Polska w finale Mistrzostw Świata w siatkówce. Wygraliśmy z Niemcami 3:1

Polska prowadzi z Niemcami. Wygraliśmy pierwszego seta.
Polska prowadzi z Niemcami. Wygraliśmy pierwszego seta. Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Polscy zawodnicy mieli problemy z uniesiniem ogromnej presji, jaka ciążyła na nich przed półfinałem z Niemcami. W nerwowym, pełnym błędów meczu wielokrotnie zmieniało się prowadzenie. Nasza reprezentacja wygrała dwa pierwsze sety, trzeci padł łupem Niemców. Ostatecznie wygraliśmy 3:1 i w niedzielę zagramy w finale z Brazylią.



Wspierani przez kibiców w katowickim Spodku polscy siatkarze weszli do finału siatkarskich mistrzostw świata. Zaczęliśmy dobrze, zdobywając dwa pierwsze punkty, ale kolejne cztery padły łupem Niemców i trener Stephane Antiga zdecydował się wziąć czas. Niestety na niewiele się to zdało i na pierwszą przerwę techniczną schodziliśmy przegrywając czterema punktami.


Ale po wznowieniu gry zaczęliśmy pościg i wyrównaliśmy przy stanie 10:10. To pokazało jak zacięte to będzie spotkanie. Niestety Niemcom znowu udało się wyjść na prowadzenie i także druga część seta padła ich łupem. Nikt jednak nie spodziewał się, że Polacy łatwo oddadzą pola. Wyrównali na 18:18 i doprowadzili nawet do piłki setowej dla siebie. W końcu po grze na przewagi wygraliśmy pierwszego seta 24:26.


W drugim secie udało nam się popełniać mniej błędów niż wpierwszym. To zaskutkowało, bo szybko uciekliśmy Niemcom i prowadziliśmy już 5:8. Niestety pozwoliliśmy sobie na chwilę dekoncentracji i nasi konkurenci wyrównali. Przy stanie 8:11 belgijski trener Niemców zdecydował się na czas.


Problemy ze skutecznością miał filar niemieckiej reprezentacji Grozer - jego siłowe ataki najczęściej wychodziły na aut. Coraz lepiej radził sobie za to Mariusz Wlazły. Silnym punktem naszego zespołu był Piotr Nowakowski. Dalsza częśc seta to popis Polaków , nasze prowadzenie sięgało nawet siedmiu punktów.

Polscy chyba poczuli się zbyt pewnie i przewaga zmniejszyła się do dwóch punktów. Stephane Antiga zdecydował się na wzięcie czasu. Straciliśmy kolejny punkt, a po kolejnej przerwie na rządanie Niemcy wyrównali, doprowadzając nawet do piłki setowej. Polakom udało się ratować przed egzekucją, w pełnej emocji grze. Mimo wszystko drugiego seta wygraliśmy 28:26.

Nie ulega jednak wątpliwości, że drugiego seta wygraliśmy dzięki szczęściu. Polacy, chociaż technicznie górowali nad konkurentami, popełniali wiele niewymuszonych błędów. Ale w trzecim secie znowu popełnialiśmy niewymuszone błędy, samego siebie przechodził za to Mariusz Wlazły. To w dużej mierze dzięki niemu na pierwszą przerwę techniczną schodziliśmy z trzypunktową przewagą, którą powiększyliśmy jeszcze o dwa punkty.

Niemcy zdawali się być coraz bardziej poddenerowani, bo dwukrotnie z rzędu prosili o powtórkę wideo. Za pierwszym razem niesłusznie, za drugim to oni mieli rację. Jednak w tej części spotkanie gra naszej reprezentacji, choć nadal niepozbawiona błędów, wygląda dużo lepiej. Druga przerwa techniczna to jednopunktowe prowadzenie Niemiec. Do szczęścia zostaje tylko zdobyć dziesieć punktów i nie pozwolić konkurentom zdobyć więcej niż siedem.

Jednak Niemcy, co oczywiste, nie chcieli na to pozwolić i nadzywczaj dobrze radzili sobie w obronie. Przejęli też inicjatywę w ataku i zwiększali przewagę do dwóch punktów. Po kiwce Miki udało nam się wyrównać do stanu 21:21. Trener Niemiec zareagował na to przerwą na żądanie. Nie udało mu się jednak zbić Polaków z pantałyku. Za to skuteczni byli polscy kibice, którzy na każdą zagrywkę Niemców reagowali gwizdami.

Stan 23:23 i serwis dla Polski to okaza do szybkiego zakończenia tego trudnego meczu. Ale to Niemcy mieli piłkę setową. Wykorzystali tę okazję i wygrali swojego pierwszego seta.

Początek czwartego seta to znowu prowadzenie Niemiec, które szybko zostaje zniwelowane. Czas do pierwszej przerwy technicznej to walka punt za punkt, ale ostatecznie górą są Niemcy. Po części to efekt lepszej niż w poprzednich setach gry Niemców, po części efekt naszych błędów, także w zagrywce.

Na prowadzenie wychodzimy przy stanie 11:10, a trener Niemiec bierze czas dla swojej drużyny. Powiększamy ją po serwisie Mariusza Wlazłego i niezwykle długiej wymianie. Kolejna piłka to już as serwisowy gwiazdy naszej reprezentacji. Kiedy na zagrywkę u Niemców wszedł Christian Fromm z naszej trzypunktowej przewagi nic nie zostało. Nasi wzięli się jednak w garść i na drugą przerwę trchniczną zchodzili z dwupunktowym prowadzeniem.

Wlazły nie zwalniał ręki i celował w Niemców silne piłki, blokujący Niemiec nie mogli sobie z nim poradzić zarówno w pojedynkę, jak i w trójkę. Nie wychodziło nam za to zdobywanie punktów bezpośrednioz z zagrywki. Chwilą oddechu było zdobycie przewagi 21:18 i czas dla Niemców. Nie brakowało emocji, czego dowodem były też żółte kartki za dyskutowanie z sędziami.

Do stanu 23:19 doprowadził Mariusz Wlazły, do zwyciestwa w meczu brakowało nam tylko dwóch punktów. Po ataku Miki mieliśmy połkę meczową. Pierwszy to punkt dla Niemców, ale mieliśy kolejny. Tym razem nie zmarnowaliśmy okazji.