Szykował biznes za miliardy, nagle zabrano mu firmę. Bezwzględna wojna na warszawskiej giełdzie

Tomasz Tuora był ulubieńcem inwestorów, ale  w końcu to oni pozbawili go władzy w firmie.
Tomasz Tuora był ulubieńcem inwestorów, ale w końcu to oni pozbawili go władzy w firmie. materiały prasowe Cormay
Usunięto ich z gabinetów jakby byli złodziejami. Pracownicy dostali zakaz kontaktów. „Proszę się zgłosić po rzeczy o 18.00” - usłyszał Tomasz Tuora, prezes firmy Cormay. Razem z ojcem przez 30 lat budowali innowacyjną firmę produkującą urządzenia diagnostyczne i laboratoryjne odczynniki. Przygotowali wspólny biznes z Roche - największym koncernem branży na świecie. Jeden z funduszy oferował im kapitał 250 mln euro na dokończenie prac nad urządzeniami diagnostycznymi. Ale ktoś inny chce spijać śmietankę.


Sześciu akcjonariuszy spółki - fundusze inwestycyjne (Total FIZ, TTL 1, Allianz Polska OFE, Warta OFE, Amplico OFE, ING OFE) miało w wyniku sprytnej operacji przejąć władze w spółce. Powołali nową radę nadzorczą, a ta w półtorej godziny wysadziła ze stanowisk założycieli biznesu. Tuorowie zostali na lodzie, mają 11 proc. akcji i żadnej władzy w dawnej „swojej” firmie.


– Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, że wszystko było dogadane i ukartowane za moimi plecami – mówi na temat Tomasz Tuora. Ma zakaz wstęp do biura, więc rozmawiamy w wynajętym lokalu. Opowiada, że kiedy pod koniec sierpnia w warszawskim hotelu Regent odbywało się walne zgromadzenie akcjonariuszy, przypadkowo pomylił drzwi. W sąsiednim pokoju zastał przyszłego prezesa i członków nowej rady nadzorczej ślęczących nad papierami. Gdy wszedł na salę, właśnie przegłosowywano usunięcie Tuorów z władz spółki. Na samo wspomnienie, w chwili gdy bardziej się denerwuje mówi, że „ukradziono mu firmę”.


Widzę miliardy w przyszłości
Cormay wyceniany jest na rynku na około 130 mln złotych. Ale nie to jest najważniejsze. W listopadzie na najważniejszych na świecie targach Medica miał zaprezentować trzy urządzenia diagnostyczne. Wśród nich BlueBox – laboratorium do badania krwi ukryte w urządzeniu wielkości drukarki komputerowej. Dzięki niemu każdy lekarz rodzinny mógłby od ręki zrobić pacjentowi pakiet testów dotyczących poprawnej pracy serca, nerek, wątroby itd. Urządzeniem zainteresowane są m.in.koncerny Roche oraz Siemens. A jeśli one zaczęłyby je sprzedawać, biznes, już w skali globalnej, mógłby przynieść miliardy złotych.
Teraz jednak nie wiadomo co dalej wydarzy się z tym biznesem. Tuorowie walczą w intruzami. Były prezes złożył pozew w sprawie zmowy funduszy i nielegalnego przejęcia władzy w firmie. Nowy zarząd odpowiedział doniesieniem do prokuratury w sprawie rzekomego wyprowadzania pieniędzy ze spółki. Z kolei na to rodzina odpowiedziała wyprzedażą akcji, co obniżyło kurs spółki i powoduje straty w funduszach.


Od zera do milionera
Rodzina Tuorów działa w bizensie od 1985 roku. Wtedy Tadeusz założył jedną z pierwszych prywatnych firm produkujących laboratoryjne odczynniki. W Lublinie, bo w Warszawie władza nie chciała przydzielić mu licencji. Kiedy upadł PRL, wiele zachodnich koncernów chciało jak najszybciej podbić polski rynek diagnostyki szpitalnej. Tuorowie rozpoczęli współpracę z gigantem Roche. W oparciu o jego technologię produkowali testy cukrzycowe.

Z biegiem lat zdobywali doświadczenia w nowych działach rynku, testach biochemicznych oraz zaawansowanych testach wykorzystywanych w terapii chorób nowotworowych. Sprzedawali swoje produkty w USA i krajach Europy Zachodniej.

Wreszcie kilkoro naukowców z Polskiej Akademii Nauk zainteresowało szefów Cormaya technologią badań krwi na mikropróbkach. Tuora wykorzystał ich pracę i tak powstały prototypy urządzeń diagnostycznych zastępujących szpitalne laboratoria.

- Teraz niech Pan sobie wyobrazi, że do takiego Lublina zgłasza się wysłannik globalnej korporacji i proponuje, że udostępni swoich inżynierów z działu badań i rozwoju żeby mieć udział w biznesie – wspomina z dumą były prezes.

W Polsce, gdzie praca naukowców jest tania jak w Indiach, urządzenie powstało kosztem niespełna 30 mln złotych. Gdyby miał się za to zabrać Roche, Siemens albo inna korporacja, to wydaliby około 100 mln euro. Dlatego giganci lubią małe innowacyjne firmy, od których można kupić gotową technologię czy prototyp urządzenia, a potem bez ryzyka zarobić na tym krocie.

Tomasz Tuora wspomina, że kiedy zdał sobie sprawę z tego co ma w rękach, zobaczył też ile pieniędzy potrzebuje aby projekt-prototyp zamienić w urządzenie nadające się do masowej produkcji. Na przykład Roche życzył sobie, aby opracowano bardziej komfortową dla pacjenta metodę pobierania kropli krwi z palca. To dlatego w 2009 roku Cormay wszedł na giełdę. Gdy ujawnił, co ma w planach, spadł na niego deszcz pieniędzy i zainteresowanie funduszy inwestycyjnych.
Grupa trzymająca giełdę
Jak jednak cała sprawa wyglądała z punktu widzenia inwestorów? Tuora zapowiedział, że gdy polski BlueBox trafi na globalny rynek, przychody ze sprzedaży urządzenia wyniosą od 1,8 do 22 miliardów. Cormay został ogłoszony giełdową spółką roku. W szczycie notowań wyceniano ją nawet na 500 mln zł. Rodzina Tuorów, podgrzewając oczekiwania inwestorów, zaczęła sprzedawać swoje akcje. - Nawet nie z chciwości, bo Tadeusza Tuorę żona musiała na siłę przesadzać do nowego samochodu. Potrafił przez rok chodzić w jednym garniturze – mówi znajomy rodziny.

Tuorowie potrzebowali pieniędzy, by przejmować zagranicznych konkurentów z Irlandii i Włoch. Zarazem zapowiedzi rychłego sukcesu nie mogły się jakoś zmaterializować. Ostatnio akcje zaczęły spadać, bo Tuora sprzedał duży pakiet, aby zdobyć gotówkę na przejęcie nowych akcji znanej szwajcarskiej firmy Orphee w celu dokończenia akwizycji włoskiego Diesse – chciał aby urządzenia oferowane były pod jej renomowaną marką. W ciągu pół roku akcje Cormay spadły z 8 zł do 4 zł.

Wtedy nerwowo zareagowało kilka grubych ryb trzymających gotówkę w funduszach. Gdy zaczęli wycofywać pieniądze, prezesom funduszy też zrobiło się gorąco. Oskarżyli założycieli, że są winni doprowadzenia do spadku notowań akcji. Nowym prezesem Cormay jest autor sukcesów Zelmera, Janusz Płocica. Na giełdzie krążą plotki, że Płocica ma z sukcesem sprzedać patenty Cormaya Siemensowi, tak jak dwa lata temu sprzedał rzeszowskiego Zelmera Niemcom z Boscha. Szefowie Total FIZ nie zaprzeczają i nie potwierdzają. Płocica cytowany przez Puls Biznesu mówi, że chce wprowadzić do firmy trochę korporacyjnego porządku.

- I co, mam uwierzyć, że jak produkował odkurzacze to teraz pociągnie i ten biznes? – pyta Tomasz Tuora. - To jest biomedycyna. Rynkiem wartym miliardy dolarów rządzi osiem firm. Żeby coś zdziałać trzeba wyrobić sobie z nimi osobiste relacje. A takie kompetencje mamy tylko ja z ojcem - podkreśla.

Sprawa przypomina historię wrogiego przejęcia firmy jubilerskiej W.Kruk z 2008 roku. Wówczas nobliwy jubiler senator Wojciech Kruk był prezesem giełdowej spółki, mając niewiele ponad 20 proc. akcji. Zaczaił się na niego młody rekin Rafał Bauer, prezes Vistuli. Zaczął skupować akcje Kruka i rzucając na rynek 100 mln zł wykupił rodzinną firmę ze 170-letnią tradycją. W odwecie Kruk spieniężył swój majątek, wykupił akcje Vistuli i usunął Bauera. W.Kruk stracił na tej wojnie, bo na jubilerskim rynku wyprzedził go wtedy Apart.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Samiec podszyty lękiem. Prawda o tym, czego boją się polscy faceci
Volkswagen 0 0Ciężarówka jak pociąg? Dzięki tej "elektrycznej" autostradzie nie jest to już science fiction
POLECAMY 0 0Franek Sterczewski zdradza plan na działanie w Sejmie. I opowiada, jak wyglądał "chrzest" w TVP
0 0Tak odpowiedziała na zaproszenie Dudy. Reakcja europosłanki PO zwróciła uwagę bułgarskiej prawniczki