
Na worku ze śmieciami miałyby się znaleźć informacje takie jak imię, nazwisko, adres zamieszkania wytwórcy odpadów. To znacząco ogranicza prawo do zachowania prywatności, co więcej ułatwia kradzież danych. Cytując klasyka można by stwierdzić: permanentna inwigilacja.
REKLAMA
Polacy wyrzucają do śmieci co popadnie. Badania GIODO z 2007 roku pokazały, że w jednym na trzy worki z odpadami znajdują się dokumenty, z czego 87 proc. jest całkowicie identyfikowalnych, natomiast 64 proc. zawierało dane, które mogłyby prowadzić do kradzieży tożsamości.
Jeśli propozycja Ministerstwa Środowiska wejdzie w życie, to nawet ci najbardziej zapobiegliwi nie schowają intymnych szczegółów swojego życia. Oznaczone worki pozwolą ustalić nawyki żywieniowe danej osoby, używki jakie stosuje, choroby, na które się leczy, a nawet intensywność życia seksualnego.
Fundacja Panoptykon bije w związku z tym na alarm. Rynek śmieciowy jest obecnie wart 3,3 mld zł rocznie. Bardzo możliwe, że wraz z dostępem do danych Polaków, jego wartość jeszcze wzrośnie. Co więcej, w Polsce zdarzały się już przypadki, kiedy gminy, przy zbieraniu deklaracji śmieciowych, zbierały także cenne informacje o swoich mieszkańcach. Np. w gminie Kartuzy mieszkańcy musieli odpowiedzieć na pytanie o stopień pokrewieństwa osób zameldowanych w danym lokalu.
Skok na dane będzie ułatwieniem nie tylko dla złodziei tożsamości, lecz także dla badaczy rynku, którzy będą starali się celniej trafić w nasze potrzeby, by skuteczniej sprzedać nam jakiś produkt.
Źródło: panoptykon.org
