Jerzy Buzek, były premier i mówca Kongresu Obywatelskiego przekonuje, że uczelnie są gotowe na korzystanie z owoców programu Erasmus+.
Jerzy Buzek, były premier i mówca Kongresu Obywatelskiego przekonuje, że uczelnie są gotowe na korzystanie z owoców programu Erasmus+. Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

Polska nauka nadal jest zamknięta na współpracę, nie tylko z zagranicą, ale i z biznesem – ocenia prof. Jerzy Buzek, były premier i przewodniczący komisji PE ds. przemysłu, badań i energii. – Na tle państw UE czy OECD nadal wypadamy blado – dodaje.

REKLAMA
Polscy naukowcy nie są pewni swojej wartości? Dlaczego nadal są tak zamknięci na współpracę z zagranicą?
To szerszy problem, bo nasi naukowcy są zbyt zamknięci nie tylko na zagranicę, ale też na otoczenie biznesowe i przemysłowe. A przecież to zarówno poprzez kontakty międzynarodowe, jak i wzajemne powiązania nauki i biznesu, możemy zwiększać efektywność i innowacyjność badań naukowych, czyli ich realne znaczenie dla społeczeństwa.
Na tle państw UE czy OECD nadal wypadamy blado. Wprawdzie od 2000 r. liczba „indeksowanych” publikacji polskich naukowców wzrosła ponaddwukrotnie i poprawiła się znajomość języków obcych, ale nadal trudno nam się porównywać z najlepszymi ośrodkami na świecie. Ośrodkami, w których naukowcy mają doskonałe warunki do pracy, zaplecze administracyjne i łatwość występowania o międzynarodowe granty i gdzie nie do pomyślenia byłoby, że pracownik uczelni sam musi sfinansować swój wyjazd za granicę.
Teraz, w latach 2014-2020, w otwieraniu naszych badań i naukowców na zagranicę pomaga nam „Horyzont 2020”, następca wcześniejszych programów ramowych UE. Jestem pewien, że będzie dla nas dobrym bodźcem, by lepiej koordynować umiędzynarodowienie zarówno na szczeblu krajowym, jak i na poziomie poszczególnych uczelni. Bardzo obiecujące jest to, że ponad 300 polskich instytucji przystąpiło do swoistego paktu na rzecz realizacji Horyzontu 2020.
Czy program Erasmus+ spełnia jakąkolwiek rolę w otwarciu naszych uczelni na świat? Wydaje się, że jest tylko biurem podróży dla studentów.
Mamy przed sobą ogromne wyzwanie. Z poziomu 0,7 proc. PKB przeznaczanego na badania i rozwój musimy dorównać do unijnej średniej 2 proc.. Musimy bardziej aktywnie włączać się w strategiczne inicjatywy badawcze UE, które wspierają konkurencyjność całej unijnej gospodarki. Wspólne prowadzenie badań przez naukowców i biznes z kilku czy kilkunastu krajów to dziś w UE standard.
Jestem przekonany, że Erasmus+ to szansa na budowanie takich synergii między sektorami. Młodzi ludzie skorzystają oczywiście na mobilności, będzie to dla nich wspaniała okazja na zdobycie nowych umiejętności, biegłości językowej i adaptacji do pracy w międzynarodowych zespołach. Ale największą wartość dodaną programu widzę w wymianie doświadczeń w ramach „sojuszy na rzecz wiedzy”, czyli międzynarodowej współpracy uczelni i firm.
Erasmus dziesięciokrotnie zwiększył liczbę polskich studentów wyjeżdżających na studia za granicę, a liczba cudzoziemców przyjeżdżających do Polski wzrosła dzięki niemu aż czterdzieści razy. Dla umiędzynarodowienia naszych studiów był to absolutny przełom. Jestem pewien, że Erasmus+ może być nie mniej przełomowy, nie tylko na polu badań naukowych, i że nasze uczelnie i biznes są już całkiem dobrze przygotowane do wdrożenia wszystkich owoców tego programu.
Jaką rolę w uczeniu obywateli demokracji mają budżety partycypacyjne?
Kluczową! Jestem za możliwie największą rolą samorządów i za oddawaniem tak wielu kompetencji lokalnym władzom i samym mieszkańcom, jak tylko jest to możliwe i wskazane dla skutecznego zarządzania. Rozmawiałem z władzami wielu miast na świecie, w których wprowadzono budżety partycypacyjne – a takich przykładów zebrało się od 1989 r., kiedy po raz pierwszy powierzono część budżetu mieszkańcom brazylijskiego Porto Alegre – naprawdę sporo.
Wszyscy moi rozmówcy potwierdzili, że współodpowiedzialność za lokalny budżet to świetny sposób angażowania mieszkańców w rozwój ich gmin i regionów. Odbywa się na właściwym poziomie – bo przecież z własnym miastem, ze stanem jego infrastruktury, mieszkańcom najłatwiej jest się utożsamiać. Bez takich doświadczeń z lokalnego zarządzania obywatelom trudniej jest czuć się odpowiedzialnymi za stan całego państwa czy jeszcze bardziej abstrakcyjnej Unii Europejskiej.
Czy ulgi podatkowe to dobry sposób na nakłonienie emigrantów do powrotu? Według "Rz" z 13 października taki projekt przygotowuje PSL.
Znam wiele rodzin w Polsce, które rozdzieliła emigracja – również ta najnowsza, w ostatnich latach. Jak młodzi ludzie, którzy wyjechali z kraju, odpowiadają na pytania o powrót? Otóż bardziej niż argumenty finansowe liczy się dla nich poczucie stabilności i świadomość, że po powrocie ich dzieci zaadaptują się szybko w szkole, a po ukończeniu szkoły znajdą sensowną pracę. Że po powrocie będą mieli dostęp do wszystkich podstawowych usług niezbędnych do normalnego życia.
Ulgi podatkowe mogą być jakąś zachętą, ale to tylko jedno z działań. Potrzebna jest ustawiczna praca nad przyjaznymi warunkami do życia, pracy i nauki w Polsce. Nad rozwijaniem konkretnych, przemawiających za powrotem, perspektyw.
Czy Polacy za granicą mogą się przyczynić do rozwoju naszego kraju nie wracając do niego? Jeśli tak, to w jaki sposób?
Rozwój naszego kraju musi się opierać na młodych ludziach. Sprawienie, by pozostawali w Polsce, musi być naszym priorytetem. Wiadomo, że Polacy na emigracji poprzez swoją działalność – indywidualną czy zorganizowaną – wzmacniają wizerunek kraju, wspierają naszą dyplomację i pomagają zagranicznym firmom nawiązać rozmaite relacje biznesowe z partnerami w Polsce. To nie zmienia faktu, że wyjazd każdego kompetentnego Polaka z kraju jest dla Polski stratą.