
Odnosząc się do niebezpieczeństw, jakie stwarzają „zielone ludziki”, minister obrony Tomasz Siemoniak podkreślił, że NATO zmienia swoje doktryny w taki sposób, by przygotować się na tę formę zagrożenia. Możliwość pojawienia się przy granicach "zielonych ludzików" poważnie traktuje także Wojsko Polskie.
REKLAMA
Siemoniak przypomniał na antenie Radia ZET, że głównodowodzący sił NATO jasno stwierdził, iż aktywność nieoznakowanych żołnierzy, przy pomocy których Moskwa realizuje swoją politykę, jest zwykłą agresją. W przypadku jej zaistnienia obowiązują więc zapisy art. 5 traktatu waszyngtońskiego, który mówi, że napaść na jednego członka NATO będzie uznana za napaść przeciwko wszystkim państwom należącym do sojuszu.
Minister dodał, że NATO zaczęło już zmieniać swoje plany, aby dopasować je do metod stosowanych na Ukrainie przez Rosję.
– Natomiast my w Polsce, mając tutaj doświadczenia choćby z 1939 roku, piątej kolumny, zawsze obawialiśmy się tego rodzaju formy presji, więc na pewno od początku tego roku, obserwując uważnie sytuację na Ukrainie, wyciągnęliśmy wiele różnych wniosków i tutaj przede wszystkim Wojsko Polskie, ale także inne służby, Straż Graniczna, bardzo poważnie do takiej ewentualności się szykują, choć oczywiście jeśli chodzi o polskie warunki, one są zupełnie inne niż warunki wschodniej Ukrainy. O tym też trzeba pamiętać – zastrzegł przyszły wicepremier.
Podczas rozmowy Siemoniak powtórzył, że Polska jest gotowa na sprzedaż broni Ukrainie. – Nasz przemysł obronny od lat jest zainteresowany tym kierunkiem i myślę, że jest kilka produktów takich, które mogą być interesujące dla strony ukraińskiej, także nie ma tutaj jakichkolwiek ograniczeń, nie ma od lipca embarga na sprzedaż broni Ukrainie, także myślę, że jak wiele innych krajów jesteśmy do tego gotowi – zaznaczył szef resortu obrony.
źródło: Radio ZET
