
Słuchajcie, kobiety w pewnym wieku – zaczyna swój felieton dla „Huffington Post” Jacqueline Wolven, która na co dzień zajmuje się wystąpieniami publicznymi. I życzliwie wytyka kobietom, głównie tym po 40., błędy, które robią występując publicznie. Przepraszają za brak umiejętności i wiedzy technologicznej oraz nieznajomość mediów społecznościowych. Przepraszają za to, jak wyglądają. Porównują się do innych. I to prawda, tyle tylko, że dotycząca większości kobiet, nie tylko tych po 40. Boimy się występować publicznie i przepraszamy, że żyjemy. Dość.
REKLAMA
Owszem, zdarzają się wystąpienia, za które właściwie wypadałoby przeprosić. Jak to, podczas którego premier Ewa Kopacz podzieliła się z narodem swoją oryginalną wizją polityki zagranicznej, prezentując lekcję poglądową na temat genderowych różnić między postrzeganiem zagrożenia przez kobiety i mężczyzn. Premier była wyraźnie spięta i niezbyt starannie przygotowana merytorycznie w zagadnieniach, w których nie ma dużego doświadczenia – jak polityka zagraniczna.
W wielu przypadkach jednak po prostu nie wierzymy w siebie. Możemy mieć dwa doktoraty i znać pięć języków – a i tak będziemy uważać, że na pewno ktoś inny zrobiłby to lepiej. Bo jest mądrzejszy, ma większe doświadczenie, lepiej wygląda, lepiej wypada w tego typu wystąpieniach.... Nawet, jeśli w danej dziedzinie jesteśmy ekspertkami, wolimy nie wystąpić niż narazić się na wyimaginowany błąd czy śmieszność.
Przykład? Proszę bardzo. Kiedy miesiąc temu organizowałam debatę na temat przyszłości polskiego reportażu, dzwoniłam z zaproszeniem do panelu do wielu wybitnych polskich reporterek i reporterów. Od kobiet słyszałam często cichutkie, nieśmiałe, przepraszające: dziękuję, ale ja naprawdę lepiej piszę niż mówię....Na pewno inni są bardziej kompetentni. Takie stwierdzenie nie padło z ust żadnego z reporterów. Panowie chętnie deklarowali udział w debacie, w ich przypadku jedyną przeszkodą był brak czasu lub wyjazd. Żaden nie powiedział, że na pewno ktoś inny nadałby się do tego lepiej.
Kiedy o skomentowanie politycznego wydarzenia zostanie poproszona kobieta, którą wydawcy zapraszają do studia telewizyjnego, zastanowi się siedem razy, czy na pewno ma wystarczającą wiedzę – nawet, jeśli w swojej dziedzinie jest ekspertką. Prawdopodobne jest też, że – nie chcąc urazić rozmówcy odmową – wymyśli siedem usprawiedliwień. A mężczyzna? Zapyta, o której ma być na miejscu.
Kobieta, jeśli występuje publicznie i: zepsuje się jej projektor, przestanie działać mikrofon, zawiesi się komputer, prawdopodobnie złoży to wszystko na karb własnej niekompetencji. Mężczyzna? Powie, że nawaliła ekipa techniczna.
Przykłady można mnożyć, widzę je ciągle i wciąż tak samo mnie frustrują. Skąd w nas ta nieuzasadniona nieśmiałość, ta chęć przepraszania wszystkich za wszystko, kajania się i proszenia o wybaczenie? Skąd brak pewności siebie?
I jeszcze jedno: wciąż przejmujemy się, jak wyglądamy. Że o kilka kilogramów za dużo, że włosy się źle układają, że marynarka nie leży idealnie. Potem chcemy, żeby zdjęcia, na których wyszłyśmy niekorzystnie, usuwać albo poprawiać. Czy jakiś mężczyzna ma z tym problem? Nie!
