
Ewa Kopacz ma zamiar rozliczyć wojewódzkich szefów struktur partii za wyniki w wyborach samorządowych – czyli z tego, jak poprowadzili kampanię. Premier podjęła tę decyzję po tym, jak pojawiła się na jednym ze spotkań sztabu wyborczego PO.
Kopacz, jak opisuje "Rzeczpospolita", nie była zachwycona spotkaniem sztabu wyborczego PO, na które trafiła. Wedle relacji zrobiła kolegom z partii awanturę i postanowiła... osobiście włączyć się w prace nad kampanią. Premier zarzuciła sztabowi "małą dynamikę i brak pomysłów".
Jak podkreśla gazeta, jest to duża nowość, bo Donald Tusk nigdy nie mieszał się do prac sztabu wyborczego, a do kampanii włączał się tylko na koniec. Kopacz, jak informują w "Rz" jej współpracownicy, chce zmienić ten zwyczaj i pokazać się jako bardziej zaangażowana w kampanię. W tym celu dokonuje m.in. objazdu kraju.
Szef sztabu Robert Tyszkiewicz przekonuje jednak w "Rz", że w decyzjach Ewy Kopacz nie ma nic nadzwyczajnego, a jego relacje jako szefa sztabu z premierem są dobre. Potwierdza też, że szefowa rządu ma w tym zespole swojego "łącznika", nie wiadomo jednak, kto nim jest – skład sztabu jest tajny. Wiadomo jedynie, że członków, w tym właśnie Roberta Tyszkiewicza jako szefa, wskazał jeszcze Donald Tusk.
Źródło: "Rzeczpospolita"
