
Sprawa dotyczy prowizorycznego parawanu, który miał oddzielać gimnazjum od podstawówki z 6-latkami na warszawskim Bemowie. Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców, krytykujące pomysł posyłania młodszych roczników do szkół, biło na alarm na portalach społecznościowych. Reporterka "Gazety Wyborczej" odwiedziła placówkę. Parawanu już nie ma, a szkołę chwalą sobie sami rodzice.
REKLAMA
Państwo Elbanowscy, skupieni w Stowarzyszenie Rzecznik Praw Rodziców, od początku powstania pomysłu "6-latki w szkołach", zwalczali go wszelkimi siłami. Nie udało się, więc teraz wytykane są wszelkie potknięcia z nim związane. Tak właśnie było w przypadku feralnego parawanu.
Wygląda na nieszczególnie szczelną barierę pomiędzy 6-latkami a starszymi gimnazjalistami. Okazało się jednak, że parawan był tymczasowym rozwiązaniem i zniknął po pięciu dniach.
– Gdybym wiedział, że wywoła tyle emocji, na pewno bym go nie postawił. Za tym korytarzem, gdzie mamy zerówki, rzeczywiście uczą się gimnazjaliści, do niedawna stały tam ich szafki. Parawan przez pierwsze kilka dni miał przypominać uczniom, gdzie kończy się ich teren. Ale już wtedy się tu właściwie nie zapuszczali, bo niby po co? – mówi w rozmowie z "Wyborczą" dyrektor szkoły Rafał Lisowski. – Zresztą nawet, gdyby się tak zdarzyło, nie mieli żadnych szans spotkać się z przedszkolakami. Maluchy cały czas spędzają w salach, gdy wychodzą do toalety, towarzyszy im woźna. A gimnazjaliści nie przesiadują tu na przerwach, a lekcji w tej okolicy nie mieli. Bardzo mi przykro, że rodzice nie przyszli z tym problemem do mnie – dodaje.
– Moje dziecko chodzi do tej szkoły. Informacje są całkiem zakłamane. Owszem, jest bardzo dużo dzieci, ale warunki w tej szkole są naprawdę dobre. Szatnie z szafkami. A dla klas zerowych małe szafki z ławeczkami. Gimnazjum ma nawet osobne wejście do szkoły – pisze do gazety rodzic jego z uczniów, oburzony atakiem na szkołę stowarzyszenia Elbanowskich.
– Parawanu nie ma, a najbliższe szafki należą do czwartoklasistów. Przenieśliśmy też część klas – wyjaśnia dyrektor. Na pytanie dziennika, czy zrobiłby to, gdyby nie internetowa nagonka, opowiada, że tak. – Gdyby tylko rodzice do mnie przyszli. Nie czytam w myślach, nie mogłem wiedzieć, że to budzi tak wiele złych emocji.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
