
Co najmniej 12 osób zginęło w zamieszkach, do jakich doszło we wtorek w Turcji. Do niepokojów dochodziło na obszarach zamieszkanych przez Kurdów, którzy protestują przeciwko bierności tureckiego rządu. Ich zdaniem Ankara powinna zaatakować Państwo Islamskie i pomóc w ten sposób walczącym z terrorystami siłom kurdyjskim.
REKLAMA
Protesty Kurdów są następstwem ofensywy Państwa Islamskiego, które opanowało część położonego przy granicy z Turcją syryjskiego miasta Kobane. W Kobane mieszka wielu Kurdów i to właśnie kurdyjskie Powszechne Jednostki Ochrony (YPG) starają się bronić miasta na ziemi.
W powietrzu Kurdom pomagają samoloty Stanów Zjednoczonych oraz ich sojuszników, które w ostatnich godzinach atakowały pozycje terrorystów w Kobane. Kurdyjscy dowódcy przyznali, że nalot był najefektywniejszym z dotychczasowych ataków koalicji, ale – jak zaznaczyli – powinien był zostać przeprowadzony znacznie wcześniej. Nalot wstrzymał ofensywę Państwa Islamskiego w Kobane, ale jego bojownicy, dysponujący czołgami i artylerią, dalej walczą w okolicach miasta.
Kurdowie protestowali głownie w południowo-wschodniej Turcji. W mieście Diyarbakir podczas starć z policją zginęło co najmniej pięć osób. W prowincji Siirt – co najmniej dwie osoby, a w prowincji Batman – co najmniej jedna. Łącznie we wtorkowych zamieszkach życie straciło przynajmniej 12 osób.
Minister spraw wewnętrznych Efkan Ala stwierdził, że protestujący „zdradzili własny kraj”. – Przemoc nie jest rozwiązaniem. Przemoc rodzi represje. Nieracjonalne zachowania powinny natychmiast się zakończyć – powiedział Ala.
We wtorek grupa Kurdów protestowała również w brukselskiej siedzibie Parlamentu Europejskiego, domagając się większego zaangażowania wspólnoty międzynarodowej w walkę z Państwem Islamskim.
źródła: BBC, „Rzeczpospolita”
