
Marek Falenta, właściciel Składów Węgla, jest łączony przez śledczych z aferą podsłuchową. Istnieje hipoteza, która zakłada, że to właśnie on dostarczył Piotrowi Nisztorowi taśmy, które opublikował tygodnik „Wprost”. Falenta zaprzecza tym zarzutom i twierdzi, że jest niewinny, ale jeden z jego byłych współpracowników obciąża biznesmena.
Z pozoru, Marek Falenta jest w świetnej formie. Nie stroni od obecności w mediach tradycyjnych i w internecie. Zawsze jest uśmiechnięty i pewny siebie. „Zaczął nawet prowadzić blog, na którym pisze o sobie tak: „Nazywam się Marek Falenta i jestem niewinny”. Na zdjęciu jego pogodna twarz” - pisze Michał Krzymowski w najnowszym „Newsweeku”.
Rzeczywistość jest jednak zupełnie inna od wizerunku jaki próbuje przedstawiać biznesmen. Marcin W., dyrektor Składów Węgla z Bydgoszczy, został zatrzymany przez policję zaraz przed publikacją pierwszych nagrań przez „Wprost”. Nadal znajduje się w areszcie. Ciąży na nim 18 zarzutów, w tym kierowania grupą przestępczą.
Jak ustalił Michał Krzymowski, W. zaczął „sypać” Falentę. Twierdzi, że biznesmen opłacał funkcjonariuszy ABW, którzy mieli go ochraniać i dostarczać informacje poufne. Na liście płac Marka Falenty mieli znajdować się także dziennikarze. Właściciel Składów Węgla, wedle Marcina W., miał zlecić zainstalowanie podsłuchów i inwigilację swojej biznesowej konkurencji jednemu z bydgoskich prawników oraz byłemu funkcjonariuszowi służb specjalnych, który podszywał się pod czynnego oficera ABW. Obaj usłyszeli zarzuty karne.
Marek Falenta w rozmowie z „Newsweekiem” twierdzi, że takie zeznania W. to efekt aresztu wydobywczego.
Michał Krzymowski, „Newsweek”
Jak dowiedział się nieoficjalnie dziennikarz tygodnika „Newsweek”, prokuratura uważa W. za wiarygodnego świadka, ale nie jest wykluczone, że przebywający w areszcie biznesmen koloryzuje, żeby dostać łagodniejszy wyrok.
Michał Krzymowski pisze także o hipotezie wyjaśniającej dlaczego doszło do przekazania mediom nagrań z udziałem polityków i biznesmenów, które doprowadziły od wybuchu afery taśmowej w PO. Mógł to być swoisty wykup ze strony Falnety.
Piotr Nisztor, co sam potwierdza, przed publikacją nagrań przez „Wprost” pracował nad tekstem o Składach Węgla, który stawiał spółkę Falenty w niekorzystnym świetle. Biznesmen postanowił więc przekazać nagrane wcześniej rozmowy Nisztorowi w zamian za obietnicę nie publikowania tekstu o jego spółce.
Dziennikarz zaprzecza prawdziwości tej hipotezy i twierdzi, że śledczy „na siłę starają się dopasować rozwiązanie zagadki do postawionej tezy”. Przyznaje jednak, że spotykał się z Falentą przygotowując artykuł o Składach Węgla, który został opublikowany przez „Puls Biznesu” już po publikacji nagrań przez „Wprost”.
Źródło: „Newsweek”
