
Tegoroczna kampania wyborcza Prawa i Sprawiedliwości nie robi na was wrażenia? Nic dziwnego, skoro prowadzona jest nie dla milionów zwykłych Polaków, a jedynie "najważniejszego wyborcy". Tak Jarosława Kaczyńskiego nazywa najnowszy "Newsweek" i przedstawia szczegóły nowej wewnątrzpartyjnej walki między młodymi spin doctorami, która prowadzi do sabotowania działań korzystnych dla ugrupowania.
REKLAMA
Polityczny trup ściele się gęsto
Według Michała Krzymowskiego, nowa wojna w Prawie i Sprawiedliwości trwa między rzecznikiem partii Adamem Hofmanem, a kroczącym brutalnie po coraz większą władzę w partii Marcinem Mastalerkiem. Protegowany Joachima Brudzińskiego, który w zaledwie kilka lat przebił się z szeregów PiS-owskiej młodzieżówki do Sejmu ma dziś przy Nowogrodzkiej pseudonim... "Breivik". A najważniejszym przełomem w jego błyskotliwej karierze był moment, gdy Jarosław Kaczyński wypatrzył jego zdolności do sprawnego rozprawiania się nie z platformersami, a kolegami z PiS.
Według Michała Krzymowskiego, nowa wojna w Prawie i Sprawiedliwości trwa między rzecznikiem partii Adamem Hofmanem, a kroczącym brutalnie po coraz większą władzę w partii Marcinem Mastalerkiem. Protegowany Joachima Brudzińskiego, który w zaledwie kilka lat przebił się z szeregów PiS-owskiej młodzieżówki do Sejmu ma dziś przy Nowogrodzkiej pseudonim... "Breivik". A najważniejszym przełomem w jego błyskotliwej karierze był moment, gdy Jarosław Kaczyński wypatrzył jego zdolności do sprawnego rozprawiania się nie z platformersami, a kolegami z PiS.
"Newsweek" przytacza tu szczególnie najnowsze dokonanie Marcina Mastalerka, który miał jednym "kompromitującym" zdjęciem zniszczyć marzenia posła Dariusza Seligi o zdobyciu fotelu prezydenta miasta w jego rodzinnych Skierniewicach. Te plany nie spodobały się Mastalerkowi i do prezesa Kaczyńskiego przyszedł z fotografią, na której widać uśmiechniętego posła Seligę w towarzystwie... prezydenta Bronisława Komorowskiego. Szybko trzeba było szukać w Skierniewicach kogoś lepszego.
Dorwać Hofmana, dorwać Mastalerka
Głównym celem Marcina Mastalerka podobno jest jednak Adam Hofman. I wzajemnie. Jak zdradzają rozmówcy Krzymowskiego, z tego konfliktu najbardziej cieszy się Jarosław Kaczyński, który z premedytacją ustanowił Mastalerka zastępcą Hofmana. Dlaczego? Wzajemna walka równoważy ich aspiracje, żaden więc nie urośnie w siłę.
Głównym celem Marcina Mastalerka podobno jest jednak Adam Hofman. I wzajemnie. Jak zdradzają rozmówcy Krzymowskiego, z tego konfliktu najbardziej cieszy się Jarosław Kaczyński, który z premedytacją ustanowił Mastalerka zastępcą Hofmana. Dlaczego? Wzajemna walka równoważy ich aspiracje, żaden więc nie urośnie w siłę.
Dla bezpieczeństwa prezesa i jego zaufanych ludzi to coś wręcz fantastycznego, ale najnowszy "Newsweek" przypomina, że efektem ubocznym jest fakt, iż wyraźnie kuleje trwająca kampania wyborcza przed wyborami samorządowymi. I nie chodzi tylko o to, że jeden ze spin doctorów skutecznie wyciął kandydata, który miał szansę wygrać dla PiS w swoim mieście. Tygodnik wskazuje też na jakość PiS-owskich konwencji i spotkań z wyborcami, które przypominają raczej początek lat 90-tych, a nie nowoczesną politykę.
Kogo obchodzi jakaś kampania...?
- Hofman i Mastalerek, nasi spin doktorzy, są zajęci sobą, więc partia realizuje linię wytyczoną przez pozostałych członków sztabu - żali się w rozmowie z Michałem Krzymowskim jeden z polityków PiS. Zajęci swoją wojną spece od marketingu politycznego oddali kampanię w ręce Joachima Brudzińskiego, który podobno "zawsze uważał, że PR to szarlataneria, która tylko zraża ludzi".
- Hofman i Mastalerek, nasi spin doktorzy, są zajęci sobą, więc partia realizuje linię wytyczoną przez pozostałych członków sztabu - żali się w rozmowie z Michałem Krzymowskim jeden z polityków PiS. Zajęci swoją wojną spece od marketingu politycznego oddali kampanię w ręce Joachima Brudzińskiego, który podobno "zawsze uważał, że PR to szarlataneria, która tylko zraża ludzi".
- To sytuacja jak z kawału o bacy, który piłuje gałąź, na której siedzi, a potem zastanawia się, dlaczego zleciał. Kaczyński robi to samo od lat. Najpierw z obawy o to, by nikt mu nie zagroził, napuszcza na siebie ludzi. A potem się dziwi, że w partii jest zła atmosfera i ludzie wzajemnie sabotują swoje pomysły - dodaje rozmówca tygodnika.
