Fot. Shutterstock.com

„Kanada straciła niewinność”, „Kraj w szoku” – krzyczą nagłówki gazet po środowym ataku na parlament w Ottawie, w którym zginął kanadyjski żołnierz. Kiedy do tego typu ataku dochodzi w kraju, który wygrywa wszelkie możliwe rankingi na „najbardziej przyjazny”, „dostatni”, „otwarty”, „tolerancyjny” czy „bezpieczny”, a przez wielu postrzegany jest jako nudny raj sytego, rozleniwionego społeczeństwa – rzeczywiście można mówić o szoku. Tyle tylko, że Kanada wcale nie jest ani taka nudna, ani tak nieświadoma zagrożeń, jak mogłoby się wydawać. Ani taka niewinna.

REKLAMA
– Wypadki z tego tygodnia są ponurym przypomnieniem, że Kanada nie jest wolna od ataków terrorystycznych, które zdarzają się w innych miejscach na świecie – powiedział premier Stephen Harper po ataku na Parliament Hill. Szef rządu zapewnił też, że atak wyznającego islam zamachowca nie sprawi, iż Kanada wycofa się z koalicji przeciw Państwu Islamskiemu. Kanadyjczycy są w szoku, ale zachowują spokój.
Voitek Pendrak, Polak mieszkający w Kanadzie od 20 lat, Toronto

To prawda, że Kanadyjczycy patrzyli na wiadomości w telewizji z niedowierzaniem. Słyszalne były głosy, że to niemożliwe, że to nie może się tutaj zdarzyć. Ale... zdarzyło się, niestety, ale życie musi toczyć się dalej. I to jest najbardziej budujące. Ludzie nie wydają się być wystraszeni tym wydarzeniem. Nie ma mowy o żadnej militaryzacji potencjalnych celów/ To zdecydowanie odróżnia nas od naszych południowych sąsiadów. Oczywiście toczą się rozmowy, by zwiększyć ochronę parlamentu – bo to prawda, że dostęp jest bajecznie prosty.

Inni są przerażeni – zobaczyli, że Kanada jest narażona na akty terroru w takim samym stopniu, jak USA.
Heather Robson, Edmonton

Czuję się sparaliżowana. Przerażona. U nas, w Edmonton, jest spokojnie. Ale moja ciotka i kuzynka mieszkają niecały kilometr od budynku parlamentu i mojemu tacie zajęło kilka godzin, żeby się z nią skontaktować. Boję się, bo okazuje się, że terroryści żyją wśród nas. Już nie jesteśmy bezpieczni w naszym domu.

Inni Kanadyjczycy mówią, że pokażą światu, jak silny i dumny jest ich naród.
Sandy Vander Ziel

Kiedy usłyszałam, co się stało, poczułam, że już nic nie będzie takie samo. Jednak, jako naród, nie pozwolimy im wygrać. Dziś żołnierze pełnili wartę przy pomniku i oddawali hołd naszemu bohaterowi. Nie będziemy kulić się ze strachu, pokażemy światu naszą siłę, dumę i miłość do naszego kraju, który jest silny i wolny. Ci ludzie nie wygrają, bo miłość i współczucie zawsze zwyciężają zło.

Z kolei mieszkający od ośmiu lat w Kalifornii Kanadyjczyk Travis Kohnke widzi to tak: Jak widać islamo-faszystom udało się w końcu przeprowadzić udany atak w Kanadzie. Atakowanie kanadyjskiej armii i służb bezpieczeństwa sprawi tylko, że w społeczeństwie wzrośnie poparcie dla działań władz, by z nimi walczyć.
– Mam nadzieję, że moi krajanie zobaczą w końcu, że Kanada jest tak samo zagrożona terroryzmem, jak Stany Zjednoczone. Zobaczymy, czy Kanada wyciągnie z tego wnioski i podejmie stosowne kroki w zakresie bezpieczeństwa granic i polityki imigracyjnej – dodaje.
Nie pierwszy akt terroru
W 1966 roku w Toronto w toalecie nieopodal sali obrad Izby Gmin wysadził się mężczyzna – celem zamachu byli politycy, ale dynamit eksplodował zbyt wcześnie. W 1989 roku uzbrojony mężczyzna porwał autobus, którym później wjechał na będące celem ataku także w środę Parliament Hill. W 1984 roku Denis Lortie zabił trzy osoby w budynku Zgromadzenia Narodowego w Quebecu. W 1982 i 2014 roku doszło do strzelanin w dwóch sądach, zaś w 1970 roku w Quebecu wprowadzono stan wojenny z powodu tzw. „Październikowego Kryzysu” w związku z aktywnością terrorystów z Frontu Wyzwolenia Quebecu. Doszło wówczas do porwania brytyjskiego dyplomaty Jamesa Richarda Crossa i wicepremiera rządu Quebecu Pierre'a Laporte'a. Ciało zamordowanego ministra odnaleziono tydzień później, wówczas premier Trudeau ogłosił stan wojenny.
Dziś nagłówki gazet i politycy brzmią tak, jak te po 11 września – „Społeczeństwo ma prawo i obowiązek walczyć”, „Będziemy ścigać spragnionych krwi terrorystów”, „Przede wszystkim musimy zostać spokojni”. Poseł John McKay, który był w budynku w czasie ataku, powiedział, że „to zmienia wszystko”. Podobny ton dominował w prasie po Kryzysie Październikowym z początku lat 70. O tym, że oto właśnie Kanada „utraciła niewinność”, nie ma więc mowy.
Jaka niewinność?
– Takie komentarze udzielane na gorąco są bardzo emocjonalne, ale często przesadzone. W środowej strzelaninie zginęła jedna osoba, kanadyjski żołnierz, skala nie była wielka, nie można więc mówić, że Kanada „straciła niewinność” – mówi dr Marcin Gabryś z Zakładu Kanady Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ.
Po 11 września w Kanadzie wiele zmieniło się w zakresie regulacji bezpieczeństwa, tak na poziomie poszczególnych prowincji, jak całego kraju. W szkołach tak bardzo obawiano się wtargnięcia uzbrojonych napastników, że uczniowie mogli wychodzić na korytarze tylko ze specjalnymi przepustkami za wiedzą nauczyciela, a najlepiej w jego towarzystwie. Próbne alarmy i ćwiczenia ewakuacji stały się częstsze niż przed zamachami na WTC.
dr Marcin Gabryś, zakład Kanady, UJ

Od 11 września Kanada doskonale zdaje sobie sprawę z zagrożenia terrorystycznego, cały kanadyjski system obrony jest dostosowany do amerykańskiego, granica jest dużo silniej strzeżona, panują bardziej surowe przepisy dotyczące imigrantów, zaostrzone kontrole na lotniskach. W kraju trwa zresztą debata o tym, jak daleko Kanada powinna się posunąć w dostosowywaniu swoich standardów bezpieczeństwa do tych amerykańskich. Dyskusja na ten temat rozpoczęła się po 11 września. Kanada wciąż jest otwarta, potrzebuje imigrantów, wciąż przyjeżdża tam około 250 tys. imigrantów rocznie, a jej polityka w tym zakresie jest oparta na wielokulturowości.

To prawda, jednak w ostatnich latach przepisy imigracyjne są bardziej restrykcyjne, co ma związek zarówno z obostrzeniami, które weszły w życie po 11 września, jak i dojściem do władzy konserwatystów w 2006 roku. W konsekwencji kładzie się większy nacisk na kontrole i bezpieczeństwo, a imigrantom, którzy wciąż postrzegani są jako fundament kulturowej mozaiki Kanady, urzędnicy – i społeczeństwo – Kanadyjczycy przyglądają się uważniej.
Przykłady? Zatrzymanie statku z imigrantami z Tajlandii u zachodnich wybrzeży w 2010 r. czy ubiegłoroczna debata o hidżabach i burkach. Wciąż jednak ludzie są bardziej uprzejmi, ufni i otwarci niż Amerykanie, co doskonale obrazuje scena z filmu „Zabawy z bronią” - Amerykanie zamykają drzwi, bo boją się, że ktoś mógłby się włamać; Kanadyjczycy nie zamykają, bo boją się, że byłoby to odebraniem im wolności. Dlatego też nie zamykają samochodów.
Nam Kanada jawi się jako wielki kraj, gdzie na ogromnych połaciach żyje niecałe 36 mln ludzi. Z dobrą polityką socjalną, niskim bezrobociem i wysokimi zarobkami. I taki jest, trzeba jednak pamiętać, że to kraj wcale niejednorodny, a jako taki zmaga się z rozmaitymi problemami. – W każdym stereotypie tkwi ziarno prawdy, więc tak, Kanada jest spokojna, przyjazna, otwarta, ale trzeba pamiętać, że Alberta różni się od Ontario, a ta prowincja różni się od Kolumbii Brytyjskiej czy Manitoby. W europejskiej percepcji Kanada często jest utożsamiana z USA – te kultury są podobne, ale są jednak znaczące różnice – tłumaczy dr Gabryś.
Protesty? W Kanadzie?
Jedną z wciąż nierozwiązanych kwestii jest sytuacja rdzennych mieszkańców Kanady. W ubiegłym roku specjalny wysłannik ONZ ds. praw rdzennej ludności James Anaya powiedział, że kraj stoi w obliczu kryzysu w tym zakresie. Od lat kanadyjski rząd próbuje przezwyciężyć napięcia i rozwiązać problemy socjalne. W dużej mierze konflikt dotyczy własności ziemi oraz bogactw naturalnych.
Debata wielokrotnie miała gwałtowny przebieg – w 2013 roku doszło do protestów Elsipogtog First Nation przeciw wydobyciu gazu łupkowego w Nowym Brunszwiku. Spłonęło sześć radiowozów, aresztowano 40 osób. Konflikt na tej linii ciągnie się od lat, w 1990 roku pod Montrealem doszło do tzw. Kryzysu Oka i starcia zbrojnego z Mohawkami. Chodziło wówczas o plany wybudowania pola golfowego w miejscu, gdzie znajdował się cmentarz Indian.
Czy jest więc Kanada, z pięknymi plażami w Kolumbii Brytyjskiej, z lodowcami i Górami Skalistymi w prowincji Alberta, z dzikimi północnymi terytoriami krajem pachnącym żywicą, gdzie aktem wandalizmu jest napisanie „Have a nice day” na podjeździe sąsiada? Tak. Ale w tym kraju tysięcy kawiarni Tima Hortonsa, legendy Wayne'a Gretzky'ego, syropu klonowego i Xaviera Dolana są też realne problemy, które sprawiają, że wcale nie jest tak niewinny, jak sądzimy. Ani tak nudny.
logo