
Politycy jak mało kto potrafią wytłumaczyć dlaczego złamali dane wcześniej słowo. Michała Kamińskiego nikt nie pyta o to, dlaczego przeszedł z centrum dowodzenia PiS do obozu wroga, Platformy Obywatelskiej. Nikogo to nie dziwi. Bo Kamiński często zmienia swoich patronów, bez mrugnięcia okiem podpowiada jak zaatakować tego, komu jeszcze niedawno doradzał. Obecnie zaś wyrósł na najbliższego doradcę Ewy Kopacz ds. wizerunku.
To Michał Kamiński miał doradzić Ewie Kopacz odcięcie się od Donalda Tuska – zarówno w expose, jak i podczas afery z Igorem Ostachowiczem i jego nominacją do zarządu Orlenu. Dzięki temu wkupił się w łaski nowej premier, wkrótce najprawdopodobniej obejmie tekę w Kancelarii Premiera – pisze Michał Krzymowski w najnowszym „Newsweeku”. U Tuska nie był dopuszczany do najbliższego kręgu – swoje porady i pomysły przekazywał przez pośredników albo mailem.
Do Ewy Kopacz Kamiński ma bezpośredni dostęp. Na pierwszą naradę wezwano go w niedzielę przed expose, kiedy trzeba było ratować przemówienie zabite przez Jana Krzysztofa Bieleckiego i Jana Vincent-Rostowskiego tonami liczb. Kiedy pyta się Kamińskiego jaki miał wkład w przemówienie, ma odpowiadać, że taki, jaki miał Mickiewicz w „Pana Tadeusza”.
I choć strategia zaproponowana przez „Misia” jest z pozoru oczywista, to właśnie on na nią wpadł i ją zaproponował. W tym tkwi jego siła, jego największa broń, dlatego jest tak ceniony. Ale nie wszyscy są zachwyceni obecnością Kamińskiego w PO.
Część członków i pracowników partii obwinia go za zatrzymanie Łukasza Pawełka, skarbnika PO. W czwartek po expose jako pierwsi w naTemat opisaliśmy, że wysoko postawiony polityk PO trafił na izbę wytrzeźwień. Łukasz Pawełek miał pić właśnie z Kamińskim, a także PR-owcem Grzegorzem Szymańskim i Witoldem Beresiem, byłym dziennikarzem „Wyborczej”, dziś współpracownikiem PO.

Mocno wstawiony Pawełek miał się uprzeć, że sam wróci do domu, bo mieszka 400 metrów od knajpy, gdzie fetowano przemówienie. Ale winę za to złożono na Kamińskiego. „Miś jeszcze nie wstąpił w partyjne szeregi, a już jest pierwsza ofiara” – pisze „Newsweek”.
Źródło: "Newsweek Polska"
