Impreza Grażyny Kulczyk dla start upów modowych krytykowana za złą organizację.
Impreza Grażyny Kulczyk dla start upów modowych krytykowana za złą organizację. Fot. Awersowy / Wikimedia Commons / Lic. CC BY SA 3.0

Szanowna Pani Grażyno Kulczyk, Za pośrednictwem Natemat.pl chciałabym przekazać Pani informacje, że rezygnuję z dalszego uczestnictwa w sygnowanym przez Pani organizację - Art & Fashion Forum - konkursie dla start-upów pt.: “Global Fashion Battle”.

REKLAMA
Z radością i entuzjazmem przystępowałam do konkursu, oczekując po tej głośnej inicjatywie najwyższych międzynarodowych standardów, zachowania zasad etyki biznesu oraz kompetencji osób w nią zaangażowanych. Spotkałam się jednak z rzeczywistością, która mocno odbiegała od tych wyobrażeń.
Ale, żeby jaśniej przedstawić całą sytuacje zarówno Pani jaki i czytelnikom NaTemat powinnam zacząć od początku.
Czym jest Global Fashion Battle? Jest to impreza organizowana wspólnie z inicjatywą Startup Weekend, prawie w tym samym czasie odbywająca się w kilku miastach na świecie: w Londynie, Nowym Yorku, Mediolanie, Paryżu i oczywiście w Pani mieście - Poznaniu. Formuła inicjatywy przy każdym Startup Weekendzie pozostaje taka sama.
logo
Fot. Archiwum prywatne
Uczestnicy mają 54 godziny, w czasie których mają za zadanie stworzyć prototyp produktu/usługi internetowej. W tym wypadku z branży “fashion”. Do dyspozycji uczestników są doświadczeni mentorzy, czyli osoby, które już takie produkty lub usługi z sukcesem wdrożyły. Często są to osoby z kilkunastoletnim doświadczeniem, o ugruntowanej pozycji w branży.
Kim jestem ja? Nazywam się Ewa Galant, od 3 miesięcy mieszkam w Londynie. Od pewnego czasu chodził mi po głowie pomysł na projekt z branży modowej. Zaznaczę, że dotąd nie miałam doświadczeń zawodowych w tej branży. Z wykształcenia jestem inżynierem. A to, na czym się znam, i w czym mam doświadczenie - to projekty internetowe. Wszyscy guru internetu powtarzają nam od zawsze, ze najlepsze projekty to takie, które rozwiązują realne problemy.
No więc miałam taki realny problem – i wymyśliłam jego rozwiązanie. Wtedy trafiłam na Pani konkurs. Powiem szczerze, nie byłam jeszcze gotowa, by wziąć w nim udział. Czułam, że jeszcze za wcześnie. Ale perspektywa poznania wielu interesujących osób, które były tam w charakterze mentorów - kusiła. Decyzja padła na włoską edycję Startup Weekendu w Mediolanie. Wraz współtwórcą pomysłu pełni nadziei kupiliśmy bilety i polecieliśmy.
Na miejscu okazało się, ze rzeczywistość nie jest taka kolorowa. Tu prawie nikt nie mówi po angielsku (łącznie z połową organizatorów) i językiem oficjalnym imprezy stał się język włoski. Na szczęście z mentorami i jury można było w większości rozmawiać po angielsku. Dodatkowym ziarnkiem goryczy było łamanie przez organizatorów zasad Startup Weekendu. Mimo tych problemów ostatecznie zajęliśmy II miejsce!
Wróciliśmy do domu szczęśliwi. Co prawda bez biletu na finał w Poznaniu, ale ze zweryfikowaną ideą. II miejsce jak i rozmowy kuluarowe utwierdziły nas w przekonaniu, ze projekt ma sens i trzeba go po prostu zrealizować. Po powrocie zaczęliśmy mozolnie kompletować zespół i przystępować do pracy.
Z natłoku tych wydarzeń wyrwał nas mail otrzymany 5 października od jednej z organizatorek z Mediolanu. Okazało się, że zwycięski zespół wycofał się i organizatorzy pytali, czy chcemy zająć ich miejsce. Nasze szczęście nie miało granic! Nie wahaliśmy się ani chwili! Wypełniliśmy formularz i wybraliśmy – zgodnie z wytycznymi – termin lotu do Poznania.
“To będzie okazja, żeby na żywo jeszcze raz zweryfikować pomysł z takimi osobistościami jak Grażyna Kulczyk czy Dennis Valle, Senior Vice President globalnego marketingu w firmie Versace.” - myślałam. Takich osób będzie tam więcej. Jedna z głównych zalet imprez tego typu to networking.
Nam bardzo na nim zależało, gdyż do tej pory nie mieliśmy dużo do czynienia ze światem “fashion”. Mieliśmy 2 tygodnie do finału. Ruszyła ostra, często 14-godzinna praca. Zależało nam by przygotować jak największą część naszego produktu i zaprezentować się jak najlepiej.
Niestety nigdzie nie pojedziemy. Dlaczego? Gdyż zawiódł czynnik ludzki i niekompetencja. Było to tak: gdy 5 dni przed finałem wciąż nie dostaliśmy żadnych informacji od organizatorów (miejsca i dokładnego czasu gali, agendy dla uczestników, czasu ew. prezentacji, pełnego składu Jury, czy samej formy “bitwy”) zaczęłam się martwić. Dzień później wysłałam mail z zapytaniem do organizatorów w Mediolanie.
Dostałam odpowiedź, ze już dawno przekazano wszystkie dane organizatorom finału w Poznaniu. Organizatorzy obiecali interweniować. Mimo wszystko poczułam niepokój. Uruchomiłam kontakty w Poznaniu, dotarłam do głównego koordynatora. Opisałam sytuacje. 3 dni do finału, zero informacji. Czekamy. Organizator nie odpisał. Wciąż czekamy.
2 dni przed finałem, w czwartek po 17:00, przychodzi długo wyczekiwany e-mail. Jest bardzo lakoniczny. Zawiera powitanie, i informacje, że w załączniku są nasze bilety. Zaglądamy w bilety. Zamiast obiecanego LOTu mamy Wizzair i na powrót Ryanair. To nic. Jesteśmy start-upem. Sami latami tanimi liniami, żeby ciąć koszty. Gorzej, że bilety były zarezerwowane na piątkowy poranek, a nie popołudnie. Mój partner tego dnia miał ważne spotkanie firmowe i nie mógł odwołać go w tak krótkim terminie.
Podsumowując: otrzymaliśmy mail z biletami na 12h przed wyjściem na lotnisko… Piszemy mail z podziękowaniem za bilety, ale też z jasną informacją, ze chyba zaszła jakaś pomyłka. Prosiliśmy o inne bilety. Cisza… Dzwonimy, pytamy o możliwość przebukowania biletów. Wciąż też nie mamy żadnych informacji o samym konkursie. Pani po drugiej stronie linii jest zakłopotana, ale nie poczuwa się do odpowiedzialności. Mówi, ze całość koordynuje kolega. Mimo wszystko obiecuje interwencję.
Do 20:00 wciąż brakuje kontaktu. O 21:00 decyduję się wysłać SMS z przypomnieniem o naszej sytuacji. Nie chce być nachalna, wiem, jak wygląda organizacja dużych wydarzeń i ile jest przy tym pracy. Pewnie starają się odkręcić pomyłkę i skontaktują się rano. Przecież wystarczy, że wylądujemy w Poznaniu w sobotę, przez samym finałem….
Jakież było moje zdziwienie, gdy przed 1 w nocy dostaje SMS: “Dzień dobry, kupiliśmy te połączenie bo tak lecą organizatorzy z Londynu. Nie ma możliwości zmiany ani zakupu nowego biletu. Pozdrawiam, Miron”
Dzwonimy. Słyszymy wesoły głos Pana Mirona oznajmiający, że nowych biletów nie będzie, a on sam nie będzie z nami rozmawiał bo jest prawie pierwsza w nocy. I rozłączył się. Po kilku kolejnych próbach telefonowania, dowiedzieliśmy się, ze Pan Miron nie poczuwa się do odpowiedzialności w związku z naszym niedoinformowaniem bo “nie ma takiej możliwości, żebyśmy nie otrzymali żadnych informacji”. A także: że “jak nam się nie podoba to możemy nie przyjeżdżać, nikt za nami nie będzie płakać”.
Na pytania, dlaczego nie zareagował jako główny koordynator imprezy skoro już w środę miał mail, ze czekamy na informacje o finale? Nie był w stanie odpowiedzieć. Pouczył nas też, że “powinniśmy się w ogóle cieszyć, ze ktoś nas zaprosił, skoro w zasadzie nie wygraliśmy SW w Mediolanie”. To była nasza ostatnia rozmowa tej nocy…
Jeszcze raz podkreślę: zrobiliśmy co w naszej mocy, żeby z odpowiednim wyprzedzeniem skontaktować się z organizatorami eventu i dowiedzieć się szczegółów. Bardzo nam zależało na uczestnictwie. Zderzyliśmy się natomiast z niedbałością, arogancją i niechęcią. Nie spodziewaliśmy się tego po głośnej imprezie, sygnowanej przez najbogatszą Polkę.
Z samego konkursu, jak już wspomniałam, zrezygnowaliśmy. Jestem w stanie dojechać do Poznania na własny koszt, ale nie jestem w stanie narzucać się jak niechciany i kłopotliwy petent.
Na usta cisną się pytania. Jaki jest cel tych imprez? Czy naprawdę chodziło o to, by pokazać innowacyjne pomysły, gotowe do zastosowania w branży? Czy celem faktycznie była pomoc młodym ludziom w postawieniu pierwszych kroków w biznesie? Skoro tak zostaliśmy potraktowani jako uczestnicy konkursu, to dla kogo organizowane są takie imprezy? Dla mentorów? Dla jury? Czy może dla budowania PR i wizerunku? Z bliska - widzimy na nim rysę.

Z poważaniem,
Ewa Galant