
W weekend poinformowano, że protestujący górnicy z sosnowieckiej kopalni Kazimierz-Juliusz zdołali przełożyć o kilkanaście miesięcy termin zamknięcia zakładu. Sukces górników nie ucieszył prezydenta Nowej Soli Wadima Tyszkiewicza. – Dlaczego przez dziesięciolecia my, Polacy, dokładamy do niedochodowego górnictwa, dlaczego kolejne rządy ustępują przed argumentami siły? – zapytał Tyszkiewicz.
REKLAMA
Po zakończeniu spotkania związkowców i przedstawicieli rządu ogłoszono, że kopalnia Kazimierz-Juliusz nie zostanie zamknięta w październiku i będzie pracować aż do wyczerpania złóż, czyli przez kilkanaście najbliższych miesięcy. Po zamknięciu kopalni pracujący w niej górnicy przejdą do innych zakładów.
Zawarte z protestującymi górnikami porozumienie nie spodobało się Wadimowi Tyszkiewiczowi, który rządzi Nową Solą od 2002 roku i jest laureatem kilku prestiżowych nagród (pismo „Wspólnota” przyznało mu tytuł Samorządowca Roku 2013, a Kongregacja Przemysłowo-Handlowa Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej uznała go za Syzyfa Roku 2012).
– Dzisiaj czytam, że górnicy wywalczyli zaległe wypłaty, będą nadal dostawać deputaty, dopłaty do komunikacji, 13-ste i 14-ste pensje itd. Mimo ogromnych strat, nadal utrzymają swoje przywileje, dzięki dotacji z budżetu państwa. Czyli my, biedacy, dopłacimy 100 mln zł (słownie: sto milionów!!!) do upadającej firmy – zauważył na Facebooku Tyszkiewicz.
Prezydent Nowej Soli podkreślił, że szanuje trudną pracę górników, ale przypomniał przy okazji, że w Polsce teoretycznie funkcjonuje wolny rynek, na którym nieopłacalne przedsięwzięcia upadają.
– Jeśli sprzedawca gazet w kiosku jest za drogi, to bankrutuje. Dlaczego my mamy się mierzyć z wolnym rynkiem, a górnicy nie? Czy dzieci górników mają inne żołądki niż dzieci pracowników upadłych fabryk Odry czy Dozametu? Może ja czegoś nie rozumiem? – zapytał Tyszkiewicz.
