W Sejmie uchwala się coraz więcej coraz gorszego prawa
W Sejmie uchwala się coraz więcej coraz gorszego prawa Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jedna trzecia ustaw gospodarczych uchwalonych przez ostatnie dwadzieścia lat działała na rzecz którejś z grup interesu. Najskuteczniejsi byli w zabieganiu o swoje byli pracownicy administracji publicznej, lekarze i wykładowcy akademiccy. To wyniki przebadania 1366 ustaw, które powstały w latach 1990-2011.

REKLAMA
Ponad dwie trzecie z nich zwiększały wydatki z naszej wspólnej kasy. - Udowodniliśmy po raz pierwszy w historii Polski, że kiełbasa wyborcza istnieje. To znaczy, że w roku wyborczym uchwala się więcej procentowo ustaw, które zwiększają wydatki publiczne i rozdzielają przywileje niż w latrach gdy nie ma wyborów - mówi w filmowym streszczeniu raportu prof. Krzysztof Rybiński, szef zespołu badawczego. To potwierdzenie powszechnej od lat opinii, że najlepszym źródłem finansowania kampanii wyborczej jest budżet państwa.
Nic tak nie zwiększa notowań, jak ogłoszenie na konferencji prasowej, że "udało się znaleźć pieniądze w budżecie, by sfinansować podwyżki dla …". I tutaj lista jest długa, a ostatni przykład to podwyżki dla nauczycieli. Podpisane w lipcu 2011 roku porozumienie zaczęło obowiązywać z początkiem roku szkolnego. Na półtora miesiąca przed wyborami parlamentarnymi. - Wiele inicjatyw uchwalonych przed wyborami ulegało potem korekcie i wtedy te szkodliwe skutki były minimalizowane - mówi naTemat prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC. I to chyba jedyna dla nas nadzieja.
Jest coraz gorzej
Optymizmem nie napawa jednak spojrzenie, na dwadzieścia lat stanowienia prawa. Widać wyraźnie, że z kadencji na kadencję jest co raz gorzej. O ile na początku III RP przytłaczająca większość ustaw realizowała interes publiczny, później było z tym znacznie gorzej. Najmniej podatni na naciski konkretnych grup byli podczas swoich rządów Tadeusz Mazowiecki (96 proc. ustaw w interesie całego społeczeństwa) i Jan Krzysztof Bielecki. Kolejni w zestawieniu premierów tracą do nich sporo, bo gdy premierami byli Jerzy Buzek i Donald Tusk już tylko 78 procent ustaw realizowało ogólnospołeczne oczekiwania.
Z drugiej jednak strony, patrząc na dolną część tabeli należałoby napisać "aż 78 procent". Bo ostatni w rankingu Jarosław Kaczyński w zaledwie 38 procent ustaw związanych z gospodarką działał na rzecz całego społeczeństwa. Reszta (62 procent) sprzyjała partykularnym interesom. Blisko jest też Kazimierz Marcinkiewicz (42 proc. ustaw na rzecz grup nacisku). - W 1993 roku, kiedy lewica wróciła do władzy ujawnili się lobbyści, a wśród nich najsilniejsza grupa interesu czyli administracja publiczna, która przepchnęła wówczas przez parlament bardzo dużo ustaw, które uchwalały przywileje dla tej właśnie grupy interesów, która z czasem stawała się coraz potężniejsza - konkluduje prof. Rybiński. Z przykrością jednak stwierdza, że poprzednie raporty - równie pesymistycznie - nie wpłynęły na zmianę zachowań polityków. Dodaje też, że polska jako jedyna w regionie, cofnęła się jeśli chodzi o poziom stanowionego prawa.
Politycy ograniczają wolność gospodarczą
O ile przy odrobinie wysiłku można policzyć jakie koszty dla gospodarki przynosi bezpośrednie rozdawnictwo, o tyle znacznie trudniej ocenić, ile kosztuje nas ograniczenie wolności gospodarczej. Jak zbadali naukowcy z Uczelni Vistula aż 40 procent aktów prawnych aż utrudnia prowadzenie biznesu. A to już odbija się na nas wszystkich. - Jeśli chcemy dogonić kraje Zachodu nie możemy zadowalać się wzrostem rzędu 3 procent, czy nawet dwóch jak może być za kilka lat, ale powinniśmy się rozwijać w tempie około 4,5 by jak najszybciej osiągnąć ich poziom PKB. Jakość prawodawstwa ma tutaj ogromne znaczenie - przypomina były wiceminister finansów.
Z przeprowadzonego badania aktów prawnych wynika też, że w 2007 roku 95 procent uchwalonych ustaw zwiększało wydatki publiczne. To najwyższy na przestrzeni 22 lat odsetek. Potwierdza on również tezę, że gdy tylko to możliwe, przejadamy nasz wzrost gospodarczy. - W Polsce jak pojawia się dobry okres wzrostu to natychmiast konsumujemy owoce tego wzrostu zamiast inwestować w przyszłość, dla dobra przyszłych pokoleń, po to, żeby Polska się szybko rozwijała - stwierdza prof. Rybiński. Należy mieć więc nadzieję, że wymuszone obecnym kryzysem ograniczanie przywilejów wejdzie politykom w krew i będzie kontynuowane także podczas lepszej koniunktury.