
W tym roku wyjątkowo wyraźnie zarysował się problem uczniów, którzy zaczynają bardziej zaawansowaną naukę w klasie IV szkoły podstawowej. Na tym etapie edukacji pojawiają się już nowe przedmioty, znikają także oceny opisowe. Do czwartej klasy poszło właśnie pokolenie, które zaczynało szkołę jako 6-latki. Zarówno rodzice, jak i dzieci nie radzą sobie z nadmiarem zadań.
REKLAMA
W trakcie pierwszych trzech lat edukacji dziecko pozostaje pod kloszem. Nauczyciele są empatyczni i starają się zaadaptować swoich wychowanków do nowych warunków. Czwarta klasa jest cezurą, która wyznacza granice okresu ochronnego, pojawiają się oceny wyrażone w stopniach, dochodzą nowe, bardziej wymagające przedmioty, uczniami zajmują się nauczyciele przyzwyczajeni do starszych roczników.
I właśnie na tym ma polegać problem - nauczyciele nie przystosowują ucznia do nowej rzeczywistości. Jako sposób rozwiązania tego problemu wnioskuje się zorganizowanie tzw. zespołów nauczycielskich. Chodzi o współpracę i wymianę informacji o uczniach między nauczycielem z trzeciej klasy i tym z czwartej - pisze "Gazeta Wyborcza".
Rodzice skarżą się też na liczbę i trudność zadawanych prac domowych. Wszyscy zauważają tendencję, że po rozpoczęciu czwartej klasy czas przeznaczony na odrabianie lekcji znacznie się wydłuża. Z kolei z analizy Instytutu Badań Edukacyjnych wynika, że nauczyciele często nie sprawdzają prac domowych ani nie analizują ich z uczniami. Prace są zadawane przede wszystkim po to, by nauczyć dziecko samodzielnej pracy.
Kolejnym problemem jest tzw. terapia szokowa - nauczyciele organizują dzieciom dużo klasówek na początku roku, co więcej, ochoczo stawiają jedynki. Dla czwartoklasisty ocena wyrażona stopniem jest stresująca, a co dopiero ocena niedostateczna.
Specjaliści zachęcają zarówno nauczycieli, jak i rodziców do wspólnej rozmowy. Pozwoli ona uniknąć nieporozumień oraz ułatwi dziecku wejście w nową szkolną rzeczywistość.
Źródło: Gazeta Wyborcza
