Waszczykowski o wyborach separatystów: Rosja pokazała, że zależy jej na trwałym oderwaniu tych terenów od Ukrainy
Waszczykowski o wyborach separatystów: Rosja pokazała, że zależy jej na trwałym oderwaniu tych terenów od Ukrainy Fot. S. Kamiński / Agencja Gazeta

– Przez lata Rosję traktowano jako kraj z traumą, któremu trzeba pomóc, zrozumieć. Bo Rosja pomogła zakończyć zimną wojnę, bo dostarcza światu wielu surowców i energii, bo zakładano, że Rosja ma specjalne prawa na niektórych obszarach byłego ZSRR. Tworzono niekończącą się listę usprawiedliwień, a dzisiaj mamy tego efekt: Rosja uznała, że ma jeszcze dalsze możliwości zdobywania potęg. I odzyskiwania tego, co straciła jako ZSRR – mówi w "Bez autoryzacji" Witold Waszczykowski z PiS, komentując wybory w republikach separatystów na Ukrainie.

REKLAMA

Jakie faktyczne znaczenie mają te wybory dla relacji ukraińsko-rosyjskich?

Będą rzutować negatywnie na relacje Rosji z Ukrainą. Przeprowadzając wybory we wschodnim Donbasie Rosja jasno przekazała, że zależy jej na trwałym oderwaniu tego terytorium od Ukrainy. To gest nieprzyjazny, który będzie skutkował kolejnymi negatywnymi reperkusjami.

Pana zdaniem istnieje jeszcze szansa na to, by Ukraina odzyskała Donbas i Ługańsk?

W polityce wszystko jest możliwe, ale trzeba patrzeć na podobne sytuacje w tamtym regionie. Mamy tam Naddniestrze, które od dwudziestu kilku lat jest taką quasi-niezależną enklawą. Sposobu rozwiązania tego problemu nie widać. W Gruzji są kolejne dwie oderwane prowincje: Abchazja i Osetia, też od ok. 20 lat. Te przykłady pokazują, że to, co robi Rosja na Ukrainie, na Krymie i w Donbasie, może zamienić się właśnie w takie trwałe, wieloletnie enklawy.

Z tego co Pan mówi wynika, że rację miał ostatnio Michaił Gorbaczow, który stwierdził, że Zachód czy tego chce, czy nie, musi pogodzić się z zajęciem Krymu przez Rosję. Musi?

Nie musi, ale nie ma woli i determinacji do tego, by te sprawy przekreślić. A to negatywnie odbija się na stosunkach międzynarodowych na świecie. Jeśli pozwolimy Rosji bezkarnie zajmować tereny innego państwa, to jest to negatywny przykład dla innych krajów, które mogłyby chcieć rozwiązać w ten sposób swoje problemy. Wiadomo, jakie są zakusy niektórych dużych państw wobec kilku mniejszych – tam można oczekiwać takiej „korekty granic”. Pozwalanie Rosji na takie „korekty” to zachęta: jeśli jednemu pozwolono rozwiązać taki problem metodą siłową, to inne mocarstwa też będą miały taką pokusę.

Czyli, de facto, cała stabilizacja, usankcjonowana prawnie, wzięłaby w łeb. Bo skoro Rosja może, to inni też.

To byłby koniec prawa międzynarodowego, które zaczęliśmy tworzyć w 1815 roku na Kongresie Wiedeńskim. A tworzono je właśnie po to, żeby nie można było zmieniać granic siłą, by wojna nie była instrumentem rozwiązywania sporów. Jeśli dopuścimy, zaakceptujemy agresję nawet w taki pragmatyczny sposób, to będzie to właśnie koniec prawa międzynarodowego.

W takim razie ów koniec zbliża się nieuchronnie, bo chociaż Zachód nie uznaje republik Ługańska i Doniecka ani wyborów, które się tam odbyły, to sprzeciwy USA i UE stały się obiektem kpin. „Potrafią wyrazić tylko zaniepokojenie” - drwi się w komentarzach. Ten sprzeciw przeciwko wyborom to też tylko poza?

To absolutne minimum, by nie uznać tych zmian, a w następstwie nie podjąć współpracy gospodarczej z tymi obszarami. To będzie oczywiście miało negatywne konsekwencje dla mieszkańców, bo oni w zasadzie staną się bezpaństwowcami. Takiej strukturze nikt nie udzieli międzynarodowych pożyczek, żadne poważne firmy nie podejmą współpracy. Co oczywiście nie oznacza, że nie będzie dało się tam żyć, bo przecież Naddniestrze jakoś funkcjonuje, zajęty przez Turcję kawałek Cypru też, podobnie w Abchazji i Osetii. Ale gospodarczo życie tych enklaw jest skazane tylko na swojego hegemona, a to nie jest metoda na rozwój tych obszarów, tylko na ich wegetację. I kryminalizację, bo tam tworzą się przyczółki przemytników, kryminalistów, takie enklawy to często siedliska zbrodni na świecie.

Wracając jednak na chwilę do Zachodu – ten będzie bezczynnie patrzył, jak rozwija się „niezależność” republik Ługańska i Doniecka?

Zachód nie ma w ogóle pomysłu jak prowadzić relacje z Rosją. Przez lata traktowano ją jako kraj z traumą, któremu trzeba pomóc, zrozumieć. Bo Rosja pomogła zakończyć zimną wojnę, bo dostarcza światu wielu surowców i energii, bo zakładano, że Rosja ma specjalne prawa na niektórych obszarach byłego ZSRR. Tworzono niekończącą się listę usprawiedliwień, a dzisiaj mamy tego efekt: Rosja uznała, że ma jeszcze dalsze możliwości zdobywania potęg. I odzyskiwania tego, co straciła jako ZSRR.