta”. Wściekła na Il Cavaliere napisała list otwarty, który opublikował lewicowy dzienniki „La Repubblica”. Już wybór gazety dawał Berlusconiemu prztyczka w nos.
Romans z Moniką Lewinsky, którą media wciąż nazywają „najbardziej upokorzoną kobietą na planecie”, nieomal kosztował Billa Clintona utratę stanowiska – bo twarz stracił chwilę wcześniej. Przy okazji wyszło na jaw, że amerykański prezydent swoją żonę uważa za „zimną rybę”, a wyborców – za idiotów. Wykaraskał się tylko dlatego, że Lewinsky przez długi czas milczała na temat tego, co działo się w Gabinecie Owalnym, a czego sympatyczną pamiątką były plamy na jej sukience.
W polskiej kulturze politycznej politycy funkcjonują inaczej niż we Francji czy Stanach Zjednoczonych, gdzie życie prywatne, także w zakresie relacji damsko-męskich, toczy się na równi z tym publicznym.
Niekwestionowaną królową klubu żon, które chcą się publicznie rozliczyć ze swoimi mężami, jest Danuta Wałęsa. Jej książka „Marzenia i tajemnice” rzuciła zupełnie nowe światło na postać Lecha Wałęsy, który, jak mówiła w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, przywykł do „patriarchatu absolutnego”. Pozostająca przez całe życie w cieniu męża pani Wałęsa postanowiła opowiedzieć o wielu latach samotności i strachu, które zafundował jej mąż. Ona, w przeciwieństwie do innych żon z klubu, nie została porzucona dla innej kobiety, ale rywalki potężniejszej – dla polityki.
