
Zakończyły się głosowania w utworzonych przez separatystów i nieuznawanych zarówno przez Zachód, jak i Ukrainę, "republikach": donieckiej i ługańskiej. Rosja już zadeklarowała, że ma zamiar z nowymi "władzami" współpracować, ale nikt poza nią nie uznaje wyborów.
REKLAMA
W niedzielę w Donieckiej Republice Ludowej i Ługańskiej Republice Ludowej – utworzonych przez separatystów po tym, jak rozpoczęła się wojna na Ukrainie – odbyły się wybory do władz wykonawczych i parlamentów. Zachód nie uznaje tych wyborów, tak samo jak samych republik.
Nie ma jeszcze nawet wstępnych wyników wyborów, ale wszyscy chyba wiedzą, że nowa władza będzie prorosyjska, by nie powiedzieć: wskazana przez Kreml. Rosjanie bowiem już oświadczyli, że z nowo wybranymi władzami republik będą współpracować. Rosyjscy politycy tłumaczą, że skoro wybory się odbyły bez problemów, to znaczy, że mieszkańcom republik nowa władza odpowiada.
Obecne władze tych quasi-państw odmówiły zorganizowania na swoim terytorium powszechnych wyborów, jakie odbyły się 26 października na całej Ukrainie. Nie mają też zamiaru włączać się w wybory samorządowe 7 grudnia.
Władze Ukrainy, w tym prezydent Petro Poroszenko, uznały wybory za farsę, która na dodatek przeczy ustaleniom z Mińska – uzgodniono tam, że jakiekolwiek wybory muszą być oparte o prawo ukraińskie i przeprowadzone tylko za zgodą władz kraju.
Źródło: TVN24
