
Smartfony towarzyszą nam już wszędzie. Są w naszej kieszeni czy torbie przez cały dzień. Zerkamy na nie przynajmniej kilkadziesiąt razy dziennie. A ile razy zastanawiamy się co tak naprawdę to urządzenie o nas wie? Jak pokazują badania, nie specjalnie nas to interesuje. A powinno, bo taki telefon może o nas wiedzieć więcej, niż my sami.
Fundacja Panoptykon zajmuje się kwestiami prywatności w sieci od lat. Teraz opublikowała świetną grafikę i obszerny tekst pokazujący ile tak naprawdę wiedzą o nas nasze smartfony. I nie jest to wiedza, którą nam wydzierają lub pozyskują podstępnie. Najczęściej to informacje, które udostępniamy sami, z własnej woli. Bo tak jest nam wygodnie.

Wystarczy, że pobierzemy aplikację naszego banku i zalogujemy się do niej. Od razu bank dostaje informację z jakiego typu urządzenia korzystamy oraz jaką wersję oprogramowania mamy na nim zainstalowaną. To samo dotyczy każdej innej aplikacji. Niby to nic, ale wystarczy do tego, żeby uzupełnić nasz profil osobowy i pod tym kątem "szyć" reklamy, na przykład w wyszukiwarkach.
Same wyszukiwarki z resztą to kopalnia danych. Jeśli ktoś nie korzysta z nich w trybie incognito to zostawia po sobie jasny ślad w sieci - operator wyszukiwarki wie co i kiedy wyszukujemy. Znów, może nie wydaje się to zbyt groźne w pierwszym momencie, ale tutaj w grę wchodzą nie tylko reklamy. Wyszukiwarka może na przykład z dużą precyzją określić orientację seksualną, a to już niekoniecznie jest informacją, którą każdy chciałby się dzielić.
Robimy zdjęcie? Może ono od razu polecieć do chmury, bez naszej wiedzy. W iPhone'ach na przykład aparat jest z automatu połączony z iCloud i jeśli komuś się to nie podoba, musi sam to zmienić. Google w telefonach z Androidem także oferuje możliwość integracji aparatu albo ze swoim Dyskiem, albo z Google+. To dobre rozwiązanie, jeżeli robi się dużo zdjęć i nie chce się zapychać pamięci urządzenia. Jednakże, Jennifer Lawrence i inne gwiazdy przekonały się, że niekoniecznie wszystkie zdjęcia powinny trafiać do chmury.
Czy mamy świadomość, że nasz smartfon tyle o nas wie? Niestety, nie każdy to wie. Jak wynika z badań IAB, 33,6 proc. z nas nie wie kto i jak zbiera o nich dane, a kolejne 6,8 proc. myśli, że nie pozostawia w internecie jakichkolwiek danych. Czyli 2 na 5 Polaków tak naprawdę nie jest świadoma zagrożeń, ale i korzyści, jakie są związane z używaniem internetu w smartfonach.
Nasza niewiedza i brak zainteresowania sięga jednak głębiej. Ponad 60 proc. internautów nie wie, czym są ciasteczka, choć 70 proc. z nas ma świadomość, że coś takiego istnieje. Po co niby interesować się jakimiś elektronicznymi wypiekami, nieprawdaż? Warto jednak się temu przyjrzeć, ponieważ "cookies" są jednym z podstawowych narzędzi tworzenia naszych internetowych profili.
Na szczęście młode pokolenie ma świadomość czyhających na nas zagrożeń i interesuje się nimi. Według badań zleconych przez Fundację Orange, aż 71 proc. polskich nastolatków nie wyobraża sobie życia bez internetu, ale 69 proc. z nich przywiązuje wagę do tego, co publikują i udostępniają online. Młodzi deklarują, że ważna jest dla nich ochrona swojej prywatności - tak twierdzi 68 proc. nastolatków. Jak sprawić, żeby smartfon nie wiedział o nas aż tyle? Samo narzekanie na niewiedzę i nieświadomość Polaków nic nie zmieni. Może i przeczytają kolejny artykuł, w którym ktoś będzie ich ponownie karcił, ale co z tego? Skoro wcześniej nie zainteresowali się tematem to i teraz raczej też przejdą nad nim do porządku dziennego.
Dlatego trzeba pokazywać konkretne rozwiązania, które mogą pomóc tym, którzy uważają, że ich smartfony wiedzą o nich za dużo. Sporą garść informacji w tej kwestii można znaleźć na stronach Fundacji Panoptykon. Na przykład, jeżeli ktoś się obawia, że producent jego telefonu ma o nim zbyt dużą wiedzę to jest na to pewien sposób
- Trudno ograniczyć kontrolę producentów telefonu i oprogramowania nad naszym urządzeniem. Bardziej zdeterminowani użytkownicy smartfonów z Androidem mogą zainstalować alternatywną wersję systemu operacyjnego, np. CyanogenModa, a posiadacze iPhone'ów zdecydować się na tzw. root, czyli zdjęcie zabezpieczeń, które zabraniają instalacji aplikacji spoza sklepu firmy - radzą Małgorzata Szumańska i Kamil Śliwowski z Panoptykonu.
Trzeba jednak pamiętać, że zwłaszcza w wypadku iPhone'ów root może wiązać się ze zwiększonym zagrożeniem na wirusy oraz utratą gwarancji związaną z korzystaniem z nielicencjonowanego przez Apple oprogramowania. Gigant z Cupertino będzie wiedział o nas mniej, ale nie pomoże, jeżeli smartfon się zepsuje. Z pewnością natomiast warto "zacierać" za sobą internetowe ślady.
Małgorzata Szumańska, Kamil Śliwowski
Korzystanie ze smartfona wiążę się także z innym zagrożeniem - przechwyceniem e-maili lub SMS-ów. Warto je szyfrować. Eksperci Panoptykanu polecają w tych celach aplikacje TextSecure oraz RedPhone (do szyfrowania połączeń telefonicznych).
Udostępnianie naszych informacji osobowych może i ma jakieś korzyści. Ale warto udostępniać je świadomie, a nie bezmyślnie tak jak teraz robi to większość Polaków.
