
PiS, PSL i SP odrzuciły projekt ratyfikacji konwencji o zwalczaniu przemocy wobec kobiet. – Godzi w tradycję i religię chrześcijańską – brzmi jeden z argumentów. Obawa przed gender (a więc płcią, która odgrywa tu rolę zasadniczą) sprawia, że milion polskich kobiet, które co roku padają ofiarami przemocy, zostanie pozostawiony sam sobie. To nie pierwszy raz, kiedy kwestie dotyczące kobiet są cynicznie wykorzystywane przez politycznych oportunistów.
– To element gry politycznej, którą partie polityczne zawsze rozpoczynają w momentach przedwyborczych, bo chcą w ten sposób podkreślić swoją specyfikę. To dlatego kwestie światopoglądowe – często kluczowe dla kobiet – jak aborcja czy in vitro powracają w tych okresach, bo opozycji wydaje się, że postawi rząd w trudnej sytuacji – uważa posłanka PO Julia Pitera. Dodaje, że takie doraźnie działanie na własną korzyść powoduje poważne szkody długofalowo, bo odrywa od meritum problemu i realnych rozwiązań. Tych wciąż brak. Osły ważniejsze niż kobiety Zdaniem prawicy konwencja forsuje ideologię gender, a przecież równości płci nie ma. Racja – w tym sensie nie ma, bo to kobiety stanowią 90 proc. ofiar przemocy. Jej sprawcami są przeważnie mężczyźni.
Aleksandra Magryta, Feminoteka
Sumienie posłów i posłanek z ugrupowań, które są przeciw konwencji, miewa się jednak świetnie – wszak skrupulatnie zajęto się sprawą pary osiołków, które bezbożnie kopulowały w warszawskim zoo. Ochrona polskiej rodziny przed bezeceństwami trwa zatem w najlepsze. Tej samej polskiej chrześcijańskiej rodziny, w której kobiety tak opisują swoje życie:
Wpis z forum poświęconego przemocy
Posłanki PiS mówią o tym, że konwencja to "policzek" dla tradycji i wartości. Te wartości wyglądają często tak:
Wpis z forum
Inna odsłona tej kultury opisywana jest tak przez kobietę, która latami była katowana przez męża i ojca:
Wpis z forum
Codziennie w Europie z powodu przemocy ze względu na płeć umiera siedem kobiet. Biją głównie mężczyźni – mężowie, bracia, ojcowie, konkubenci. Przemoc ma płeć, co podkreślali w Sejmie politycy z SLD i PO oraz Robert Biedroń z Twojego Ruchu.
Walka z przemocą to policzek dla polskiej tradycji. Narracja posłów, którzy są przeciw konwencji, jest inna. Małgorzata Sadurska z PiS apelowała do zebranych w Sejmie posłów "dla których ważny jest chrześcijański system wartości, dla których ważna jest polska rodzina, by zagłosowali przeciw tej szkodzącej konwencji, która godzi w polską rodzinę i polską kobietę".
Beata Kempa z SP oceniła, że konwencja nie walczy z przemocą „mimo ładnego opakowania”. Z kolei Marzena Wróbel „nie życzy sobie, żeby ktokolwiek ją wyzwalał z jej tradycji, jej kultury i z historii jej narodu”. – To, co tutaj proponujecie w tej konwencji, to jest dla nas wszystkich policzek – mówiła.
Pytanie tylko: z jakiej tradycji, kultury i historii? – Co to za tradycja? Tradycja stosowania przemocy? Jak można przemoc uważać za tradycję? Konwencja w tradycję nie uderza – mówi Aleksandra Magryta z Feminoteki. Dodaje, że to kolejny raz, kiedy sprawy dotyczące kobiet – ich zdrowia i bezpieczeństwa – są rozgrywane politycznie w przedwyborczym wyścigu.
– To samo dotyczy kwestii aborcji, prawa reprodukcyjnego, przemocy seksualnej. Społeczeństwo jest dziś w nastrojach prawicowych, prawica chce to wykorzystać. To ewidentne – mówi.
Ratyfikowała Malta i Albania. Ale nie Polska Wtóruje jej Łukasz Wójcicki z walczącej z przemocą grupy „Głosy Przeciw Przemocy”. – Retoryka posłów i posłanek PiS, PSL i SP jest o tyle niezrozumiała, że konwencja nie dotyczy jakiejś wyimaginowanej sprawy dotyczącej gender – tyczy się przemocy – mówi.
Do tej pory konwencję ratyfikowało 14 krajów, od Austrii, przez Maltę, po Turcję, i jakoś w żadnym z nich nie spowodowało to rozpadu rodziny. – Przeciwnie, bo pomogło ofiarom przemocy w zakresie socjalnym i psychologicznym – przekonuje Wójcicki.
Głosowanie za konwencją byłoby sygnałem dla społeczeństwa, że troszczy się o ofiary przemocy. W tej chwili sygnał, jaki wysłali posłowie głosujący przeciw, jest zgoła przeciwny – troszczy się o sprawców. Mało tego, nie ratyfikując konwencji, państwo legitymizuje działania oprawców – jednym z podstawowych założeń konwencji jest izolowanie sprawców. Bez niej ofiary są nie tylko bezbronne, ale i bezradne.
– Nie wiem, czego boją się polscy prawicowi posłowie i posłanki, konwencja dotyczy programowych rozwiązań w zapobieganiu o zwalczaniu przemocy, takich jak całodobowy telefon zaufania, utworzenie ośrodków pomocy, izolowanie sprawców czy społeczna kampania edukacyjna. Te sprawy to elementarz, a fakt, że budzą nieuzasadnione emocje i są przypisywane do ideologii, to kuriozum – mówi Magryta.
Kobiety w roli statystek
Łukasz Wójcicki, Głosy Przeciw Przemocy
To kolejna odsłona politycznej telenoweli, w której kobiety i dotyczące ich kwestie grają epizodyczne role w politycznych rozgrywkach, sprowadzone do roli statystek. Dr Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka nie ma wątpliwości, że to dalszy ciąg dyskryminacji kobiet.
Dr Adam Bodnar, Helsińska Fundacja Praw Człowieka
– To, co dzieje się wokół konwencji, to skandal. Istambulska konwencja weszła w życie nawet w takich krajach, jak Albania czy Bośnia i Hercegowina, gdzie kulturowo kobiety znajdują się w trudnej sytuacji – mówił poseł SLD Tadeusz Iwiński dodając, że na tę konwencję oczekuje ogromna większość kobiet, a o wadze problemu świadczy fakt, że jakiś czas temu Rada Europy ogłosiła rok przeciw przemocy.
– Sądzę, że w końcu dojdzie do uchwalenia konwencji, ale obawiam się, że następnym krokiem prawicy będzie zaskarżenie jej do Trybunału Konstytucyjnego. To absurd – dodaje polityk.
Absurdów jest więcej, a największym jest fakt, że przeciwko konwencji wypowiadają się kobiety z SP czy PiS. – Posłowie i posłanki przyklaskując przemocy traktują kobiety jako obywatelki drugiej kategorii. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego przeciwniczki i przeciwnicy Konwencji chcą przysporzyć Polkom cierpienia. Przyklaskiwanie przemocy jest objawem patologicznym – konkluduje Aleksandra Magryta.
Wicemarszałkini Sejmu Wanda Nowicka podczas swojego wystąpienia pytała retorycznie: Ile trzeba mieć złej woli, posłanki i posłowie PiS i PSL, by nie mieć żadnej wrażliwości na nieszczęścia i tragedie tylu kobiet i tylu rodzin? – pytała retorycznie z trybuny Sejmowej Nowicka. No właśnie – ile?
