Zasady mogą się zmieniać w zależności od okoliczności – zastrzegają terroryści.
Zasady mogą się zmieniać w zależności od okoliczności – zastrzegają terroryści. Fot. Twitter

Dziennikarz, który chce pracować w Syrii i Iraku na terenach kontrolowanych przez Państwo Islamskie, musi przestrzegać zasad. Jakich? Tych, które wymyślili oficerowie prasowi ISIS, i które mogą się zmieniać. Muszą przysiąc wierność kalifatowi. Nie mogą publikować żadnych materiałów bez błogosławieństwa ISIS. Jeśli złamią zasady – zostanie wobec nich wyciągnięta odpowiedzialność. O tym – i o samej pracy reportera wojennego – opowiadają nam ci, którzy znają ją najlepiej.

REKLAMA
Świat zwrócił baczniejszą uwagę na Państwo Islamskie, kiedy terroryści nagrali i upublicznili filmy z barbarzyńskich morderstw zachodnich dziennikarzy Jamesa Foleya i Stephena Sotloffa. Od tamtej pory robią wszystko, by przekonać świat, że stworzony przez nich na terenach Syrii i Iraku kalifat to prawdziwe państwo. Właśnie wydany przez nich przewodnik z zasadami dla dziennikarzy to kolejny element ich walki propagandowej.
Złamałeś reguły, masz za swoje
Terroryści z ISIS mordują nie tylko zachodnich dziennikarzy. Ci lokalni także nie są bezpieczni – o nich jednak słyszymy mniej. Mimo ogromnego ryzyka, wciąż są dziennikarze, którzy na miejscu dokumentują działania Państwa Islamskiego. To właśnie do nich ISIS kieruje dokument, w którym instruuje reporterów i fotoreporterów, jakich zasad muszą przestrzegać. A jakie to zasady?

Zasady ISIS

1. Korespondenci muszą przysiąc wierność kalifatowi.

2. Ich praca będzie pod wyłączną kontrolą biur prasowych ISIS.

3. Dziennikarze mogą pracować bezpośrednio z agencjami informacyjnymi, ale muszą unikać międzynarodowych i lokalnych kanałów telewizji satelitarnej.

4. Zakazuje się dziennikarzom jakiejkolwiek współpracy ze stacjami telewizyjnymi umieszczonymi na czarnej liście kanałów, które walczą przeciw krajom islamskim (Al-Arabiya, Al Jazeera i Orient).

5. Dziennikarze mogą opisywać wydarzenia za pomocą słów i fotografii bez konsultacji z biurem prasowym ISIS. Wszystkie materiały muszą być podpisane nazwiskiem reportera.

6. Dziennikarze nie mogą publikować żadnych reportaży (w prasie lub telewizji) bez zgody biura prasowego ISIS.

7. Dziennikarze mogą mieć swoje profile w mediach społecznościowych i blogi, na których mogą rozpowszechniać informacje i zdjęcia. Biuro prasowe ISIS musi mieć ich adresy. 8. Dziennikarze muszą przestrzegać zasad, kiedy robią zdjęcia na terytorium ISIS oraz unikać filmowania miejsc i wydarzeń, podczas których fotografowanie jest zabronione.

9. Biura prasowe ISIS będą śledzić pracę lokalnych dziennikarzy. Każde naruszenie zasad będzie skutkowało zawieszenie dziennikarza i pociągnięciem go do odpowiedzialności.

10. Zasady nie są ostateczne, mogą się zmieniać w zależności od okoliczności i stopnia współpracy między dziennikarzami oraz ich zaangażowania w pracę braci w biurze prasowym ISIS.

11. Dziennikarze dostają licencję, by mogli wykonywać swoją pracę, po tym, jak wystosują odpowiednią prośbę do biura prasowego ISIS.

– Oczywiste jest, że większość dziennikarzy nie będzie się stosowała do tych zasad – a wtedy terroryści będą mieli argument, będą mogli powiedzieć: reguły były jasne, złamaliście je, więc macie za swoje. Uprzedzaliśmy – mówi dr Krzysztof Liedel, dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas, zastępca dyrektora Departamentu Bezpieczeństwa Pozamilitarnego Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Gracie według naszych reguł albo nie gracie wcale
Ekspert ds. terroryzmu i jego zwalczania wyjaśnia, że owe reguły dla dziennikarzy to ze strony ISIS kolejny zabieg propagandowy. – Wciąż jest wielu dziennikarzy, którzy chcą jechać na tereny kontrolowane przez ISIS, i to im – oraz miejscowym – Państwo Islamskie chce pokazać, że muszą grać według ich reguł. Albo wcale. To kolejny chwyt, który ma pokazać, że terroryści z ISIS mają kontrolę nad wszystkim, także nad dziennikarzami, oraz że kalifat to prawdziwe państwo – dodaje.
Dokładnie tak samo widzi to jeden z czołowych korespondentów BBC, który na Bliskim Wschodzie spędził, relacjonując rozmaite konflikty, 20 lat.
– Reporterzy, którzy pracują w strefach konfliktów zawsze używają wszystkich okruchów informacji, które mogą im pomóc zrozumieć rzeczywistość, w której się znaleźli. Te zasady, które właśnie ustaliło ISIS dają nam wgląd w sposób, w jaki myśli ta grupa. Centralnym tematem tutaj jest całkowita kontrola versus pewność siebie. Przestrzeganie tych zasad będzie uznaniem tego tworu, jakim ISIS jest, i legitymizowaniem jego statusu. Wątpię, by jakikolwiek przytomny dziennikarz na to przystał. Tu chodzi w gruncie rzeczy o to samo, co widzieliśmy już w czasach pierwszej wojny w Zatoce – robieniem relacji zaczęli się wtedy zajmować ludzie powiązani z konkretnymi grupami militarnymi czy terrorystycznymi. Teraz, w wydaniu ISIS, ma to mieć pozory obiektywizmu w wykonaniu ludzi, którym publiczność ufa – mówi w rozmowie z naTemat.
Regularne polowanie
Polscy reporterzy, którzy pracowali na Bliskim Wschodzie i znają realia tamtego regionu, są tego samego zdania. Wojciech Rogacin, szef działu zagranicznego „Polska The Times”, z Iraku wyjechał w 2004 roku, na chwilę przed wybuchem szyickiego powstania Muktady as-Sadra, w czasie którego rozpoczęło się tam regularne polowanie na dziennikarzy, mówi krótko: te 11 zasad to kompletna bzdura.
Wojciech Rogacin, szef działu zagranicznego "Polska The Times"

Żaden dziennikarz nigdy nie będzie zawracać sobie tym głowy. Myślę, że to kolejna próba medialnego "zaistnienia" ISIS. Czasami wrzucają do sieci film z egzekucji zakładnika, a czasami takie ogłoszenie. Może to również próba uwiarygodnienia przez tzw. Państwo Islamskie jego rzekomej podmiotowości?

Na bezstronne relacje z tego obszaru jest ogromne zapotrzebowanie, Rogacin mówi jednak, że dziś nie zdecydowałby się na wyjazd do Syrii czy Iraku. – Tam trwa regularne polowanie na nie tylko dziennikarzy, ale cudzoziemców z Zachodu w ogóle. Poruszanie się po tym obszarze musiałoby się skończyć źle, wydaje mi się nawet, że narażanie się na niemal pewne kłopoty byłoby nieodpowiedzialne. A siedzenie gdzieś w jednym, w miarę bezpiecznym miejscu – o ile takie istnieją – nie jest tym, jak sobie wyobrażam pracę korespondenta – mówi zastępca redaktora naczelnego „Polska The Times”.
Jest misja, trzeba jechać
– Duże redakcje dysponujące dużymi funduszami wysyłają tam dziennikarzy, których odwagę podziwiam. Ja sam bym jej nie miał, by teraz tam jechać – dodaje.
Fotograf Bartek Syta w ubiegłym roku spędził miesiąc w Afganistanie. W przeddzień przyjazdu polskich dziennikarzy doszło do ataku na polską bazę w Ghazni. Dziś mówi, że gdyby dostał propozycję wyjazdu na Bliski Wschód, także w te rejony, które kontroluje ISIS, nie zastanawiałby się długo.
logo
Terroryści zabili Jamesa Foleya, amerykańskiego dziennikarza. Fot. YouTube
– Jasne, że bym pojechał. Nie jestem w stanie racjonalnie wyjaśnić dlaczego – ciągnie w te regiony konfliktów i już. Może to poczucie obowiązku, misji. Z reporterami jest tak, jak z żołnierzami – jedni robią to dla pieniędzy, inni – z powołania – mówi Syta.
Z zasad narzuconych dziennikarzom jego największe zastrzeżenia budzi punkt 10. – To jest coś, co budzi mega wątpliwości, bo w zależności od interpretacji – można stracić za to głowę – mówi fotoreporter.
Korespondent BBC uważa, że wszystkie punkty budzą zastrzeżenia. Niedawno wrócił z Iraku, ale, jak mówi, nie spieszy mu się z powrotem.
– ISIS to nowe zjawisko, które ciągle próbujemy zrozumieć. Łańcuch dowodzenia wygląda zupełnie inaczej niż do tej pory, czegoś takiego jeszcze nie było. Kiedy dzieje się coś złego, nie wiadomo, z kim rozmawiać – konkluduje.