Jak odpocząć z dziećmi i nie oszaleć? Rodzinny weekend na Mazurach

Niezwykły ogród z linią brzegową. Osada Zamkowa w Pasymiu.
Niezwykły ogród z linią brzegową. Osada Zamkowa w Pasymiu. Fot. Hanna Szczygieł
Schyłek lata i nieśmiało wkradająca się do ogrodów jesień, to wręcz idealny moment na ostatnie wakacyjne przygody. Ponieważ właśnie na przełomie września i października polska aura jest nad wyraz łaskawa, postanowiliśmy spędzić rodzinny weekend. Wyjazd z dziećmi, nawet ten najkrótszy, to dla każdego rodzica istna wyprawa. Wybór padł na Mazury, a konkretnie na Osadę Zamkową w Pasymiu, usytuowaną nad malowniczym jeziorem Kalwa. Jak się później okazało, był to strzał w dziesiątkę.


Podróż do Osady Zamkowej z Warszawy zajęła nam niespełna 3 godziny. Gdy wyjazd odbywa się w towarzystwie najmłodszych, warto mierzyć siły na zamiary. Nasza trasa była dopasowana do czasu drzemki dzieci, co pozwoliło bezboleśnie pokonać dystans od drzwi do drzwi.
Weekend był wypadem wielopokoleniowym, do Pasymia wybraliśmy się w towarzystwie babci i dziadka. Czy może być coś lepszego, niż pomoc w opiece nad dziećmi ze strony najbliższych? Tak. Jeszcze lepszym pomysłem jest wspólny wyjazd w miejsce, które bez trudu pomieści całą rodzinę.
Duńskie domki na medal
Zbyt mała przestrzeń sprawia, że mniej więcej po godzinie od przyjazdu, człowiek ma ochotę uciekać jak najdalej. Osiedle Osada Zamkowa jest idealnym rozwiązaniem. Jasna, otwarta przestrzeń została zaprojektowana tak, aby spełnić oczekiwania koneserów i estetów oraz stawiających na pragmatyczność gości. W pełni wyposażona kuchnia - od widelców po zmywarkę, pozwala na wyjazd bez zbędnego bagażu. Sypialnie zostały rozplanowane z głową, a na miejscu czekało na nas turystyczne łóżeczko i wysokie krzesełko do karmienia. Nasi gospodarze zadbali nawet o dodatkowy materacyk dla dziecka i czyściutki komplet pościeli. Nie trzeba było długo czekać, aby dom zapełnił się i ocieplił za sprawą jego tymczasowych mieszkańców.
Z salonu rozpościera się widok zapierający dech w piersiach. Piękny, zielony ogród, gdzieniegdzie okraszony szkarłatem spadających liści sunie leniwie na spotkanie z jeziorem. Otwarta przestrzeń pomaga pogodzić zainteresowania wszystkich urlopowiczów. Podczas gdy dzieci bawiły się na trawniku, zbierały muszle, kamyki i obserwowały przyrodę, dorośli mogli odpoczywać w hamaku. Dom został również wyposażony w komplet mebli ogrodowych, a przed tarasem zorganizowano miejsce do rozpalenia ogniska (z czego ochoczo skorzystaliśmy).
Przestrzeń wspólna osiedla jest magicznym miejscem, cała kreacja sprawia, że ludzie stają się bardziej otwarci. Wspólnie grillują przy plaży i łowią ryby. Dzieci bawią się razem, a cała społeczność zachowuje się jak starzy, dobrzy sąsiedzi. Można powiedzieć, że projektanci stworzyli nie tylko przestrzeń, ale i atmosferę.


Aktywne lenistwo
Pierwszy dzień spędziliśmy na osiedlu, ale daleko było nam od biernego leniuchowania. Moc atrakcji w postaci placu zabaw, plaży, pomostu, boiska do siatkówki i niecodziennych gości w ogrodzie, wypełniła nam cały dzień.

Dzieciaki z lubością przekopywały piasek pod czujnym okiem babci, a dziadek w tym czasie mógł zaopatrzyć się w wędkarskie akcesoria. Znaleźliśmy też czas na grę w piłkę - we wspólnej strefie rekreacyjnej znajduje się boisko, doskonałe do rozgrywki partii badmintona lub na siatkarski mecz.


Duzi i mali chłonęli przyrodę za pomocą wszystkich zmysłów, zwłaszcza gdy jej dumni przedstawiciele wkroczyli do ogrodu.
Ukoronowaniem wieczoru było ognisko i pieczenie kiełbasek.

Przy dzieciach nie wolno się nudzić
W niedzielę rozpoczęliśmy realizację ambitnych planów zwiedzania okolicy. Choć Pasym wydaje się być niewielkim miasteczkiem, ma wiele do zaoferowania. Poranek rozpoczęliśmy od obowiązkowych zabaw w ogrodzie - dzieci nie mogły odmówić sobie pluskania w wodzie patykiem i wpatrywania się w taflę wody.
Po śniadaniu wybraliśmy się na spacer, celem naszej pieszej wędrówki był las. W niedalekiej odległości od osiedla weszliśmy w alejkę, która prowadziła do okalających jezioro lasów. Ścieżki były wystarczająco przejezdne, aby poruszać się po nich dziecięcym wózkiem. Spacerowym krokiem doszliśmy na przeciwległy brzeg jeziora Kalwa, podziwiając po drodze pola, łąki, lasy i chaty.
Popołudnie zarezerwowaliśmy sobie na zwiedzanie Pasymia. Miasteczko szczyci się swoją wiekową historią. Podczas wędrówki można podziwiać fragmenty murów obronnych z XIV wieku, piękną wieżę ciśnień z początku ubiegłego stulecia, ratusz wzorowany na zamku w Babelsbergu oraz dwa zabytkowe kościoły. Niedaleko rynku znajduje się piękny pomost widokowy oraz miejski plac zabaw dla dzieci.


Po powrocie skusiliśmy się jeszcze na wodną atrakcję - przejażdżkę rekreacyjnym katamaranem o nazwie "Solemaran". Ten polski projekt łączy ze sobą właściwości małego katamaranu oraz tratwy. Idealny aby odprężyć się po intensywnym dniu. Cichy elektryczny silnik nie płoszy ptaków i ryb. Na rejs po jeziorze zdecydowali się dziadkowie i moja czteroletnia córka (choć należy do typowych szczurów lądowych). Jeśli preferujecie bardziej tradycyjne formy żeglugi, można skorzystać na miejscu z kajaków.
Wyjazd był wyjątkowo udany. Pasym i znajdująca się nad jeziorem Osada Zamkowa to miejsce niezwykłe i magiczne. Bliskie natury, gdzie człowiek żyje w zgodzie z sąsiadami: lasem, wodą i powietrzem. Okolice Pasymia są w stanie zapewnić rozrywkę i odpoczynek - i na weekendowy wypad i na dłuższą wakacyjną rezydenturę.