
Na pierwszy rzut oka ten sklep nie różni się od normalnego spożywczaka. Na półkach ułożono produkty znanych marek, za ladą stoi sprzedawczyni. Jednak zarówno artykuły, jak i ekspedientka są tu wyjątkowe.
REKLAMA
W Polsce jest rzesza ludzi, którzy nie kwalifikują się do otrzymywania świadczeń z MOPS-u, ale równocześnie nie są w stanie spiąć domowego budżetu. Mowa tu o samotnych matkach, emerytach i rencistach czy tzw. pracujących biednych, czyli osobach, które wykonują nawet kilka zawodów, ale za śmieszne pieniądze. Z myślą o nich Stowarzyszenie Adelfi otworzyło drugi sklep społeczny w Polsce, który znajduje się w Ełku.
– Pomysł zaczerpnęliśmy z Warszawy. Tam Fundacja Jeden Drugiemu założyła pierwszą taką placówkę – opowiada mi prezeska Stowarzyszenia Adelfi Urszula Podurgiel. – W sklepie społecznym towary są albo pozbawione marży, albo jest ona bardzo niska. Dlatego produkty mogą być tańsze. Ponadto pracownice odbywają u nas praktyki w ramach aktywizacji zawodowej – wyjaśnia.
Walka na każdym froncie
Sklep społeczny zamawia się w hurtowni albo bezpośrednio u producenta. Dlatego tak ważne jest, by udało się wynegocjować jak najlepsze warunki.
Sklep społeczny zamawia się w hurtowni albo bezpośrednio u producenta. Dlatego tak ważne jest, by udało się wynegocjować jak najlepsze warunki.
– Czasem jesteśmy w stanie dogadać się z hurtownikiem, który sprzedaje nam produkty taniej. Bywa, że musimy się zwrócić bezpośrednio do producenta. Walczymy na wszystkich frontach. Bardzo na rękę poszedł nam na przykład producent wody Augustowianka, dzięki lokalnej piekarni Karmelek mamy najtańsze bułki w mieście, hojnością wykazała się też firma Sokołów – wylicza Urszula Podurgiel.
Prezeska dodaje, że zdaje sobie sprawę, iż dla producentów to raczej kiepski interes, ale na szczęście są tacy, którzy w niego wchodzą.
Miasto mniej społeczne od sklepu
Na wysokość marży wpływa też koszt wynajmu lokalu. Stowarzyszenie Adelfi od dłuższego czasu negocjuje z miastem niższe stawki, jednak bezskutecznie.
Na wysokość marży wpływa też koszt wynajmu lokalu. Stowarzyszenie Adelfi od dłuższego czasu negocjuje z miastem niższe stawki, jednak bezskutecznie.
– Obecnie za pomieszczenie płacę około 1000 zł. Miasto broni się, że lokal został wystawiony w ścieżce przetargowej dla biznesu, dlatego nie mogą zejść z ceny. Proszę więc, by ogłosili nowy przetarg, tym razem dla organizacji pozarządowych. Wtedy słyszę, że musiałabym wypowiedzieć umowę. Ja ją chętnie wypowiem, a potem znowu podpiszę. Jednak dla urzędników to dodatkowa robota – narzeka Urszula Podurgiel.
To człowiek jest najważniejszy
Marża w normalnych sklepach wynosi 30%, w sklepie społecznym 5%, w takim ujęciu wydaje się, że różnica jest spora, jednak na produkcie wynosi ona od 20 gr do złotówki. – Takie różnice cenowe nie robią wielkiego wrażenia, ale np. gdy ktoś u nas zrobi zakupy za 400 zł, to oszczędza 90 zł, w porównaniu do normalnego sklepu.
Marża w normalnych sklepach wynosi 30%, w sklepie społecznym 5%, w takim ujęciu wydaje się, że różnica jest spora, jednak na produkcie wynosi ona od 20 gr do złotówki. – Takie różnice cenowe nie robią wielkiego wrażenia, ale np. gdy ktoś u nas zrobi zakupy za 400 zł, to oszczędza 90 zł, w porównaniu do normalnego sklepu.
Żeby móc kupować w sklepie, trzeba wyrobić sobie kartę klienta. W tym celu należy wypełnić formularz, który znajduje się na stronie stowarzyszenia. Członkowie stowarzyszenia indywidualnie rozpatrują każdy przypadek.
– Nie trzeba być zapisanym do MOPS-u ani żadnego stowarzyszenia. W życiu są różne sytuacje i my to rozumiemy. W kwestionariuszu podaje się dane osobowe i dochód netto, ale poza tym dokładnie przyglądamy się sytuacji każdej zgłaszającej się do nas osoby.
Członkowie stowarzyszenia Adelfi stawiają na lokalne produkty. – Kiedy znajdę jakiś artykuł nieznanego producenta, który jest dużo tańszy, to często go kupuję na próbę. Tak działają też inni członkowie stowarzyszenia. Często mały producent nie ma pieniędzy na marketing, dlatego nie jest znany. Ale ja w ten sposób odkryłam świetny płyn do płukania i wprowadziłam go do naszego sklepu – opowiada prezeska Stowarzyszenia Adelfi.
Szału nie ma
Informację o otwarciu sklepu społecznego Stowarzyszenie Adelfi wysłało asystentom rodzin oraz Ośrodkom Pomocy Społecznej. – Szału nie ma. Od klientów wiemy, że MOPS-y nie przekazały tej informacji wszystkim, a asystenci nie są szczególnie zainteresowani – opowiada Urszula Podurgiel. Asystent rodzinny to osoba, która opiekuje się daną rodziną, pomaga załatwiać codzienne sprawy i mądrze organizować zakupy.
Informację o otwarciu sklepu społecznego Stowarzyszenie Adelfi wysłało asystentom rodzin oraz Ośrodkom Pomocy Społecznej. – Szału nie ma. Od klientów wiemy, że MOPS-y nie przekazały tej informacji wszystkim, a asystenci nie są szczególnie zainteresowani – opowiada Urszula Podurgiel. Asystent rodzinny to osoba, która opiekuje się daną rodziną, pomaga załatwiać codzienne sprawy i mądrze organizować zakupy.
Niektórzy klienci też patrzą krzywo na sklep społeczny, wszystko dlatego, że nie ma w nim używek. To taki typ ubogich, którzy żyją na bogato przez tydzień, a potem zastanawiają się co zjeść.
Stowarzyszenie Adelfi chciałaby ten model współpracy przenieść do Ełku, na razie jednak po stronie MOPS-u nie ma chęci.
Aktywizacja
Sklep jest także pracownią zawodową. – Mamy podpisany kontrakt z Urzędem Pracy. Dostajemy pieniądze na aktywizację zawodową bezrobotnych i przekazujemy je ekspedientkom, które mają u nas praktyki. To nie jest duża kwota, ale po odbyciu tego stażu szukamy dziewczynom pracodawcy i zwykle go znajdujemy – tłumaczy Podurgiel. I dodaje: – Na takie praktyki zainteresowanie jest umiarkowane. Dzieje się tak w dużej mierze dlatego, że niektóre osoby potrafią wyciągnąć z MOPS-u nawet 2000 zł. Po co miałyby w takim razie pracować za 700 zł, skoro mogą nie robić nic?
Sklep jest także pracownią zawodową. – Mamy podpisany kontrakt z Urzędem Pracy. Dostajemy pieniądze na aktywizację zawodową bezrobotnych i przekazujemy je ekspedientkom, które mają u nas praktyki. To nie jest duża kwota, ale po odbyciu tego stażu szukamy dziewczynom pracodawcy i zwykle go znajdujemy – tłumaczy Podurgiel. I dodaje: – Na takie praktyki zainteresowanie jest umiarkowane. Dzieje się tak w dużej mierze dlatego, że niektóre osoby potrafią wyciągnąć z MOPS-u nawet 2000 zł. Po co miałyby w takim razie pracować za 700 zł, skoro mogą nie robić nic?
Adelfi doradza też swoim klientom finansowo. Członkowie stowarzyszenia pomagają zaplanować budżet, rozłożyć wydatki na dany miesiąc, wybrać produkty, jakie powinno się kupić. – Oczywiście nie ma mowy o jakimkolwiek zarabianiu na sklepie społecznym. Na razie do niego dokładam i finansuję z innych działalności Adelfi. Cały czas poszukuję sponsorów, ale trudno mi prosić o dodatkowe pieniądze firmy, które już i tak taniej sprzedają mi produkty – opowiada Podurgiel.
Prezeska oczekiwałaby też większego zaangażowania ze strony miasta i ośrodków pomocy społecznej. Chwilę potem dodaje jednak: – Trzeba to czuć i rozumieć, żeby chcieć.
