Były już minister obrony Ukrainy gen. Wałeryj Hełetej niedawno był gościem szefa polskiego MON, Tomasza Siemoniaka.
Były już minister obrony Ukrainy gen. Wałeryj Hełetej niedawno był gościem szefa polskiego MON, Tomasza Siemoniaka. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Ukraina znowu będzie miała nowego ministra obrony. Urzędujący zaledwie od lipca Wałeryj Hełetej w weekend został skłoniony do złożenia dymisji, którą już przyjął prezydent Petro Poroszenko. Utrata stanowiska przez Hełeteja jest prawdopodobnie karą za nieudane próby całkowitego odbicia Donbasu z rąk Rosjan i decyzje taktyczne, które kosztowały życie wielu żołnierzy.

REKLAMA
Oficjalnie władze w Kijowie o dymisji gen. Wałeryja Hełeteja informują z pominięciem powodów, które stały za dość niespodziewanym rozstrzygnięciem w ukraińskim ministerstwie obrony. Spekuluje się jednak, iż prezydent Poroszenko po prostu odczekał nieco z decyzją o zmianie ministra, by nie podgrzewać i tak napiętej już atmosfery po niekorzystnym dla Ukrainy rozstrzygnięciu w Donbasie. I przemilczeć fakt, iż złe decyzje gen. Hełeteja podczas walk o Iłowajśk niepotrzebnie pochłonęły życie ukraińskich żołnierzy.
Na Ukrainie mówi się jednak przede wszystkim o tym, że tygodnie silnych starć sił ukraińskich z oddziałami kierowanymi przez Rosję nie doprowadziły do pełnego odbicia wschodnich regionów z rąk nieprzyjaciół. A za cenę relatywnego pokoju Kijów został tymczasem zmuszony do zaakceptowania rozwiązania, które może pozwolić Rosji na permanentne destabilizowanie państwa ukraińskiego pod przykrywką kolejnych separatystycznych zrywów.
"Decyzja o zmianie szefa obrony i innych zmianach kadrowych w resorcie obrony i Państwowej Służbie Granicznej i utworzenia Komitetu ds. Wywiadu poważnie wzmocni struktury siłowe i zdolności obronne Ukrainy" - przekonuje jednak oficjalny komunikat prezydenckiej administracji w Kijowie. Być może następca gen. Hełeteja zabawi na stanowisku nieco dłużej niż jego poprzednicy. Wcześniej zaledwie kilka miesięcy resortem obrony Ukrainy kierował również Mychajło Kowal.
Źródło: KyivPost.com