
CBOS opublikował sondaż, z którego wynika, że w polskim społeczeństwie rośnie zapotrzebowanie na powszechny pobór do wojska. Można podejrzewać, że chęć wzmocnienia armii jest podyktowana obecną niespokojną sytuacją na Ukrainie i troską o bezpieczeństwo państwa. Jednak równocześnie, gdy polska armia poinformowała, że aktualizuje spis pojazdów osób prywatnych, które mogą zostać przejęte w wypadku wojny, podniosło się larum – nie oddamy swoich samochodów!
REKLAMA
Ile Polak może dać od siebie? Deklarujemy, że marzy nam się kraj poprzecinany pasmami szerokich autostrad, jednak równocześnie nie życzymy sobie, by powstawały one w naszej okolicy. 76 proc. Polaków określa się jako patriotów, ale z drugiej strony tylko 23 proc. uznaje, że Ojczyzna jest dla nich najwyższą wartością. Raptem 19 proc. rodaków jest gotowych oddać za nią życie, a tylko 17 proc. byłoby gotowych dla jej dobra poświęcić swój majątek.
– Rzeczywiście, Polacy na poziomie deklaratywnym przyznają się do wielu zachowań, których w praktyce unikają. Przykładem może być wspieranie potrzebujących. Chętnie określamy się jako osoby pomagające, jednak na co dzień niechętnie dzielimy się swoim majątkiem, nie zapisujemy się do stowarzyszeń, w których trzeba opłacać składki. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy jest corocznym uspokojeniem naszego sumienia – mówi dr Jacek Kucharczyk, szef Instytutu Spraw Publicznych
Polak romantyk kontra Polak pragmatyk
Na pierwszy rzut oka większa chęć wysyłania na front ludzi niż samochodów brzmi przerażająco. Warto zauważyć, że w badaniach CBOS-u osoby, które optują za przywróceniem powszechnego poboru do wojska, sami taką służbę mają już za sobą. Być może przemawia przez nich cyniczna chęć zafundowania innym podobnej przyjemności, jakiej doświadczało się samemu.
Na pierwszy rzut oka większa chęć wysyłania na front ludzi niż samochodów brzmi przerażająco. Warto zauważyć, że w badaniach CBOS-u osoby, które optują za przywróceniem powszechnego poboru do wojska, sami taką służbę mają już za sobą. Być może przemawia przez nich cyniczna chęć zafundowania innym podobnej przyjemności, jakiej doświadczało się samemu.
Oczywiście, w obecnej sytuacji chcemy mieć poczucie bezpieczeństwa, a większa armia może je zapewnić. Z drugiej strony, jeśli pieniądze na armię miałyby pójść z kieszeni przeciętnego obywatela, wielu z nas nie ma przejawia już tak przemożnej potrzeby wzmacniania wojska. Polacy generalnie nie chcą zwiększać wydatków na zbrojenie.
– Wyrośliśmy na gruncie romantycznej narracji, jednak sami coraz mniej palimy się do patriotycznych zrywów. Choć pozostałości tego myślenia wciąż pokutują w społeczeństwie. Być może to jest powód, dla którego chętniej przyznamy, że oddalibyśmy życie za ojczyznę niż pozwolimy państwu odebrać nasz samochód. Pozbycie się auta nie jest jednak romantyczne, a umieranie na polu walki to na szczęście wciąż abstrakcja - dodaje dr Jacek Kucharczyk.
Bliżej Europy
Polacy lubią patrzeć na siebie, jako na naród gotowy do podejmowania poświęceń i wyróżniający się tym na tle Europy. Jednak ostatnimi czasy nasza jakość życia coraz bardziej przypomina tę zachodnioeuropejską. Tym samym trudniej nam sobie wyobrazić, że nawet dla najbardziej szczytnej ofiary, mielibyśmy pozbyć się swoich wygód. I mowa tu zarówno o problemach dnia codziennego – chcemy więcej miejsc pracy, ale nie życzymy sobie fabryk za płotem – jak i dylematach czasu wojny.
Polacy lubią patrzeć na siebie, jako na naród gotowy do podejmowania poświęceń i wyróżniający się tym na tle Europy. Jednak ostatnimi czasy nasza jakość życia coraz bardziej przypomina tę zachodnioeuropejską. Tym samym trudniej nam sobie wyobrazić, że nawet dla najbardziej szczytnej ofiary, mielibyśmy pozbyć się swoich wygód. I mowa tu zarówno o problemach dnia codziennego – chcemy więcej miejsc pracy, ale nie życzymy sobie fabryk za płotem – jak i dylematach czasu wojny.
– To, że chcemy więcej autostrad, a równocześnie protestujemy, by nie budowano ich pod naszym oknem, nie jest podejściem charakterystycznym dla Polaków. W Wielkiej Brytanii ukuto nawet powiedzenie dotyczące tego zjawiska - not in my backyard - czyli nie na moim podwórku – opisuje dr Kucharczyk.
– Współczesne podejście Polaków do kwestii wojny czy oddawania swoich dóbr na użytek publiczny pokazuje, jak w ostatnich latach zbliżyliśmy się do Europy Zachodniej. Nie chcemy wymachiwać szabelką na naszych wrogów. I mimo, że w większości sympatyzujemy z Ukraińcami, to nie wyobrażamy sobie, by wysyłać na wojnę nasze wojsko. Europa nie jest gotowa do poświęceń, a Polacy coraz bardziej czują się Europejczykami – dodaje Jacek Kucharczyk.
