
Minister edukacji Joanna Kluzik-Rostowska rezygnuje z autorskiego pomysłu wyszczuplania szkolnych sal. Dotychczas 6-latki w pierwszej klasie nie mógłby tworzyć grupy większej niż 25 uczniów. Docelowo system ten miał być wprowadzony także w drugiej i trzeciej klasie. Miał być, ale MEN zmienia przepisy. – Nie wycofujemy się z grup 25-osobowych, ale zwiększamy elastyczność tych przepisów – wyjaśnia Joanna Dębek, rzeczniczka resortu.
REKLAMA
Nowelizację ustawy – nad którą prace rozpoczęto jeszcze latem, wprowadzono pod presją samorządów, które finansują szkoły. A wiadomo, że mniej klas to niższe wydatki. Argumentowano, że w przypadku 26 uczniów dyrektorzy placówki musieli tworzyć dwie osobne klasy.
Rodzice obawiają się, że zmiana przepisów spowoduje, że powrócą przepełnione klasy. Jeszcze kilka lat temu klasy ponad 30-osobowe były na porządku dziennym. – Jeśli jakiś dyrektor będzie chciał utworzyć klasę większą niż 27-osobową, nałożymy na niego obowiązek zatrudnienia asystenta nauczyciela dla tej grupy. To dodatkowy koszt, więc nie będzie kusiło do oszczędzania na większych grupach – uspokaja rzecznika MEN.
Oprócz rodziców przeciwnikami nowelizacji jest Związek Nauczycielstwa Polskiego oraz stowarzyszenie "Rzecznik Praw Rodziców", prowadzone przez Tomasza i Karolinę Elbanowskich, które organizowało akcję "Ratuj maluchy", kiedy forsowano pomysł obowiązkowego posyłania 6-latków do pierwszej klasy. Stowarzyszenie rozpoczęło teraz kampanię "Rodzice chcą mieć wybór". – Jeśli nie popieracie szkolnych hurtowni, to możecie egzekwować prawo swoich dzieci do nauki w normalnych warunkach – piszą na swoim profilu na Facebooku.. Pod ich projektem podpisało się już ponad 17 tys. osób.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
