
Po niezbyt entuzjastycznie przyjętym filmie "Jobs", swoich sił na polu zobrazowania życia założyciela Apple spróbuje kolejny reżyser. Tym razem w rolę Steve'a Jobsa wcieli się Christian Bale, który budzi równie dużo kontrowersji co wcześniej Ashton Kutcher.
REKLAMA
"Jobs" z 2013 roku miał być wielkim hitem, okazał się... letni. Kutchera krytykowano za to, że za bardzo przypominał siebie, a za mało wielkiego wizjonera - a był to tylko jeden z wielu zarzutów wobec filmu. Wyniki finansowe produkcji potwierdziły tylko, że film został przyjęty średnio, a już na pewno nie został jednym z największych hitów roku.
To nie zniechęca ani Aarona Sorkina, który pisze scenariusz do nowego filmu o szefie Apple, ani Christiana Bale'a, który zagra główną rolę. Jak twierdzi ten pierwszy, aktor nie musiał nawet przychodzić na przesłuchanie - było wyłącznie "spotkanie". Jak tłumaczył Sorkin, Bale jest najlepszym aktorem w przedziale wiekowym, który interesuje twórców.
Jak podkreśla scenarzysta, Bale'a czeka nie lada wyzwanie - ma mieć więcej tekstu do nauczenia niż "w trzech filmach razem", bo nie istnieje scena, w której Jobs się nie pojawia.
Źródło: CNBC
