
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, PGNiG lada dzień rozpocznie kampanię walczącą ze sprzedawcami, którzy podszywają się pod firmę. To efekt fali skarg od klientów, do których przychodzą nieuczciwi handlowcy z innych firm i stosując sztuczki albo wykorzystując naiwność konsumenta naciągają ich na podpisanie kolejnej umowy na dostarczanie gazu. Niestety od strony prawnej naciągaczy praktycznie nie da się złapać za rękę.
REKLAMA
Ludzi, którzy naciągają na podpisywanie kolejnych dokumentów czy umów, a z faktycznymi dostawcami usług nie mają nic wspólnego, nie brakuje w żadnej branży. Problem ten miała Telekomunikacja Polska, spółki gazowe, czy te z branży elektryki. O tych ostatnich niedawno pisałem – zaktywizowali się w Warszawie i jak wynika z informacji Czytelników, również na Śląsku.
”Panowie z gazowni”
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, teraz z problemem znowu boryka się PGNiG. Państwowa spółka w rozmowie ze mną przyznała, że faktycznie otrzymuje w ostatnich miesiącach liczne skargi klientów na "sprzedawców" podszywających się pod ich firmę. Firma ma zamiar ruszyć ze specjalną kampanią informacyjną. A trzeba przyznać, że naciągacze robią się jednocześnie coraz sprytniejsi i coraz bardziej bezczelni.
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, teraz z problemem znowu boryka się PGNiG. Państwowa spółka w rozmowie ze mną przyznała, że faktycznie otrzymuje w ostatnich miesiącach liczne skargi klientów na "sprzedawców" podszywających się pod ich firmę. Firma ma zamiar ruszyć ze specjalną kampanią informacyjną. A trzeba przyznać, że naciągacze robią się jednocześnie coraz sprytniejsi i coraz bardziej bezczelni.
Przede wszystkim nadal podszywają się oni pod przedstawicieli PGNiG. Przy czym nie mówią wprost: „jesteśmy pracownikami PGNiG”, a najczęściej podają się za „współpracowników”. Czasem też nie pada nazwa żadnej spółki, a jedynie stwierdzenie, że pan „przyszedł z gazowni” lub „z firmy dostarczającej państwu gaz”. Przy czym wielu z nich na ubraniach może mieć naszywki z logo PGNiG – oczywiście nielegalnie.
PGNiG – tak samo jak dostawcy internetu czy prądu – w razie jakichkolwiek zmian nie wysyła do domów klientów akwizytorów, a listy, w których zawarte są wszelkie niezbędne informacje.
Kilka rodzajów oszustwa
By więc uwiarygadniać swoje wizyty, „sprzedawcy” wymyślili kilka dobrych tłumaczeń swojej wizyty. Jeśli mają do czynienia z osobą starszą, zapewne wybiorą historyjkę o tym, że zmieniają się ceny gazu w danej taryfie i klient może mieć tańszy gaz – wystarczy, że podpisze nową umowę, podstawioną przez wizytującego.
By więc uwiarygadniać swoje wizyty, „sprzedawcy” wymyślili kilka dobrych tłumaczeń swojej wizyty. Jeśli mają do czynienia z osobą starszą, zapewne wybiorą historyjkę o tym, że zmieniają się ceny gazu w danej taryfie i klient może mieć tańszy gaz – wystarczy, że podpisze nową umowę, podstawioną przez wizytującego.
Tutaj pojawiają się od razu dwa warianty. W pierwszym klasycznie dublujemy umowę na dostarczanie gazu, o czym oczywiście „sprzedawca nie informuje”. W drugim co sprytniejsi mogą proponować nadanie im pełnomocnictwa do rozwiązania dotychczasowej umowy z PGNiG – i może to wyglądać wiarygodnie, jako rozwiązanie dotychczasowej, „drogiej” umowy, by podpisać nową, „tańszą”. W efekcie jednak jest to po prostu zdublowanie umowy i płacenie podwójnych rachunków, w lepszym wypadku – rozwiązanie umowy z PGNiG i zazwyczaj zgoda na droższe dostawy od innej firmy. Oczywiście na takie informacje jak czas i warunki odstąpienia czy w ogóle nowe warunki umowy nie możemy liczyć – naciągacz na pewno o tym nie opowie.
Kreatywność „sprzedawców” nie zna granic, jeśli chodzi o przekonywanie ludzi do podpisywania nieznanych umów. Jak udało nam się dowiedzieć, jeden z klientów w piśmie do PGNiG opisał, jak to miał dostać tańszy gaz, bo „jest dobrym płatnikiem” i „firma go wybrała do zmniejszenia ceny gazu”.
Łatwo wychwycić ich kłamstwa
Wśród sprzedawców i ich pracodawców panuje też szybki przepływ informacji. Wedle relacji jednej z klientek, tuż po podpisaniu umowy zadzwoniła do niej firma, z której przyszedł „sprzedawca”. Kobieta zdążyła już wtedy zorientować się, że została naciągnięta i oświadczyła, że umowę zrywa z efektem natychmiastowym. Od razu wrócił do niej „agent”, który groził, że nie ma ona „żadnych szans wycofania się umowy”. Co jest oczywistym kłamstwem, bo w świetle prawa od umowy zawartej poza siedzibą firmy możemy odstąpić w ciągu 10 dni.
Wśród sprzedawców i ich pracodawców panuje też szybki przepływ informacji. Wedle relacji jednej z klientek, tuż po podpisaniu umowy zadzwoniła do niej firma, z której przyszedł „sprzedawca”. Kobieta zdążyła już wtedy zorientować się, że została naciągnięta i oświadczyła, że umowę zrywa z efektem natychmiastowym. Od razu wrócił do niej „agent”, który groził, że nie ma ona „żadnych szans wycofania się umowy”. Co jest oczywistym kłamstwem, bo w świetle prawa od umowy zawartej poza siedzibą firmy możemy odstąpić w ciągu 10 dni.
Inną metodą przekonania potencjalnej ofiary do podpisania umowy jest stwierdzenie, że od teraz „PGNiG dostarcza tylko gaz, a my to dalej sprzedajemy indywidualnym odbiorcom i fakturujemy”. To nawet bardziej ewidentne kłamstwo niż poprzednie – ale łatwo jest się na nie nabrać, jeśli nigdy nie interesowaliśmy się szczegółami naszych umów.
Ofiarami tego procederu, jak to zwykle bywa, padają najczęściej osoby starsze. Ale i na młodszych nieuczciwi sprzedawcy znaleźli sposób.
Gdy klient wysiada na przykład z samochodu z dziećmi czy idzie do domu z zakupami, „agent” podbiega i mówi, że zmieniają się warunki umowy albo będą niższe ceny, trzeba tylko podpisać. Zabiegani dorośli zazwyczaj widzą wtedy naszywkę z logo PGNiG i dla świętego spokoju podpisują szybko nową umowę. Przy czym niektórzy idą jeszcze dalej, i oprócz nowej umowy na dostarczanie gazu chcą wyciągnąć więcej – dają więc np. do podpisania umowę o kupno ubezpieczeń czy innych dodatkowych produktów.
Nie da się ich złapać za rękę
Problem jest duży, bo PGNiG obecnie ma ok. 6,5 miliona klientów indywidualnych, w tym wiele osób starszych. Firm, które dopuszczają się takich metod „sprzedaży”, nie da się na gorącym uczynku złapać za rękę. Przede wszystkim bowiem nie zatrudniają one bezpośrednio „agentów”, a wynajmują do tego zewnętrzne firmy. Gdy więc do winowajcy przychodzi skarga na nieuczciwego „sprzedawcę”, ten odpowiada, że nie ma na to wpływu – bo handlowców zatrudnia poprzez outsourcing.
Problem jest duży, bo PGNiG obecnie ma ok. 6,5 miliona klientów indywidualnych, w tym wiele osób starszych. Firm, które dopuszczają się takich metod „sprzedaży”, nie da się na gorącym uczynku złapać za rękę. Przede wszystkim bowiem nie zatrudniają one bezpośrednio „agentów”, a wynajmują do tego zewnętrzne firmy. Gdy więc do winowajcy przychodzi skarga na nieuczciwego „sprzedawcę”, ten odpowiada, że nie ma na to wpływu – bo handlowców zatrudnia poprzez outsourcing.
Nie ma też za bardzo sposobu, by udowodnić, że dana osoba dopuściła się oszustwa w postaci np. podszywania pod pracownika PGNiG. Jak bowiem udowodnić, że sprzedawca podał się za przedstawiciela PGNiG? Trzeba by go nagrać, a nagrywać możemy tylko za zgodą drugiej strony. Ewentualnie, w trakcie wizyty, można wezwać policję, ale i wtedy będzie trudno w sądzie dojść swoich praw.
Dlatego też PGNiG startuje z kampanią na ten temat – nie ma bowiem innej możliwości walczenia z tym procederem, ani tym bardziej pełnego wyeliminowania go. Zanim jednak zawisną billboardy i pojawią się reklamy w telewizji – o ile się pojawią, bo szczegółów kampanii nie znamy – warto uświadomić swoich bliskich, szczególnie osoby starsze, że naciągacz odwiedzić także ich.
