
W Stanach Zjednoczonych doszło do kolejnej strzelaniny, w której biały policjant zabił czarnoskórego nastolatka. Tym razem strzelanina miała miejsce w Saint Louis, które znajduje się zaledwie 18 km od miasteczka Ferguson, gdzie w sierpniu policjant śmiertelnie ranił 18-letniego Michaela Browna.
REKLAMA
Policja z St. Louis (stan Missouri) poinformowała, że do strzelaniny doszło, gdy funkcjonariusz dorabiał po pracy w prywatnej firmie ochroniarskiej. Policjant zauważył na ulicy trzech podejrzanie zachowujących się mężczyzn. Dlatego wyszedł z samochodu i kazał im podejść.
Wówczas jeden z mężczyzn, 18-letni Vonderrit Myers Junior, miał wyciągnąć broń i oddać w kierunku funkcjonariusza co najmniej trzy strzały. Policjant, który nie został ranny, odpowiedział ogniem, oddając 17 strzałów. Chłopak zginął. Policja nie poinformowała, ile razy został postrzelony.
Rodzina zabitego nastolatka nie zgadza się z wersją policji, przekonując, że Vonderrit Myers Junior nie miał broni palnej. – Trzymał w dłoni kanapkę, a oni myśleli, że to broń – powiedziała Teyonna Myers, kuzynka zastrzelonego 18-latka.
Wersja policji nie przekonała także wielu okolicznych mieszkańców, którzy wyszli na ulice, by protestować przeciwko działaniom stróżów prawa. Doszło do zamieszek, w trakcie których zdemolowano kilka policyjnych samochodów.
Na początku sierpnia w Ferguson biały policjant zastrzelił czarnoskórego Michaela Browna. Policjant twierdził, że 18-latek był uzbrojony i zachowywał się agresywnie. Późniejsze ustalenia wykazały, że Brown nie miał przy sobie broni.
źródło: St. Louis Post-Dispatch
