Ruszamy z cyklem reportaży z całej Polski.
Ruszamy z cyklem reportaży z całej Polski. Fot. Shutterstock, Fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta

„Dzień z doradczynią Providenta” miał trwać 24 godziny. Okazał się dużo dłuższy. Wrzawa wokół tekstu trwała wiele dni. Opinie były negatywne – oskarżono nas o promowanie lichwy, wystawianie laurki firmie, która zdaniem części piszących niszczy ludzi.

REKLAMA
Nasz tekst nie powstał w oparciu o informacje prasowe. Wizyta w Brodnicy była dla mnie przeżyciem. Odwiedziłam ludzi, których życie i decyzje ograniczone są bardzo sztywnymi ramami domowego budżetu. Budżetu, który każdego miesiąca trzeszczy w szwach, a bardzo często się po prostu rozłazi.
Nie jestem specjalistką od rozwoju regionalnego. Nie czyni mnie nią zrobienie jednego materiału z małego miasteczka – mimo że było to ważne doświadczenie. Zmierzenie się z inną rzeczywistością zmusza do zadania sobie wielu pytań. Do zadania ich innym. To, co zdarzyło się po moim artykule, uświadomiło nam, że warto ten temat kontynuować. Dlatego ruszamy z akcją, którą podczas dyskusji roboczo nazwaliśmy #prawdziwaPolska.
Nie dlatego, że jedna Polska jest bardziej autentyczna od drugiej. Nie dlatego, że miasto uznajemy za górujące nad wsią, ale dlatego, że uważamy, iż tak naprawdę nie ma jednej Polski. Ani dwóch. Jest ich wiele, wszystkie są podobne, a jednocześnie różnią się w wielu aspektach. I my chcemy je poznać.
Problem rozwarstwienia
Wszyscy wiemy, że obszary wiejskie rozwijają się gorzej mimo milionów z Unii Europejskiej. Badania ekonomistów pokazują, że kraj nam się rozwarstwia coraz mocniej. Miasta odjechały miasteczkom i wsiom. Według najnowszego raportu diagnozy Krajowej Sieci Konsultacyjnej Liderów, jednym z najważniejszych zadań gmin – zdaniem mieszkańców – jest walka z bezrobociem, ubóstwem i wykluczeniem społecznym.
Z drugiej strony, z najnowszych badań TNS Polska dotyczących szczęścia Polaków wynika, że najbardziej zadowoleni z życia wcale nie są mieszkańcy wielkich miast, ale właśnie małych miasteczek. Zastanawia nas ten paradoks i dlatego ruszamy z cyklem reportaży. Naszym celem nie jest pokazanie samych uśmiechniętych twarzy, ani samych przybitych ludzi. Chcemy pokazać pocztówki z Polski, której w naTemat nie widzicie często. Partnerem akcji został Provident, firma nie będzie miała jednak wpływu na publikowane teksty. Bohaterami nie będą ani jej klienci, ani doradcy.

Będą nimi ludzie, których spotkamy w podróży przez Polskę. Takie rozmowy otwierają głowę, choć czasem tylko na osobiste, niepowtarzalne historie. Dlatego w naszej akcji spojrzymy szerzej. Zrobimy badania opinii publicznej. Ich wyniki przeanalizujemy z socjologami i z psychologami społecznymi. Będziemy starali się uchwycić różnice w podejściu do wartości mieszkańców różnych rejonów.
Ludzie, których poznałam podczas pisania pierwszego tekstu, nie pochodzili z rodzin patologicznych, nie byli bezdomni ani obłożnie chorzy. I możliwe, że właśnie dlatego ich sytuacja wydała mi się jeszcze bardziej przerażająca. W świecie, w którym zewsząd słyszę, że mogę być kim chcę, robić co chcę i mieć co chcę, bo wszystko zależy od mojego nastawienia i woli walki, nieprzyjemnie zobaczyć, że czasem najsilniejsze starania nie są w stanie zakląć rzeczywistości.
Dynia pozostanie dynią
Provident nie jest świętym od spraw ubogich i potrzebujących. Zarówno banki, jak i firmy pożyczkowe zarabiają na swojej działalności. Chciałabym, żeby wybawcą w sytuacjach, gdy brakuje pieniędzy na podstawowe potrzeby, było państwo. Chciałabym też, żeby tych pieniędzy po prostu nie brakowało, ale są to życzenia na poziomie deklaracji przyszłej Miss Świata.
Krytykujący nas wykazali się dużą empatią wobec klientów Providenta. Tylko że moimi rozmówcami nie były ofiary systemu, bezbronne owieczki, które pogubiły się gdzieś na peryferiach, daleko od szosy. Po prostu czasem znajdują się w trudnej sytuacji. Provident nie jest dla nich, jak dobra wróżka, która zamienia dynię w karocę, a oni wcale nie wierzą, że po północy pojazd nie przekształci się z powrotem w warzywo. Trzy rodziny, które odwiedziłam, wzięły pożyczkę nie dlatego, że było to najlepsze rozwiązanie. To rozwiązanie było najlepsze z dostępnych.
Można się zastanawiać, dlaczego Polacy korzystają z usług firm, które każą spłacać dwa razy więcej niż się pożycza. Równocześnie można zastanowić się, dlaczego wiele osób bierze kredyty hipoteczne, które trzeba spłacić w kwocie o kilkaset tysięcy złotych wyższej niż pożyczyli.
To truizm, ale rzeczywistość miasteczek i wsi nie jest mikrowersją wielkomiejskiej perspektywy. Warszawskim komentatorom bardzo leży na sercu los pożyczających. Trzeba jednak pamiętać, że żaden z mieszczuchów nie musi myśleć za mieszkańców wsi i miasteczek – oni swój rozum mają. Większość ludzi, którzy pożyczają pieniądze, naprawdę wie, z czym to się wiąże. Jakby mogli dostać tę kwotę bez procentu, to tak by zrobili. Niezależnie, jak urocza byłaby pani Grażynka.