Zdjęcie reklamujące urządzenie VisaCare Philips
Zdjęcie reklamujące urządzenie VisaCare Philips Fot. Materiały prasowe

Trend na zrób-to-sama wydaje się być coraz bardziej popularny. W drugiej połowie 2014 roku we własnych czterech ścianach stajemy się coraz bardziej samowystarczalne. Możemy już nie tylko pofarbować włosy na głowie, wydepilować nogi i pachy IPL-em, wykonać piling chemiczny twarzy i szyi, ale jak najnowsze wieści donoszą: zrobić domową mikrodermabrazję.

REKLAMA
Przez wiele lat byłyśmy zapewniane o tym, aby niektórych zabiegów pielęgnacyjnych nie robić w domu nigdy, przenigdy, za żadne skarby. Bo po pierwsze: zrobimy sobie przy okazji krzywdę, a po drugie, zrobimy to nieumiejętnie i trzeba będzie i tak biec na sygnale do gabinetu dermatologicznego lub przynajmniej kosmetycznego na poprawki. I kiedy przypomnę sobie swoje eksperymenty z farbowaniem włosów, całkowicie się pod tym podpisuję.
Niektóre z nas nie rodzą się ze wspaniałymi umiejętnościami fryzjerskimi czy kosmetycznymi i należy przyjąć to do wiadomości i zostawić ten kawałek chleba innym. Co prawda jestem ostatnia, żeby spędzać kilka godzin w salonie fryzjerskim (czego nie może zrozumieć moja mama, dla której lepszego relaksu jak ten - nie ma), ale jeśli chodzi o nakładanie farby czy ścinanie grzywki - pozostawiam to profesjonalistom. Oprócz jednego udanego razu z farbą do domowego użytku, pozostałe były ciężką porażką. I kończyły się za każdym razem tak samo: „Iwona, kiedy najszybciej możesz mnie przyjąć na kolor, bo mam na głowie Sajgon?”
logo
Eksperymenty kolorystyczne w domu? Nie, dziękuję - to nie dla mnie! Fot. Shutterstock.com
logo
Moje eksperymenty z domową koloryzacją zwykle i tak kończą się w salonie fryzjerskim... Fot. Shutterstock.com
Podobnie sprawa się ma z zabiegami cięższego kalibru. Tym bardziej nie biorę się za nie własnoręcznie. Mogę zrobić sobie piling ciała, nałożyć na twarz piling glikolowy, czy migdałowy (polecam Wam najnowszą serię polskich pilingów Iwostin do domowego użytku), a nawet zaszaleć i zrobić pedikiur. Ale nie ma siły, na pewno wykonując ten ostatni nie osiągnę efektu takiej gładkości, jak panie w gabinecie.
Po pierwsze, dlatego, że one mają większe doświadczenie i wiedzą jak mocno można wykonać zabieg, żeby nie zetrzeć skóry do tak zwanego „różowego”, a po drugie, pedikiurzystka potrafi równiutko wymodelować paznokcie, czego ja z moim astygmatyzmem, choćbym siedziała godzinę z ekierką i linijką - nie osiągnę. A może jest w tym też nuta wygody i uczucia bycia bardziej zadbaną, kiedy już się do tego gabinetu pójdzie i coś dla siebie zrobi?
logo
Epilacja w domu? Są urządzenia IPL do takich zabiegów. Pytanie: czy działają tak samo jak te gabinetowe? Fot. Shutterstock.com
Dlatego z dużą dozą niepewności testowałam urządzenia do domowej epilacji światłem IPL. I może z tego braku pewności, efekty były dość żałosne: bliskie zeru. A włosy na łydkach rosły bez zmian. I na zabiegi laserowe chodziłam grzecznie do gabinetu. Po pierwsze dlatego, że pani kosmetolog dokładnie wiedziała, jak nastawić parametry urządzenia, w jaki sposób trzymać głowicę lasera. A po drugie, dlatego, że laser jest mocniejszy niż IPL. Ale mam koleżanki, które domowej epilacji dały większy kredyt zaufania i były z efektów bardzo zadowolone. Może nie to, że włosy na nogach nie odrastały im w ogóle. Ale na pewno odbywało się to wolniej niż kiedy nie używały IPL. Rzadziej sięgały po maszynkę.
logo
Skinvigorate - szczoteczka soniczna Mary Kay Fot. Maria Kowalczyk
I kiedy już myślałam, że moda na eksperymentowanie z urodą w domu się skończyła, pojawiły się nowości, jak szczoteczka Clarisonic czy jej koleżanka marki Mary Kay. Efekty ich oczyszczania skóry twarzy są porównywalne z tymi po zabiegu w profesjonalnym gabinecie. A za chwilę pojawi się też domowe urządzenie do mikrodermabrazji VisaCare Philips. Ma ładny design i wydaje się być urządzeniem, które nam krzywdy nie zrobi. VisaCare złuszcza naskórek, masuje skórę i stymuluje ją do procesu odnowy.
W jaki sposób działa? Na końcówce VisaCare znajduje się pierścień złuszczający, uzbrojony w ponad 100 000 drobinek polerujących. A ponadto ma też kosmiczny system liftingujący Air Lift, który zasysa skórę na zasadzie podciśnienia. Taki masaż działa więc także na głębsze warstwy skóry i pobudza fibroblasty do produkcji kolagenu i elastyny. Marka obiecuje w ciągu 4-6 tygodni widocznie gładszą, bardziej jędrną skórę.
logo
VisaCare Philips Fot. Materiały prasowe
Czy mikrodermabrazja jest odpowiednia dla każdego i jakie daje efekty, mówi lekarz medycyny estetycznej dr Monika Bujanowska.
dr Monika Bujanowska, lekarz medycyny estetycznej

Mikrodermabrazja działa wykorzystując dwie siły: tarcia i podciśnienia. Dokonane przez nią złuszczenie naskórka poprawia strukturę i koloryt skóry, zmniejsza pory i usuwa zaskórniki, zmniejsza łojotok, usuwa przebarwienia, wygładza zmarszczki, uelastycznia, odświeża i odmładza.

Mikrodermabrazja zwiększa też penetrację użytych następnie kremów lub masek. Zabieg może mieć wykonana każda osoba bez obecnych przeciwwskazań. Może on być także wykonywany przez cały rok. Co do skutków ubocznych - może wystąpić przemijające zaczerwienienie lub podrażnienie skóry. Stąd szczególnie ważna jest też jej pielęgnacja po zabiegu - przede wszystkim odpowiednie nawilżanie i ochrona przeciwsłoneczna.

Nowość od Philipsa do kupienia już od listopada w perfumeriach Douglas. A jeśli wolisz pozostawić takie zabiegi profesjonalistom, dobra wiadomość jest taka, że właśnie zaczyna się najlepszy sezon na pilingi, mikrodermabrazje i zabiegi laserowe. Tak samo w domu, jak i w gabinecie.
Chcesz więcej stylu? Polub nas na Facebooku!