Na powyżej oryginalna australijska wersja, a na dole polska kopia kampanii społecznej "10 mniej ratuje życie"
Na powyżej oryginalna australijska wersja, a na dole polska kopia kampanii społecznej "10 mniej ratuje życie" Fot. YouTube.com

Jeśli inwestować publiczne pieniądze, to tylko w coś pewnego... Chyba takie założenie musiało przyświecać Ministerstwu Infrastruktury i Rozwoju, które pozwoliło, by na jego zamówienie powstał... plagiat. Takim okazuje się klip głośnej kampanii "10 mniej ratuje życie", która namawia kierowców do nieco mniej dynamicznej jazdy. Oglądając ten sugestywny filmik pomyśleliście, że Polacy wpadli na fajny pomysł? Nie, po prostu ukradli go Australijczykom.

REKLAMA

Wydawało się, że Sekretariat Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego to zleceniodawca jednej z najlepszych kampanii społecznych ostatnich lat. Filmy zamówione na rzecz tej instytucji przez miesiące były emitowane przez wszystkie największe stacje telewizyjne i bez dwóch zdań dają do myślenia kierowcom, którzy lubią przycisnąć gaz do dechy.

Szczególnie sugestywnym odcinkiem kampanii "10 mniej ratuje życie" jest klip z udziałem byłego policjanta sekcji ruchu drogowego Wojciecha Pasiecznego. W niespełna minutę rekonstruuje on dla nas przebieg wypadku, w którym śmiertelnie potrącony zostaje pieszy. I wyjaśnia, że gdyby kierowca jechał 10 km/h wolniej, potrącony mężczyzna co najwyżej najadłby się strachu słysząc awaryjne hamowanie.

Genialne prawda? Mogłoby się wydawać, że tak dobra kampania jest warta tych 800 tys. zł, która wydano na jej produkcję i kolejnych kilku milionów przeznaczonych na emisję spotów. Niestety współczesne media zataczają bardzo szerokie kręgi odbiorców i wreszcie polska kampania trafiła do... jej prawdziwych pomysłodawców.

Okazują się nimi nie Polacy z działającego pod egidą Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju SKRBRD, a specjaliści od kampanii społecznych z australijskiej Transport Accident Comission. Nieco bardziej bogaty formie oryginalny klip powstał w Australii już w roku 2006. Od 2009 można go tymczasem znaleźć na YouTube.

Jak informuje portal BRD24.pl, który pierwszy nagłośnił tę sprawę, Australijczycy nie zamierzają jednak dochodzić swoich praw na drodze sądowej. - Miło nam, że nasza produkcja ma tak wyraźny wpływ na międzynarodowe organa zajmujące się bezpieczeństwem ruchu drogowego - poinformowała Geraldine James z TAC.

Źródło: BRD24.pl