
"Niemcy, na front!" – tak według niemieckiego dziennika "Neues Deutschland" w skrócie brzmiało wystąpienie wicepremiera i ministra obrony narodowej Tomasza Siemoniaka podczas niedawnego spotkania z dowódcami Bundeswehry. Niemcy podkreślają, że Siemoniak w bardzo mocnych słowach domagał się znacznie większego zaangażowania Bundeswehry w obronę wschodniej flanki NATO.
REKLAMA
I kto to pisze...?
– Potrzebujemy mocnej i aktywnej Bundeswehry, która pomna historycznych doświadczeń nie ucieka przed współodpowiedzialnością za wspólne bezpieczeństwo i obronność swoich sojuszników – mówił Tomasz Siemoniak do szefostwa niemieckiej armii, czemu przysłuchiwała się niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen.
– Potrzebujemy mocnej i aktywnej Bundeswehry, która pomna historycznych doświadczeń nie ucieka przed współodpowiedzialnością za wspólne bezpieczeństwo i obronność swoich sojuszników – mówił Tomasz Siemoniak do szefostwa niemieckiej armii, czemu przysłuchiwała się niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen.
W minionym tygodniu dość mocno tymi słowami żyły przede wszystkim polskie media, ale w weekend nad apelem polskiego wicepremiera i szefa resortu obrony postanowili pochylić się także dziennikarze wydawanego za Odrą lewicowego pisma "Neues Deutschland", które nazywa Siemoniaka "hardlinerem nowej szkoły" i zdaje się w ten sposób sugerować, że to jeden z orędowników nowej zimnej wojny.
W sobotę te cytaty z "Neues Deutschland" chętnie pojawiają się w wielu polskich mediach, które zwykle zapominają jednak podkreślić, iż to redakcja, która dość otwarcie kultywuje tradycje organu medialnego dawnego komunistycznego reżimu NRD. Przez dekady dziennik był bowiem NRD-owskim odpowiednikiem "Trybuny Ludu", a dziś sporo udziałów w nim ma partia Die Linke.
"Drogi Tomasz" i lista życzeń
Krytyczni wobec obecnej ekipy rządzącej w Berlinie dziennikarze podkreślają, że Polak jest nazywany przez minister von der Leyen "drogim Tomaszem". I że nie bał się przedstawienia długiej i szczegółowej listy żądań pod adresem Bundeswehry.
Krytyczni wobec obecnej ekipy rządzącej w Berlinie dziennikarze podkreślają, że Polak jest nazywany przez minister von der Leyen "drogim Tomaszem". I że nie bał się przedstawienia długiej i szczegółowej listy żądań pod adresem Bundeswehry.
W "Neues Deutschland" zwracają również uwagę, że zastępca premier Ewy Kopacz mocno naciskał w Niemczech na umacnianie relacji transatlantyckich. Podczas środowego spotkania Tomasz Siemoniak mówił bowiem równie mocno o tym, iż w Polsce "liczymy na niemieckiego sojusznika", co wskazywał na konieczność zwiększenia w Europie NATO-wskiej i amerykańskiej obecności.
Źródło: neues-deutschland.de
