
Gdyby w 1918 roku Polska nie odzyskała niepodległości, Al Kaida nie mogłaby się równać z nadwiślańskimi organizacjami terrorystycznymi. Na początku XX wieku w Warszawie dochodziło do trzech zamachów dziennie. Terroryzmem parali się i mężczyźni, i kobiety - w gorsetach szmuglowały dynamit, w majtkach naboje, a halki miały wpełnione pistoletami. O polskim terroryzmie opowiada Wojcieh Lada, historyk i autor właśnie wydanych "Polskich terrorystów".
REKLAMA
Coraz częściej pojawiające się w kontekście terroryzmu kobiety - głośno jest o kolejnych wstępujących w szeregi ISIS czy innych grup terrorystycznych - wciąż szokują, tymczasem kobiecy terroryzm to nic nowego - na początku XX wieku w Polsce kobiet-zamachowców było wiele...
Co najmniej kilkadziesiąt. Organizowały zamachy, rzucały bomby w rosyjskich generałów, strzelały do policji i agentów Ochrany. I nie były to wcale małe nazwiska, bo mówimy choćby o przyszłej Marszałkowej Piłsudskiej, Wandzie Krahelskiej – odznaczonej później medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata” – czy Faustynie Morzyckiej, pierwowzorze „Siłaczki” Żeromskiego.
Większość dromaderek, bo tak nazywano kobiety-terrorystki, to jednak zwykłe kobiety...
Oczywiście tak wystrzałowe panie były jednak mniejszością. Dalsze kilka tysięcy ich koleżanek zajmowały się zapleczem terroryzmu – w gorsetach szmuglowały dynamit, w majtkach naboje, a halki miały wypełnione pistoletami. Piłsudska wspominała też – chwaląc sobie ówczesną modę – że wzdłuż nóg dziewczyny przywiązywały sobie Mauzery, koniec końców doszły do takiej wprawy, że mając na sobie czterdziestokilogramowy arsenał poruszały się całkiem swobodnie.
Oczywiście tak wystrzałowe panie były jednak mniejszością. Dalsze kilka tysięcy ich koleżanek zajmowały się zapleczem terroryzmu – w gorsetach szmuglowały dynamit, w majtkach naboje, a halki miały wypełnione pistoletami. Piłsudska wspominała też – chwaląc sobie ówczesną modę – że wzdłuż nóg dziewczyny przywiązywały sobie Mauzery, koniec końców doszły do takiej wprawy, że mając na sobie czterdziestokilogramowy arsenał poruszały się całkiem swobodnie.
Co ważne, w ówczesnych bojówkach panowało całkowite równouprawnienie płci – wzorce czerpano tu z rosyjskiej Narodnej Woli. Niestety w tych właśnie latach nastąpił przełom i równouprawnienie dotyczyło także kwestii tortur w rosyjskich więzieniach.
Wywarły jakiś wpływ na ruch sufrażystek?
Nie, to była raczej ta sama fala. Były to heroiczne lata socjalizmu i mało kto w całej Europie wówczas mu się oparł – no chyba, że ktoś miał fortunę i pozycję społeczną. A socjalizm był właśnie za równouprawnieniem. Sufrażystkom wystarczyła praca oświatowa i odrobina ulicznego hałasu, w Rosji i Królestwie Polskim dodano do niej w pakiecie bombę.
Nie, to była raczej ta sama fala. Były to heroiczne lata socjalizmu i mało kto w całej Europie wówczas mu się oparł – no chyba, że ktoś miał fortunę i pozycję społeczną. A socjalizm był właśnie za równouprawnieniem. Sufrażystkom wystarczyła praca oświatowa i odrobina ulicznego hałasu, w Rosji i Królestwie Polskim dodano do niej w pakiecie bombę.
Sytuacje, kiedy cel zamachu uchodził cało, za to ofiarami byli cywile, zdarzały się dość często.
Często i decydowano się na to świadomie. Dlatego właśnie uparłem się przy określeniu „polscy terroryści”, choć mogłem nazwać ich np. bojownikami o wolność albo zamachowcami politycznymi. Nie ma jednej definicji terroru. Jego znaczenie zmieniało się w czasie i przestrzeni, a także zależało od tego, kto go używał. Nawet dziś funkcjonuje około 200 definicji terroryzmu.
Często i decydowano się na to świadomie. Dlatego właśnie uparłem się przy określeniu „polscy terroryści”, choć mogłem nazwać ich np. bojownikami o wolność albo zamachowcami politycznymi. Nie ma jednej definicji terroru. Jego znaczenie zmieniało się w czasie i przestrzeni, a także zależało od tego, kto go używał. Nawet dziś funkcjonuje około 200 definicji terroryzmu.
Jedyne co łączy je wszystkie to ideowy podtekst i pewna niewrażliwość na przypadkowe ofiary. A jeśli ktoś rzuca bombę na ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie to raczej może być pewny, że takich ofiar nie uniknie. Co jednak wcale nie oznacza braku wyrzutów sumienia. Właśnie na Świętokrzyskiej bombę rzuciła Faustyna Morzycka. Miała zabić generała Uthoffa, a zabiła wyłącznie cywilów i zdemolowała spory kawałek ulicy. Nie wytrzymała nerwowo. Choć udało jej się uciec, wkrótce połknęła kapsułkę z cyjankiem.
Morzycka zradykalizowała się w więzieniu - ten mechanizm się nie zmienił. Na radykalizację (i rekrutację) najbardziej podatni są ludzie biedni, bez perspektyw, sfrustrowani. Nie mający nic do stracenia. Motywacje się chyba nie zmieniły?
Nie wiem jak dziś z warunkami życiowymi islamskich terrorystów, ale sto lat temu kilkunastoletni robotnik niedojadał tak bardzo, że jego średnia życia wynosiła 36 lat, a nie miał absolutnie żadnej szansy na poprawę swojego położenia. W pewnym sensie była to nawet praca niewolnicza, bo zdarzało się, że po strajkujących robotników, którzy opuścili fabrykę, sprowadzano wojsko, by zagoniło ich z powrotem do pracy. A Kozacy raczej nie słynęli z przesadnego humanitaryzmu i rzezie w takich sytuacjach zdarzały się nierzadko.
Nie wiem jak dziś z warunkami życiowymi islamskich terrorystów, ale sto lat temu kilkunastoletni robotnik niedojadał tak bardzo, że jego średnia życia wynosiła 36 lat, a nie miał absolutnie żadnej szansy na poprawę swojego położenia. W pewnym sensie była to nawet praca niewolnicza, bo zdarzało się, że po strajkujących robotników, którzy opuścili fabrykę, sprowadzano wojsko, by zagoniło ich z powrotem do pracy. A Kozacy raczej nie słynęli z przesadnego humanitaryzmu i rzezie w takich sytuacjach zdarzały się nierzadko.
Ryzykując życie w zamachach nie miał więc taki chłopak czy dziewczyna faktycznie nic do stracenia, socjalistyczna agitka upewniła ich o wadze sprawy, dodatkowo motywowała zemsta za zabitą rodzinę i znajomych, a pistolet w ręku dodawał animuszu. Myślę, że zwłaszcza w kwestii prania mózgu, potrzeby zemsty i bezsilności wobec sytuacji życiowej faktycznie niewiele się zmieniło.
W jednej z recenzji Twojej książki przeczytałam, że gdyby Polska nie odzyskała niepodległości, Al Kaida nie mogłaby się równać z nadwiślańskimi organizacjami terrorystycznymi.
Efektowne i wcale nie aż tak nieprawdopodobne. Temperament i skuteczność naszych bojowców faktycznie w niczym nie ustępowała Al Kaidzie, ale jest jednak fundamentalna różnica. Ci nasi mieli co prawda świadomość przypadkowych ofiar, były one jednak naprawdę przypadkowe - celem byli zawsze przedstawiciele caratu.
Efektowne i wcale nie aż tak nieprawdopodobne. Temperament i skuteczność naszych bojowców faktycznie w niczym nie ustępowała Al Kaidzie, ale jest jednak fundamentalna różnica. Ci nasi mieli co prawda świadomość przypadkowych ofiar, były one jednak naprawdę przypadkowe - celem byli zawsze przedstawiciele caratu.
Tymczasem ich bliskowschodni następcy z założenia zabijają właśnie przypadkowych ludzi. Tu liczy się sam akt, a nie personalia ofiary. I idąc tym tokiem myślenia – gdyby Polacy chcieli wówczas zrobić coś w skali zamachu na WTC 11 września 2001 roku, to raczej wysadziliby w powietrze Pałac Zimowy w Petersburgu razem z Carem i jego świtą, ale nie podkładaliby bomb np. pod targowisko miejskie w godzinach szczytu.
Nowoczesny terroryzm narodził się w Polsce?
Jednak trzeba tu oddać palmę pierwszeństwa Rosji – impuls wyszedł stamtąd. Ale w pytaniu jest coś na rzeczy, bo po pierwsze, członkowie Narodnej Woli inspirowali się polskimi Szyletnikami działającymi podczas powstania styczniowego, a po drugie – udział Polaków w rosyjskim terroryzmie był wcale niemały. Największa akcja Narodników, zabójstwo cara Aleksandra II, odbyło się rękami Polaka, Ignacego Hryniewieckiego. Mało kto pamięta – bo faktycznie nie ma się czym chwalić – ale w tym okresie polski anarchista Leon Czołgosz zabił prezydenta USA Williama McKinleya.
Jednak trzeba tu oddać palmę pierwszeństwa Rosji – impuls wyszedł stamtąd. Ale w pytaniu jest coś na rzeczy, bo po pierwsze, członkowie Narodnej Woli inspirowali się polskimi Szyletnikami działającymi podczas powstania styczniowego, a po drugie – udział Polaków w rosyjskim terroryzmie był wcale niemały. Największa akcja Narodników, zabójstwo cara Aleksandra II, odbyło się rękami Polaka, Ignacego Hryniewieckiego. Mało kto pamięta – bo faktycznie nie ma się czym chwalić – ale w tym okresie polski anarchista Leon Czołgosz zabił prezydenta USA Williama McKinleya.
W ciągu roku miały miejsce 1243 zamachy, czyli trzy dziennie. Dziś to liczby niewyobrażalne.
To był 1906 rok, eskalacja terroru. Później ten impet słabł, ale powoli – w 1911 roku zdarzał się jeden zamach na trzy dni.
To był 1906 rok, eskalacja terroru. Później ten impet słabł, ale powoli – w 1911 roku zdarzał się jeden zamach na trzy dni.
Ludzie w Warszawie byli przyzwyczajeni do tego tak, jak dziś mieszkańcy Tel Awiwu.
Myślę, że jeśli ktoś w Warszawie przeżył 15 sierpnia 1906 roku, to strzały nie dziwiły go już nigdy. W serii zamachów zginęło tego dnia siedemdziesięciu kilku Rosjan. Ale całkiem ostro było też w Łodzi, gdzie wybuchło regularne, choć krótkie powstanie – takie z barykadami i walczącym tłumem, a z niektórych dzielnice Zagłębia pozbyto się całkowicie carskiej policji, podobnie jak z Ostrowca, gdzie proklamowano republikę socjalistyczną.
Myślę, że jeśli ktoś w Warszawie przeżył 15 sierpnia 1906 roku, to strzały nie dziwiły go już nigdy. W serii zamachów zginęło tego dnia siedemdziesięciu kilku Rosjan. Ale całkiem ostro było też w Łodzi, gdzie wybuchło regularne, choć krótkie powstanie – takie z barykadami i walczącym tłumem, a z niektórych dzielnice Zagłębia pozbyto się całkowicie carskiej policji, podobnie jak z Ostrowca, gdzie proklamowano republikę socjalistyczną.
Z dzisiejszej perspektywy szokujące wydaje się, że Piłsudski czy Okrzeja byli terrorystami.
Bo w okresie II Rzeczpospolitej pracowali znacznie lepsi specjaliści od wizerunku polityków niż w najlepszej współczesnej agencji PR. Bojowców z początku stulecia wpisano po prostu w mit założycielski niepodległego już państwa, na równi z żołnierzami Legionów – co nawiasem nie było wcale błędem, bo faktycznie później w Legionach walczyli. Pamiętaj też, że wśród osób parających się wcześniej terrorem było dwóch późniejszych prezydentów (Mościcki, Wojciechowski), trzech premierów (Prystor, Sławek, Arciszewski) i jeden Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych, gen. Kazimierz Sosnkowski.
Bo w okresie II Rzeczpospolitej pracowali znacznie lepsi specjaliści od wizerunku polityków niż w najlepszej współczesnej agencji PR. Bojowców z początku stulecia wpisano po prostu w mit założycielski niepodległego już państwa, na równi z żołnierzami Legionów – co nawiasem nie było wcale błędem, bo faktycznie później w Legionach walczyli. Pamiętaj też, że wśród osób parających się wcześniej terrorem było dwóch późniejszych prezydentów (Mościcki, Wojciechowski), trzech premierów (Prystor, Sławek, Arciszewski) i jeden Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych, gen. Kazimierz Sosnkowski.
Jak ci bojowcy byli postrzegani przez społeczeństwo?
Tu właśnie byłby ostrożny. Ze wspomnień wynika, że poparcie społeczne było bardzo wysokie, znane są też raporty żandarmów rosyjskich, w których piszą, że np. w ciągu pięcioletniej służby nie spotkali się ani razu z przypadkiem wydania władzom takiego bojowca.
Tu właśnie byłby ostrożny. Ze wspomnień wynika, że poparcie społeczne było bardzo wysokie, znane są też raporty żandarmów rosyjskich, w których piszą, że np. w ciągu pięcioletniej służby nie spotkali się ani razu z przypadkiem wydania władzom takiego bojowca.
Z drugiej strony wiadomo, że istniała przecież konserwatywna Liga Narodowa Romana Dmowskiego – organizacja liczna, też ciesząca się sporym poparciem, a przecież zdecydowanie antysocjalistyczna. Czasem za bardzo, bo w Łodzi dochodziło w 1907 roku do dzikich strzelanin między obiema stronami medalu. Ale koniec końców i Narodowy Związek Robotników podległy Dmowskiemu też stosował terror, tyle że na mniejszą skalę.
Dziś w Europie silne są dążenia nacjonalistyczne – znamy już wyniki referendum w Szkocji, o secesji mówią Tyrol Południowy, Bawaria, Katalonia, Kraj Basków, Śląsk... Istnieje niebezpieczeństwo, że te dążenia zaczną się wyrażać aktami terroru?
Na szczęście mamy demokrację i jej tak przyjemne instrumenty jak referendum. Sto lat temu wciąż istniały potężne, feudalne imperia, rządzone przez monarchów, z którymi się nie dyskutowało. Dziś można dyskutować i, jak widać choćby po Szkocji, nikt nie musi do nikogo strzelać. Jedyny terror jakiego można się spodziewać w Europie to ten, jaki z pewnością wybuchnie na Ukrainie, jeśli zostanie zajęta przez Rosję. Tyle, że wtedy wszyscy będą mu kibicować.
Na szczęście mamy demokrację i jej tak przyjemne instrumenty jak referendum. Sto lat temu wciąż istniały potężne, feudalne imperia, rządzone przez monarchów, z którymi się nie dyskutowało. Dziś można dyskutować i, jak widać choćby po Szkocji, nikt nie musi do nikogo strzelać. Jedyny terror jakiego można się spodziewać w Europie to ten, jaki z pewnością wybuchnie na Ukrainie, jeśli zostanie zajęta przez Rosję. Tyle, że wtedy wszyscy będą mu kibicować.
W jakiej mierze ten rozkwit terroryzmu na polskich ziemiach na początku XX wieku wynikał z charakteru narodowego Polaków?
Terroryzm istniał chwilę później także we Włoszech czy Hiszpanii, więc chyba nasze narodowe temperamenty nie mają na niego monopolu. Ale jeśli wierzyć raportom i wspomnieniom, Rosjanie bali się nas jak diabli i mieliśmy generalnie opinię nieokiełznanych dzikusów. I to już od powstania styczniowego. Kiedy do cara Aleksandra II strzelał w 1866 roku członek rosyjskiej organizacji Piekło, pierwsze pytanie, jakie schwytanemu zadał monarcha brzmiało: „Czy jesteś Polakiem?”. Kiedy ten zaprzeczył, zdumiony Aleksander zapytał: „To czego ode mnie chcesz?”.
Terroryzm istniał chwilę później także we Włoszech czy Hiszpanii, więc chyba nasze narodowe temperamenty nie mają na niego monopolu. Ale jeśli wierzyć raportom i wspomnieniom, Rosjanie bali się nas jak diabli i mieliśmy generalnie opinię nieokiełznanych dzikusów. I to już od powstania styczniowego. Kiedy do cara Aleksandra II strzelał w 1866 roku członek rosyjskiej organizacji Piekło, pierwsze pytanie, jakie schwytanemu zadał monarcha brzmiało: „Czy jesteś Polakiem?”. Kiedy ten zaprzeczył, zdumiony Aleksander zapytał: „To czego ode mnie chcesz?”.
Jak się finansowali?
Z wódki… Żartuję, choć nie tak do końca, bo faktycznie napady na sklepy monopolowe dawały organizacji spory zastrzyk gotówki. Ale napadano też na znacznie większe cele: urzędy miejskie i gminne, na dyliżanse pocztowe, a nawet – co było bardzo efektowne – na pociągi wiozące gotówkę. Nawiasem mówiąc napad na pociąg pod Rogowem był największym starcie polskiego oddziału zbrojnego z rosyjskim od 1863 roku, a podobną akcją pod Bezdanami dowodził osobiście Piłsudski.
Z wódki… Żartuję, choć nie tak do końca, bo faktycznie napady na sklepy monopolowe dawały organizacji spory zastrzyk gotówki. Ale napadano też na znacznie większe cele: urzędy miejskie i gminne, na dyliżanse pocztowe, a nawet – co było bardzo efektowne – na pociągi wiozące gotówkę. Nawiasem mówiąc napad na pociąg pod Rogowem był największym starcie polskiego oddziału zbrojnego z rosyjskim od 1863 roku, a podobną akcją pod Bezdanami dowodził osobiście Piłsudski.
Były też inne źródła. Pamiętaj, że trwała wojna japońsko – rosyjska i dostaliśmy od rządu japońskiego ok. 300 tysięcy rubli na dywersję. Ale cóż, w samych Bezdanach skradziono 200 tysięcy, a w czasie trzech lat zdobyli w takich napadach ok. 1,1 mln rubli. Swoją drogą ciekawe ile z tego dostarczyły sklepy monopolowe…
Dlaczego akurat na sklepy monopolowe?
Łatwy łup, a pieniądze monopolisty czyli cara – okradzenie akurat jego było wręcz patriotyczne. Dość zabawne jest to, że aby odróżnić się od dość licznych wówczas bandytów, bojowcy zostawiali pokwitowanie za zrabowane pieniądze, wpisując na nim numer ewidencyjny napadu i przystawiając partyjną pieczątkę.
Łatwy łup, a pieniądze monopolisty czyli cara – okradzenie akurat jego było wręcz patriotyczne. Dość zabawne jest to, że aby odróżnić się od dość licznych wówczas bandytów, bojowcy zostawiali pokwitowanie za zrabowane pieniądze, wpisując na nim numer ewidencyjny napadu i przystawiając partyjną pieczątkę.
Samą wódkę podobno niszczono, ale są dowody, że cokolwiek zabierano też dla siebie. Polacy tamtego okresu raczej nie wylewali za kołnierz i była pod tym względem tendencja rosnąca – w 1911 roku w Łodzi wypijano dwukrotnie więcej alkoholu niż w 1905. Czyżby efekt uboczny terroryzmu?
