31 października skończyła się epoka Barroso w UE.
31 października skończyła się epoka Barroso w UE. Fot. Krzysztof Karolczyk / Agencja Gazeta

31 października Jose Manuel Duaro Barroso przestał być szefem Komisji Europejskiej. To drugi najdłużej urzędujący „premier Unii Europejskiej”. I to widać, bo jego wpływowi na kształt wspólnoty nie da się zaprzeczyć. I nie tylko Unii, także Polski.

REKLAMA
Został szefem najważniejszej instytucji Unii Europejskiej, dlatego że nikomu nie wadził. Byli lepsi kandydaci, z ciekawszą wizją i odważniejszymi pomysłami. Ale on był najmniej kontrowersyjny. Później takie kryterium wyboru zastosowano przy Hermanie van Rompuyu, którego 1 grudnia zastąpi Donald Tusk. Dla większości to zarzut, ale w sytuacji, gdy trzeba pogodzić stanowiska 28 krajów nie można na siłę forsować swojej opinii.
Ojciec rozszerzenia
I taki był przez dziesięć lat Barroso na czele Komisji Europejskiej. Mocno współpracował z najważniejszymi krajami UE, czyli Niemcami, Francją, Wielką Brytanią czy Włochami. Ale starał się też, by średnie i małe państwa nie czuły się pokrzywdzone, choć te ostatnie dopieszczał głównie wizytami.
Janusz Lewandowski, który pracował z Barroso przez prawie pięć lat nie chce mówić o „epoce”. – Na pewno dekada Barroso – przyznaje w rozmowie z naTemat. – Jego dwie kadencje są nieporównywalne do siebie. Pierwsza stała pod znakiem rozszerzenia. Ten skok z 15 do 28 państw to duża zmiana. Druga kadencja to zarządzanie kryzysem: finansowym, a później ukraińskim i bliskowschodnim – wskazuje polityk PO.
Największa ofiara kryzysu finansowego
Ale rzeczywiście najważniejsza stała się walka z krachem, choć Barroso nie odgrywał w niej pierwszych skrzypiec. – Narzędzia do tej walki nie były wystarczające, ale Komisji chodziło głównie o przebudowanie Unii na niepogodę, bo dotychczas była ona budowana na pogodę – opisuje Janusz Lewandowski. – Gaszono doraźnie pożary: Grecja, Irlandia, Portugalia, banki hiszpańskie czy Cypr, ale w międzyczasie trwała przebudowa instytucji – wskazuje były komisarz ds. programowania budżetowego.
Janusz Lewandowski

Głównym problemem Barroso i nas w Komisji było to, że szereg rzeczy działo się międzyrządowo, a nie wspólnotowo. Naszym zadaniem było to sprowadzić na grunt instytucji Unii. Pakt fiskalny stał się właśnie taki, bo początkowo te ustalenia przebiegały między rządami

"Primus inter pares"
Ale dla Polski największe znaczenie miał unijny budżet na lata 2014-2020.
– Na Polskę mniej wpłynęły przedsięwzięcia kredytowe, bo one były przeznaczone dla strefy euro. My odgrywaliśmy rolę spinacza, bo nie chcieliśmy podziału Unii. Jednak zdecydowanie najważniejsze dla nas było ogłoszenie w 2011 roku i obronienie w Parlamencie 7-latki, czyli perspektywy budżetowej do 2020 roku – ocenia Janusz Lewandowski.
– O ile przebudowa strefy euro i budżet to były główne problemy do 2013 roku, to w 2014 roku stała się nią energetyka – mówi. – Barroso był primus inter pares. Nie miałem wielkich kłopotów z czymś, co dla polski było największym wyzwaniem, czyli siedmiolatką. On był sprzymierzeńcem realistycznego podejścia, bo sparzył się w 2004 roku kiedy przedstawiono zbiór życzeń. Teraz zaprezentowano znacznie bardziej realistyczne podejście – dodaje.
Zapamiętają go, choć nie zasłużył
Bilionem euro na inwestycje chwali się też sam Lewandowski w broszurze wydanej przez ustępującą Komisję. Barroso wśród priorytetów wskazuje też zmniejszenie biurokracji, dzięki któremu unijni przedsiębiorcy mają oszczędzić ok. 30 mld euro. W tym celu zniknie ok. 6 tys. regulacji. Znacząco, bo aż o 40 proc., zmniejszyła się też liczba regulacji wydawanych przez Komisję. A miał co ograniczać, bo KE to jeden z największych producentów unijnych przepisów. Ale do tego wszyscy się już przyzwyczaili.
– Barroso zostanie zapamiętany, ale nie za sprawą zasług – ocenia Dominika Cosic, brukselska korespondentka „Dziennika Gazety Prawnej”.
– To za jego kadencji dokonało się wielkie rozszerzenie, to coś bezprecedensowego, z tym go będziemy kojarzyć. On może zostać zapamiętamy nie jako najgorszy, ale na pewno nie jako najlepszy – dodaje.
Ważny dla Polaków
Dziennikarka dodaje, że na jego działalność mocno wpłynął kryzys. – To był początek końca Barroso. Jeszcze lata 2004-2008 to był dobry czas dla Barroso. Może nie był mocną osobowością, ale był koncyliacyjny, dbał o małe i średnie kraje. Załamanie przyszło w 2008 roku, gdy wybuchł kryzys, a Komisja Europejska milczała i stery przejął Sarkozy, bo trwała francuska prezydencja – dodaje redaktor Cosic.
– Z polskiego punktu widzenia najważniejsze osiągnięcie to polityka regionalna, czyli duże fundusze strukturalne, które do nas trafią – ocenia dziennikarka „DGP”. – Poza tym należy docenić powstanie zrębów polityki energetycznej. Z drugiej strony istniej też polityka klimatyczna, która niespecjalnie nam pomaga – mówi korespondentka w Brukseli.
Pionier
I wcale nie powinien się cieszyć z tego, że przez te 10 lat nikogo na poważnie nie wkurzył. – To dowód na jego słabość – przekonuje Cosic. Żartowano nawet w Brukseli. Kiedy go wybrano w 2009 roku zastanawiano się co komu obiecał i czy sam będzie w stanie to zapamiętać. Wiedziano, że będzie zakładnikiem tych obietnic. Sam Barroso nie budził sprzeciwu unijnych polityków, ewentualnie jego komisarze – dodaje dziennikarka „Dziennika Gazety Prawnej”.
Ogromnym wyzwaniem było przystosowanie Unii do nowego kształtu, nie tylko jeśli chodzi o liczbę członków. Wszak to za czasów Barroso wszedł w życie Traktat Lizboński reformujący instytucję UE.
Niezamknięte sprawy
– Wielu przewidywało, że dwóch szefów unijnych instytucji położonych przy tej samej ulicy nie będzie w stanie współpracować dla dobra Europy. Wydaje mi się, że pokazaliśmy, że pracując razem, z poszanowaniem rozdziału naszych ról, poczyniliśmy dobry wkład w Unię Europejską – powiedział po swojej ostatniej Radzie Europejskiej.
Ale zostawia też sporo niezałatwionych spraw. Przede wszystkim nadal trwają negocjacje niezwykle ważnego porozumienia handlowego Unia Europejska – Stany Zjednoczone. Jean Claude Juncker sporo kłopotów będzie miał z Wielką Brytania i jej premierem Davidem Cameronem.
W cieniu następcy
Europejska gospodarka będzie musiała poradzić sobie z konsekwencjami drugiego pakietu klimatycznego. Pierwszy, przyjęty podczas pierwszej kadencji Barroso, był znacznie mniej kosztowny, bo i stawiane przed krajami członkowskimi cele były mniej ambitne. Teraz redukcja emisji ma wynieść 40 proc. i swój udział w tym ma też Barroso.
Były premier Portugalii zostanie zapamiętany, ale niekoniecznie dobrze. Na tle znacznie bardziej energicznego Jeana Claude’a Junckera wypadnie po prostu blado. Ale taka jest logika wyboru unijnych liderów.