
Jak w każdy ostatni piątek miesiąca rowerzyści w wielu polskich miastach o godzinie 18 ruszą w zorganizowanym przejedzie nazywanym masą krytyczną. W większych ośrodkach miejskich wiąże się to z utrudnieniami dla kierowców, a do tego dochodzi jeszcze zwiększony ruch w przededniu 1 listopada. "To nie jest masa krytyczna. To ciemna masa", "ciemna masa frustratów", "cyklodebile" – oburzają się internauci.
Sytuacja powtarza się praktycznie co miesiąc. Kilka tysięcy cyklistów rusza z centrum ulicami miasta. W korkach stoją kierowcy i użytkownicy komunikacji miejskiej – bo masa krytyczna przecina też tory tramwajowe blokując przejazd czasem nawet na pół godziny. Teraz sytuacja budzi jeszcze większe kontrowersje, bo wypada dzień przed Wszystkich Świętych.
Data to nie problem Policja i urzędnicy miejscy nie mogą odmówić organizacji przejazdu ponieważ rowerzyści powołują się na prawo do zgromadzeń zagwarantowanych w Konstytucji RP. Funkcjonariusze zdają sobie sprawę, że termin październikowej imprezy wypada pechowo w czasie wzmożenia ruchu na drogach. – Nie mamy na to wpływu. Niemniej jednak, to dość niefortunny termin – przekonuje w Radiu Kraków Witold Norek z małopolskiej drogówki.
Wojciech Kaszuba, warszawska masa krytyczna
Zapytani przez nas przedstawiciele warszawskiej masy krytycznej wyjaśniają, że 31 października nie jest szczególną datą. – Już wcześniej organizowaliśmy masę, która nakładała się z innymi świętami. Uważamy, że lepiej jak trasa jest znana wcześniej niż mielibyśmy rezygnować z przejazdu, bo wiele osób i tak by przyjechało i jeździliby po mieście w niezorganizowanych grupach – mówi w rozmowie z naTemat Wojciech Kaszuba z warszawskiej masy krytycznej.
W jego opinii ani zmiana daty przejazdu, ani jej całkowite odwołanie nie przyniosłoby pożądanego efektu. Dlaczego? Bo uczestnicy masy nie sprawdzają, czy przejazd nie został odwołany i przyjeżdżają na umówione miejsce w ciemno. – Ten termin jest stały i mocno wrósł w świadomość – wyjaśnia Kaszuba.
Masa to zgromadzenie czy przejazd? Jednak te argumenty nie przekonują zbyt wielu kierowców. Uważają oni, że cykliści są po prostu złośliwi, a masę krytyczna uważają już za bezcelową, bo ścieżki rowerowe są i tak budowane.
– Teraz już nikt nie ma złudzeń, że robicie to tylko po to, żeby coś pokazać i nie obchodzi was osiągnięty cel – grzmi internauta o nicku erty. Z kolei Dariusz pisze, że "teraz chamami okazali się rowerzyści". – Trochę pomyślunku! – podkreśla.
Opinie internautów
Ostatnie tak duże zamieszanie wokół zorganizowanych przejazdów rowerzystów zdarzyło się w Łodzi, gdzie jeden z uczestników masy potrącił 85-letniego pieszego. Starszy pan chciał wykorzystać lukę w przejeździe i przejść przez pasy, chociaż przejście było oficjalne zamknięte. Skończyło się na potłuczeniach, ale na Facebooku szybko powstała grupa: "Stop masie krytycznej w Łodzi", która skupia już blisko 7 tys. osób.
Wówczas padł argument, że masa krytyczna ma charakter wycieczki, a nie manifestacji i pozwolenie na jej organizację nie powinno być wydawane w oparciu o ustawę o zgromadzeniach. Bardziej przypomina imprezę masową (jak np. biegi uliczne), gdzie organizator odpowiada za całość organizacji, w tym koszty. Krytycy przejazdów w Łodzi przekonywali nas, że mają też wątpliwości, czy masa jest przejściem, jak mówi ustawa o zgromadzeniach, czy raczej przejazdem.
Masa zawitała do Polski pod koniec lat 90-tych. Od tego czasu jest stałym gościem w kilkudziesięciu miastach, a w największych przejazdach skupia po kilka tysięcy cyklistów. Spotkania te odbywają się pod hasłem "My nie blokujemy ruchu, my jesteśmy ruchem”.
W Warszawie październikowa edycja liczy 17 km. Rowerzyści ruszą z pl. Zamkowego i pojadą trasą: Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat, Świętokrzyska, rondo ONZ, Prosta, Żelazna, Aleje Jerozolimskie, most i al. Poniatowskiego, Zieleniecka, Targowa, al. Solidarności, most Śląsko-Dąbrowski, al. Solidarności, pl. Bankowy, Marszałkowska, Aleje Jerozolimskie, Nowy Świat i z powrotem przez Krakowskie Przedmieście na Stare Miasto.
