
Nadpobudliwy chłopak terroryzuje nie tylko swoją klasę, bo zdarzyło mu się uderzyć też nauczycielkę, siostrę zakonną i dyrektorkę. Chociaż szkoła ma oddział integracyjny, agresywny uczeń do niego nie uczęszcza. Dlaczego? Jak twierdzą inni rodzice, przeciwna temu jest jego matka. Od trzech lat opiekunowie innych dzieci proszą o pomoc i odbijają się od ścian. Z kolei ich pociechy boją się chodzić do szkoły, moczą się po nocach i uczą się od chłopca przekleństw.
Do zaczepek, pobić i regularnego zakłócania lekcji ze strony 8-letniego Maćka dochodzi w szkole podstawowej z oddziałem integracyjnym nr 318 w Warszawie. Dzieci, które zaczęły swoją przygodę z edukacją w wieku 6-lat, od początku stykają się z agresywnym chłopakiem. Choć od lat rodzice starają się tym problemem zainteresować dyrekcję szkoły i odpowiednie służby, to nie słychać odzewu. Dlatego kilkoro z nich zwróciło się z tą sprawą do nas.
Szkoła integracyjna Problemy z Maćkiem były już w pierwszym tygodniu nauki, trzy lata temu. Zaczęło się niewinnie, jak to u małych dzieci. Od zaczepek, pchnięć i szarpania. Mama jednej z uczennic: – Od początku dokuczał dzieciom. Moją córkę uderzył w twarz. Początkowo myślałam, że przestanie, bo przeprosił. Ale to się powtarzało – mówi w rozmowie z naTemat.
Zła opinia za chłopcem ciągnęła się już z przedszkola, gdzie miał sprawiać kłopoty. Rodzice w obawie o bezpieczeństwo swoich – wówczas 6-letnich - pociech na pierwszym zebraniu rodzicielskim złożyli pismo na ręce dyrekcji z prośbą o przeniesienie Maćka do klasy integracyjnej. Zamiast 24-osobowej klasy chłopak znalazłby się w mniej licznym gronie gdzie zapisywani się uczniowie z ADHD, zespołem Aspergera czy autyzmem. Dyrekcja i rodzice chłopaka prosili o wyrozumiałość i obiecywali poprawę. Tłumaczyli, że dziecko chodzi na terapię. – Wówczas jeszcze się łudziłam, że sprawa się sama rozwiąże, a on uwziął się na moją córkę – przekonuje jedna z matek.
Rodzic ucznia klasy trzeciej
Motywem przewodnim podstawówki na Ursynowie jest "bezpieczeństwo". Rozżalone matki pytają: czyje? – Dziecka, które mówi do dorosłych pier... się albo ty su..? – pytają retorycznie.
Maciek ma zajęcia indywidualne. Jednak przez dwie godziny w tygodniu ma wspólne zajęcia z innymi dziećmi z klasy. – Żeby mógł się socjalizować – wyjaśniają nasi rozmówcy. Dodatkowo razem z resztą klasy uczęszcza na zajęcia WF i informatykę oraz na wycieczki szkolne.
Lekcja agresji Rodzice opowiadają sytuacje, w których ich dzieci ucierpiały z winny chłopca, jedna za drugą. Matka Maćka na zebraniach przypomina, że jej syn jest niewinny. Wiadomo – każdy rodzic staje w obronie swojego dziecka. Reszta opiekunów nie rozumie jednak, jak można skazywać resztę uczniów na przemoc i stres. – Chłopiec nie lubi zmian. Przy Maćku nie wolno się uśmiechać, bo uważa, że to się z niego śmieją. Nie można mówić głośno, bo nie lubi hałasu – wylicza jeden z rodziców. – Przepraszam bardzo, to nie jest klasa integracyjna, gdzie wszyscy muszą być do niego dostosowani – oburza się inny.
Nasi rozmówcy podkreślają, że najgorsza jest bezsilność. Obawiają się oni, że ich dzieci doświadczeni licznymi przykładami agresji, stracą całkowity szacunek do dorosłych. – Widzą jak nauczyciel dostaje w twarz, a chłopiec nie ponosi za to żadnych konsekwencji, bo nie można go ukarać. Jakim zatem autorytetem mają być nauczyciele dla naszych dzieci? – pyta jedna z matek.
Choć problem trwa już trzeci rok, to jak przekonują rodzice, teraz jest moment krytyczny, aby rozwiązać sprawę. Podkreślają, że w czwartej klasie przyjdą nowi nauczyciele i wychowawca, którzy nie znają Maćka i całej sytuacji. – Boję się o moje dziecko, bo za rok na lekcjach uczniowie będą korzystali z cyrkla – zaznacza nasza rozmówczyni.
Matka jednej z uczennic
Od rodziców, którzy się do nas zgłosili, uderza zmęczenie tą sprawą i narastająca obawa o to, co będzie się działo, gdy chłopiec podrośnie. Szczególnie, że uczęszcza on na lekcje sztuk walki.
Kiedy parę miesięcy temu opisywaliśmy podobny przypadek w innej warszawskiej placówce, to psycholog dziecięcy Tomasz Wojeciechowski, podkreślał, że pomimo wywierania presji ze strony innych rodziców, aby przenieść chłopaka do innej klasy, na niewiele się to zda. – To spór pomiędzy rodzicami tego chłopca a dyrekcją szkoły – mówił w rozmowie z naTemat.
– Rodzice nie są w stanie doprowadzić do usunięcia go ze szkoły. A w tym przypadku sytuacja może wymagać innego rodzaju pomocy np. "szkoły wsparcia" lub programu terapeutycznego dla rodziny, rozwoju kompetencji nauczycieli – tłumaczy Wojciechowski. W jego opinii to szkoła powinna wyjść z inicjatywą w celu rozwiązania tego problemu. – Skłóceni rodzice okupują się na swoich pozycjach i nie dochodzi do kompromisu, a cierpią na tym dzieci – przekonuje.
Z kolei inny psycholog dziecięcy Jarosław Żyliński zwraca uwagę, że należy w tym wypadku ustalić źródła agresji. – Dzieci same z siebie nie są agresywne – zaznacza. Dodaje, że bez współpracy rodziców i dyrekcji szkoły problem będzie jedynie narastał.
Mediator Guział W całej sprawie występuje również policja, pogotowie, opieka społeczna i sąd rodziny, którzy wielokrotnie interweniowali, ale kończyło się na odnotowaniu zdarzenia. Nie udało się nam uzyskać komentarza ze strony dyrekcji szkoły. W ursynowskim ratuszu usłyszeliśmy, że choć urząd dzielnicy nie jest kompetentny, aby zabierać głos w tej sprawie, to burmistrz Piotr Guział podejmie się mediacji, jeśli rodzice zwrócą się do niego z tą prośbą. – Gmina zajmuje się finansowaniem placówek, nie ich organizacją nauczania – podkreśla urzędnik w rozmowie z naTemat, ale zaznacza, że autorytet burmistrza może pomóc przy rozmowach.
– Rodzice nie muszą przepisywać swojego syna do innej klasy. Żyjemy w wolnym kraju i nie można ich do tego zmusić. To rola dyrektora szkoły, pedagogów szkolnych i poradni pedagogiczno--psychologicznej, żeby znaleźć rozwiązanie w tej sytuacji. Oczywiście łącznie z rodzicami, bo to oni są opiekunami dzieci. Nie burmistrz i nie prezydent miasta rozstrzygają o sprawach, które są w decyzji rodziców i dyrektora szkoły, choć zdarzają się przypadki, że taka mediacja pomaga rozwiązać problem – dodaje burmistrz Ursynowa.
Wszyscy nasi rozmówcy w bezpieczeństwie o swoje dzieci prosili o anonimowość. Imię chłopca zostało zmienione.
