Katolicki publicysta na celowniku neofaszystów. "Hejterzy nie pójdą do nieba"
Katolicki publicysta na celowniku neofaszystów. "Hejterzy nie pójdą do nieba" Fot. Jan Zamoyski / Agencja Gazeta

Szymon Hołownia zdradza, ze trzy lata temu policjanci poinformowali go, że dostali sygnał o tym, że grożono mu śmiercią. Od tego czasu publicysta miał policyjną obstawę. Sprawcą zamieszania był organista podwarszawskiego kościoła, który miał usłyszeć rozmowę dwóch "nazioli" mówiących: "Czas zabić Hołownię".

REKLAMA
Dziennikarz swoje doświadczenie z policją i groźbami opisał w "Rzeczpospolitej". – Bałem się o bliskich, ale poza tym sytuacja była wcale śmieszna. Zaprzyjaźniłem się z bodyguardami, policjanci z dzielnicy też zostali moimi ziomami – wspomina Hołownia.
Przez dwa miesiące każde jego wyjście z domu wiązało się z poinformowaniem o tym fakcie dyżurnego policji. Dziennikarz ironizuje, że policjanci za jego sprawą regularnie chodzili do kościoła. – Ci zaklinali się, że przez całe życie nie byli tyle razy na mszy (staram się uczęszczać codziennie), i których ja dodatkowo podpuszczałem, że powinni ze mną chodzić do komunii, bo co gdyby świr zechciał mnie wysłać do Pana właśnie wtedy? – pisze katolicki publicysta.
Okazało się, że sprawa nie była tak poważna jak sądzono. O rzekomym zagrożeniu policjantom doniósł organista. – Cóż: jaka gwiazda, taki zamach. Sprawcą okazał się... organista z podwarszawskiej miejscowości – dodaje niedoszła ofiara zamachowca.
Hołownia przyznaje, że do opowiedzenia tej historii zainspirowało go kazanie ks. Jacka Stryczka znalezione na deon.pl, przekonującego, że hejterzy nie będą zbawieni. Przyznaje, że się "chyba z nim zgadza". – Swoją drogą to aż nieprawdopodobne, jak we współczesnych moralnych debatach do granic obsesji przeakcentowuje się kwestie związane z seksualnością człowieka, o których ludzie potrafią opowiadać w konfesjonałach godzinami, a nie przychodzi im do głowy, że ciężko grzeszą, nastrzykując świat nienawiścią, jaka leje im się z ust czy spod palców. Że tym też sami sobie dziurawią drogę do raju – stwierdza Hołownia.
Źródło: "Rzeczpospolita"